czwartek, 30 kwietnia 2015

Polecamy: Kłopoty Komendanta Roka, Kazimierza Szymeczko


Ładna pogoda? Może w lipcu!

Sprawdziłam prognozę pogody do końca miesiąca i od razu pożałowałam, że posłuchałam mamy. Przed wyjazdem powiedziała mi: „Po co ci dziecko ciepłe skarpety? Do Hiszpanii jedziesz, a nie na Syberię”. Przyjechałam i co? Temperatury takie, że chciałoby się włączyć ogrzewanie, którego nie ma. Deszcz na przemian ze słońcem. Do tego okazało się, że kałuże nie służą moim wiosennym butom i chyba odbyły już swój ostatni w życiu spacer. Zmarznięta usiadłam na łóżku. Okryłam się szczelnie kocem i sięgnęłam po jedną z książeczek z naszej biblioteki. Na samej górze leżały Kłopoty Komendanta Roka Kazimierza Szymeczko. Od razu przypomniał mi się Tydzień Brzechwy, który do tej pory potrafię wyrecytować wyrwana ze snu. To dobry znak, pomyślałam i otworzyłam cienką książeczkę w zachęcającej żółtej okładce.
Świat zakręcił się kilka razy wokół mnie. Błysnęło coś na niebie, za oknem poprószył śnieg, a za chwilę jakiś golas wyszedł na balkon się opalać i już, już znalazłam się na posterunku Komendanta Roka. Bardzo dziwny to posterunek, muszę przyznać, i bardzo nietypowy komendant. Całe miejsce pełne jest ludzi w różnych strojach – od kaloszy podkomendnego Listopada po okulary przeciwsłoneczne Sierpnia. Kałuże z roztopionego śniegu i piasek przyniesiony z plaży na sandałach też nie uszły mojej uwadze. Jednym słowem – coś tu nie gra! Już na pierwszych stronach przekonałam się, że komisariat wymyślony przez Kazimierza Szymeczko to taki trochę trójwymiarowy polski kalendarz, w którym pracują Miesiące, a zawiaduje nimi Rok. Najważniejszym zadaniem Roka jest zarządzanie pogodą. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, bo liczba dni słonecznych jest ograniczona, a wiatr i deszcz też trzeba gdzieś upchnąć. Pory roku i Miesiące dzielnie bronią się przed brzydką pogodą, ale jak to w pracy zwykle bywa – nie zawsze wszyscy zasługują na premię. Miesiące, z których każdy ma w książeczce swój własny rozdział, popełniają różne głupoty. Czasem są nieodpowiedzialne, a czasem po prostu brakuje im doświadczenia. Każdy z nich jest typowo polski: Luty jest groźny i posępny, a Marzec… no w marcu jak w garncu, wiecie sami.
Najbardziej w całym opowiadaniu podobały mi się gry słowne, w które tekst obfituje. Np. komendant mówi do Lutego: „ – Zamknąłeś bałwany? A za co? – spytał jeszcze spokojnie. |– Za kratki. To znaczy za stawianie oporu – poprawił się. – Zostały ujęte na gorącym uczynku. |Komendant głowił się, jakim cudem śniegowe stwory mogły popełnić gorący uczynek (…)” . Dzięki nim książka może przynieść sporo śmiechu także rodzicom. W niektórych momentach historia jest jednak nieco zbyt skomplikowana językowo i może wymagać dodatkowych objaśnień szczególnie dla młodszych dzieci. Nie wszystkie bowiem będą wiedziały na przykład, dlaczego pory roku w Australii są odwrócone. Poza tym ta lektura to niesamowite źródło wiedzy o polskich realiach, a w szczególności o niuansach naszego kalendarza i pogody. Katalońskie dzieci może zaskoczyć, że tradycyjny bałwan ma na głowie garnek, nos z marchewki i oczy z węgielków, a topienie Marzanny oznacza pożegnanie zimy i przywitanie wiosny. W „Kłopotach…” w rolę Marzanny wciela się… szalona siostra Marca, która uwielbia sporty ekstremalne. Po tym rozdziale nie da się już zapomnieć, jak wygląda ta polska tradycja. Oprócz niej pojawiają się też m.in. Zimni Ogrodnicy lub Zimna Zośka. Szczerze mówiąc, sama zapomniałam, że są takie dni w roku, ale wierzę, że ludowe wierzenia warto podtrzymywać, choćby w tradycji przysłów takich jak „Na Grzegorza idzie zima do morza”.
Kolejnym plusem książki są piękne ilustracje. Narysowani przez Ewę Poklewską – Koziełło bohaterowie są piękni i pełni emocji. Aż trudno byłoby wyobrazić ich sobie inaczej! Od tej pory jestem wielką fanką rysowniczki i z pewnością sięgnę po kolejną ilustrowaną przez nią lekturę.
Oprócz polskich realiów autorowi udało się bardzo delikatnie i sympatycznie przemycić do opowiadań pewne nauki moralne. Marzanna okazuje się być wolontariuszką w przedszkolu, a ciotka porucznika Września rozdaje owoce w szkołach. Uważam, że jest to wielka zaleta „Kłopotów…” Nie każdy autor książeczek dla dzieci potrafi z takim wyczuciem zawrzeć w swojej opowieści kilka cennych mądrości, których warto uczyć najmłodszych.
Komendant Rok i jego pracownicy wlali do mojego serca trochę nadziei na lepszą pogodę. Może po prostu rozbuchana Wiosna to wpada to w euforię, to w depresję. Kto wie! Ja mam dla Was za to optymistyczna pogodę na lato, która mnie samej, noszącej adekwatne nazwisko bardzo się spodobała. Komisarz Rok oznajmia: „ A to dodatkowe słońce przydzielę Lipcowi. To mój najlepszy pracownik. Będzie wiedział, jak je wykorzystać”. Oj będę!
Paulina Lipiec


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Książkowe prezenty dla Szkoły Polskiej w Tarragonie

W ubiegłym tygodniu Wielkopolski Ośrodek Kształcenia i Studiów Samorządowych z Poznania podarował Szkole Polskiej w Tarragonie następujące książki: 

- Przysłowia polskie, Grzegorz Strzeboński, 
- U złotego źródła - baśnie polskie,
- Pięciopsiaczki, Wanda Chotomska,
- Inżynier Ciućma czyli śrubka, młotek i przemądrzałe roboty, Grzegorz Kasdepke,
- Fochy fortuny czyli niezwykły słownik Kuby i Buby, Grzegorz Kasdepke, 
- Kuba i Buba czyli awantury do kwadratu, Grzegorz Kasdepke

Ślicznie dziękujemy za wzbogacenie naszej szkolnej biblioteczki. Z pewnością dzieciom, rodzicom i nauczycielom lektury te przypadną do gustu.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Klub Malucha - spotkanie 25 kwietnia


W naszym ostatnim kwietniowym spotkaniu Klubu Malucha wzięło udział wiele rodzin. W pozytywnym i wiosennym humorze rozpoczęliśmy nasze zajęcia od swobodnej gimnastyki i zabawy na kolorowej sali gimnastycznej. Słuchając radosnej muzyki dziecięcej nasze maluchy bawiły się w małych grupach lub indywidualnie. Przy pomocy rodziców wykonywały różne ćwiczenia z obręczami, piłkami, linami, materacami i innymi przyrządami do gimnastyki korekcyjnej. Następnie usiedliśmy w kręgu na wielkiej kolorowej chuście animacyjnej by powitać wszystkich gości. Zaśpiewaliśmy trzy piosenki z Muzycznych Pudełek: "Jedzie pociąg z daleka", "My jesteśmy krasnoludki" i "Wlazł kotek" wraz z nagraniem CD. Pokazywaliśmy znaną już dzieciom animację ruchową. 
Zadam plastycznym tego dnia było malowanie farbami glinianych figurek wykonanych dwa tygodnie temu. Nasze maluchy coraz lepiej radzą sobie z trzymaniem pędzla, malowaniem na płaskiej powierzchni i w przestrzeni. Zajęcia plastyczne tego typu są dobrą okazją do ćwiczenia małej motoryki ręki i napięcia mięśniowego. 
Pogoda sprzyjała zabawom na świeżym powietrzu. Wyszliśmy na patio, które jest atrakcyjnym miejscem dla dzieci. Po raz pierwszy zjedliśmy śniadanko na zewnątrz. Owocem dnia był arbuz, który smakował każdemu. Dziś jedna z naszych klubowiczek, Sofia, obchodziła swoje drugie urodzinki. Podczas śniadanka rodzice mogli wypić kawę i porozmawiać. Do końca spotkania maluchy bawiły się w grupie na patio. Wielką atrakcją były motorki i samochodziki. 
Rozeszliśmy się życząc sobie dobrego tygodnia. 
Dziękujemy Rodzinom za aktywny udział w naszym Klubie =) 

Pozdrawiamy, 
Asia i Monika

piątek, 24 kwietnia 2015

Polecamy: Mostek czarownic - Baśnie wrocławskie, Mariusza Urbanek

„Miłość do miasta zaczyna się od pierwszej usłyszanej o nim bajki” przekonuje Mariusz Urbanek, autor Mostka czarownic – Baśni wrocławskich. Choć nigdy nie byłam we Wrocławiu i nigdy się tam nawet nie wybierałam, po lekturze tej książeczki nabieram na to wielkiej ochoty. 
Które z dzieci nie słyszało jeszcze legendy o Smoku Wawelskim lub warszawskiej Syrence? W wielu wersjach jest ona dostępna w co drugiej domowej biblioteczce. Kto jednak wie, czym jest Kluskowa Brama albo wystająca z muru głowa Henryka? No właśnie. Ja nie miałam o ich istnieniu pojęcia przed lekturą Baśni wrocławskich. Bardzo ładnie wydany zbiór zgrabnie napisanych sześciu opowiadań to taki przewodnik po Wrocławiu dla najmłodszych. Każda z legend odnosi się do wybranego miejsca w mieście, które możemy minąć bez zastanowienia podczas zwiedzania, a których nasze dziecko może z zainteresowaniem szukać, wyobrażając nowopoznane historie. Podczas spaceru przez mostek czarownic zobaczy z pewnością czarownicę Teklę, która pokutuje za lenistwo i dumę, zamiatając go co noc. Przechodząc pod Kluskową Bramą pomyśli o łakomym Konradzie, który nie posłuchał mądrej żony. 
W przeciwieństwie do wielu polskich baśni i legend, legendy wrocławskie nie narzucają się z morałem. Oczywiście, jak większość historii dla dzieci zawierają w sobie życiowe prawdy, ale najważniejsza jest w nich sama historia – niepowtarzalna i często zupełnie dzieciom nieznana. Lekka narracja i przyjemne dialogi sprawiają, że baśnie czyta się szybko i z uśmiechem na twarzy. Rytuał czytania wzbogacą także z pewnością pełne magii, nieco tajemnicze, bezpretensjonalne i po prostu ładne ilustracje. Sprawią one przyjemność wszystkim wrażliwym na estetykę rodzicom, a dzieci ani nie zanudzą, ani nie wystraszą. 
Myślę, że wydanie Baśni wrocławskich przed wydawnictwo Europa było, być może zupełnie nieświadomym, dobrym krokiem dla edukacji polonijnych dzieci. Dzięki tej książce być może zobaczą Polskę nie tylko jako kraj babci i dziadka, ale także kraj pełen interesujących miejsc i magii. Jeśli macie taką okazję, zabierzcie dzieci do Wrocławia i poszukajcie małych krasnali, które rozsiane są po całym mieście. Chętnie zabiorę się za ich liczenie i ja! 

Paulina Lipiec

czwartek, 23 kwietnia 2015

Wizyta przedstawicieli samorządów Województwa Wielkopolskiego w Torredembarra (Tarragona)

Wczoraj, 22 kwietnia, przedstawiciele samorządów Województwa Wielkopolskiego przyjechali do Torredembarra, w prowincji Tarragona. Byli gośćmi tutejszego Urzędu Miasta, który zorganizował bardzo ciekawą wizytę i konferencję pt. Metody pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych i strategie ich promocji. 
Przedstawiciele z Województwa Wielkopolskiego zostali przywitani przez burmistrza miasta Enrica Grangel oraz współpracowników. Spotkanie związane z ochroną środowiska i zarządzaniem odpadów rozpoczęło się wykładem radnego Eduarda Rovira i następnie było kontynuowane przez José Simón z Generalitat de Catalunya, dyrektora Agencji Odpadów Komunalnych w Katalonii. 
Polscy burmistrzowie i wójtowie byli bardzo zainteresowani tematem gdyż polskie gminy do 2020 roku muszę spełnić wszelkie normy europejskie związane ze zbiórką i zarządzaniem odpadami. 
Po obiedzie grupa zwiedziła ekologiczną instalację Griño (zakład przeróbki odpadów i odzyskiwania energii) do której trafia zawartość szarych kontenerów, Ich zawartość, dzięki nowoczesnej technologii, ostatecznie zmienia się w olej napędowy DieselR. 

Organizatorem spotkania był Wielkopolski Ośrodek Kształcenia i Studiów Samorządowych w Poznaniu. Natomiast Stowarzyszenie Kulturalne Szkoła Polska pomogło w nawiązaniu kontaktów i zorganizowaniu spotkania w Torredembarra. 

Notatka ze strony Konsulatu Generalnego RP w Barcelonie: http://www.barcelona.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/samorzad_wojewodztwa_wielkopolskiego

niedziela, 19 kwietnia 2015

Sprawozdanie z zajęć w Tarragonie, 18 kwietnia

Grupa dzieci młodszych 

Sobotnie przedpołudnie spędziłam w bardzo miłym gronie uczniów w Szkole Polskiej w Tarragonie. Po przywitaniu się i krótkim zapoznaniu przeszliśmy do kontynuowania wiosennego tematu rozpoczętego przez Panią Małgosię. 
Jako przypomnienie obejrzeliśmy animację do piosenki pt. " Wiosna": www.youtube.com/watch?v=QytYk2zyR6k 
Treść i obraz posłużyły nam jako wzór do wykonania prac plastycznych w których dominowały kolorowe motyle. Przy okazji malowania przypomnieliśmy nazwy kolorów. 
Następnie zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się na plac zabaw z piłką i chustą animacyjną. Dzieci powspinały się na tzw. pajęczynie, pobiegały, pohuśtały i troszkę zmęczone wróciły do sali lekcyjnej. Kolejnym wiosennym elementem naszego spotkania był film z serii Miś Uszatek pt. " To tylko gałąź", w którym zwierzątka pouczają jak należy szanować i dbać o otaczającą nas przyrodę. Okazało się, że mali uczniowie już o tym wiedzieli. Hitem zajęć okazała się zabawa dydaktyczna - zgadywanka obrazkowa. I tu również dzieci wykazały się dużą znajomością tematu, Bezbłędnie odgadywały nazwy zwierząt, owoców, przedmiotów. Była to doskonała okazja do wzbogacenia i utrwalenia słownictwa polskiego. Podczas zajęć nauczyliśmy się piosenki pt. "Kolorowe kredki". 
Po tak pracowitych zajęciach rozeszliśmy się do domów. 

Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za wspólnie spędzony czas, 
Maria 

Grupa dzieci starszych 

Tym razem na zajęcia przybył tylko Adaś. W związku z tym, większość czasu spędziliśmy wspólnie z młodszą grupą. Rozpoczęliśmy jednak nowy temat: gry. Wraz z Adasiem zagraliśmy w kości. Następnie wytłumaczyliśmy na czym polega gra w Chińczyka, a potem zabraliśmy się za układankę z polskich słówek. Mam nadzieję, że na kolejne zajęcia przyjdą już wszystkie dzieci i razem będziemy kontynuować zabawy w różnego rodzaju gry. 

Pozdrawiam,
Ewa

sobota, 18 kwietnia 2015

Jak motywować dziecko do nauki polskiego

Dziecko to świetny biznes. Zaraz mi przerwiesz oburzona: „Zaraz, zaraz, ale jak to?” No tak. Można na nim zarobić kupę kasy. Szczególnie jak się ma wyobraźnię i smykałkę do interesów. 

Można na przykład zorganizować dla dzieci warsztaty składania mebli dla markowych lalek, zajęcia z architektury dla trzylatków – „I ty możesz zostać Gaudim!”, mini uniwersytet dla najmłodszych – „Już wiem, kim był Kopernik!”, zajęcia z polo, krykieta, squasha, nurkowania bezdechowego, symulacji skoku ze spadochronem, chińskiego, urdu, baletu rosyjskiego, parzenia kawy „Już nigdy się nie poparzę” , robienia czekoladek…. 
Wolny czas naszego dziecka możemy wypełnić od stóp do głów. Możemy go widywać codziennie o 7, kiedy się ubiera, potem grającego na tablecie na tylnym siedzeniu auta oraz wieczorem, kiedy padnięte po całym dniu zasypia zanim otworzysz książkę z baśniami. Czy jesteś przekonana/y, że Twoje dziecko tego wszystkiego potrzebuje? Czy jesteś pewna/y, że zajęcia dodatkowe Twojego dziecka przyczyniają się do jego rozwoju, ale nie zabierają mu dzieciństwa? 
Nie chcę szerzyć herezji ani wmawiać rodzicom, że szachy są lepsze od ping-ponga albo, że ze wszystkich dostępnych zajęć językowych to język polski zapewni mu w przyszłości sukces zawodowy. Chciałabym jednak zapytać: Czy szkoła polska jest dla naszych dzieci tylko i wyłącznie jednym ze sposobów na zapełnienie czasu wolnego? Czy fakt, że dziecko pała większym entuzjazmem do zajęć z badmintona niż sobotą spędzoną wśród innych dzieci z polskich rodzin ma dyskryminować tę drugą? Dobrze pamiętam jak kilkanaście lat temu rodzice postawili przede mną wybór: Możemy Cię zapisać na angielski albo na jazdę konną. Wybór obu nie wchodzi w grę. Taki poważny wybór dla dziesięciolatki! Tak bardzo chciałam jeździć konno, ale już wtedy bardzo chciałam też wiedzieć, czy skoro Cher w radio śpiewa „Do you believe in love after love?” to znaczy, że jest bardzo religijna i wierzy w życie po życiu, czy też po prostu ma złamane serce. 
Dzisiaj wiem, że wybór angielskiego był dobrą decyzją, ponieważ każdy nowy język otwiera przed człowiekiem nowy świat. Świat w każdym języku wygląda inaczej. Świat po polsku syczy, szumi i szeleści. Wyrazy są długie, pisownia skomplikowana. Ale jest też bogaty w słowa i znaczenia, których nie da się oddać w żaden inny sposób, jak po polsku. Jak przetłumaczysz na hiszpański na przykład „kombinować”, „Nie mój cyrk, nie moje małpy” albo „Obudzić się z ręką w nocniku?” 
Jak więc zachęcać niezależne dziecko do szkoły polskiej, która nie jest w top 10 zainteresowań? Pokazać mu możliwości. Dla kilkulatka nic nie będą znaczyły argumenty o przyszłych profitach, bo nie jest w stanie wyobrazić on sobie przyszłości. Możesz jednak mu jednak pokazać, ile już w tym momencie może zyskać mówiąc polsku. 

1. Stwórz dziecku okazje, by rozmawiało po polsku nie tylko z Tobą i rodzeństwem. Skypujcie z babcią, kuzynami. Oglądajcie polską telewizję. Pozwól mu zobaczyć, że dla niektórych ludzi to jedyny język, w jakim mogą się porozumiewać. Zabierz go na próbę do polskiej szkoły, w której może poznać rówieśników mówiących w kilku językach tak jak ono – również po polsku. Niech usłyszy różne akcenty, różne głosy. Woli piłkę od szkoły polskiej? Podczas takiej wizyty przekona się, że sobotnia szkoła to nie tylko siedzenie w ławce. Gra w piłkę (nie w pelotę!) tu też jest możliwa. 

2. Czytajcie razem. Wybierz ciekawą polska książkę z własnej lub szkolnej biblioteczki i przerwij czytanie przed końcem (jeśli dziecko już trochę czyta po polsku). Pomóż mu czytać samodzielnie, zachęcaj, chwal i nigdy nie wyśmiewaj! 

3. Mówicie w domu wyłącznie po kastylijsku lub katalońsku, bo tak łatwiej? Ustalcie jeden dzień w tygodniu, w którym mama/tata rozumie tylko po polsku. 
4. Nie zmuszaj. Zachęcaj, motywuj, zaciekawiaj Polską i polskim, ale jeśli dziecko uparcie odmawia, nie namawiaj na siłę. Dzisiaj się nie udało, spróbuj za tydzień. Sześciolatek nie chciał chodzić do polskiej szkoły po pierwszej wizycie? Skąd wiesz, że jako siedmiolatek nie zmieni zdania? Może chciałby spróbować jeszcze raz, ale wstydzi się powiedzieć. Jeśli polska kultura i język są dla Ciebie ważne, powiedz mu o tym. Nic tak nie motywuje i nie daje satysfakcji jak uszczęśliwianie bliskiej osoby. 

5. Jedźcie do Polski! Jasne, że rodzinna podróż to dla większości osób duży wydatek. Nie ma co się łudzić, odwiedzanie babci co weekend nie wchodzi w grę. Jeśli jednak jest okazja – jedźcie! Pozwól dziecku pytać o drogę, kupować bilety i rozmawiać z właścicielem ślicznego psiaka w tramwaju. Wróci do domu szczebioczące po polsku i nawet nie poczuje, że przez ten cały czas w ogóle nie rozmawiało w swoim innym języku. 

Na pewno sami macie wiele pomysłów na motywowanie dzieci. Podzielcie się tym z nami i z innymi rodzicami. Nie tylko mieszkającymi po sąsiedzku, ale też tymi, którzy poszukują wsparcia w Internecie. Nie tylko Wy czasem musicie zachęcać dziecko do nauki. 
Na sam koniec przytoczę jeszcze historię mojego bliskiego przyjaciela z Krakowa – pół Francuza pół-Polaka, choć on teraz powiedziałby „Nie, nie! ¾ Polaka ¼ Francuza!”. Urodzony w Paryżu do 24 roku życia znał tylko kilka zwrotów po polsku. Podczas rodzinnych kłopotów postanowił uciec do Polski w poszukiwaniu korzeni i tożsamości. Zapisał się na całoroczny kurs języka polskiego. Gdy po roku ciężkiej pracy (jak pisałam poprzednio – żadne dziecko nie musi włożyć tyle wysiłku w naukę języka!) pierwszy raz rozmawialiśmy w pełni po polsku, z radością powiedział mi: Paulina! Nareszcie czuję, że mogę wyrazić to co czuję. Moja polska dusza była chyba uwięziona w języku francuskim. Teraz gdy jadę do Sędziszowa do moich kuzynów, gdy jem z nimi pierogi i piję wódkę, w końcu rozumiem, jak bardzo brakowało mi tej polskości, która zawsze była trochę w cieniu. W końcu jestem też Polakiem! (No dobra, nie powiedział tego tak płynnie, ale to miał dokładnie na myśli ;)) 
Mam nadzieję, że Wasze dzieci będą mogły odkrywać wszystkie odcienie swojej tożsamości we wszystkich językach, z jakich jest zbudowana. 

Paulina

piątek, 17 kwietnia 2015

IX Polonijne Spotkania z Historią Najnowszą

Biuro Edukacji Publicznej IPN w lipcu tego roku organizuje IX już Polonijne Spotkania z Historią Najnowszą – kurs adresowany do nauczycieli i animatorów kultury pracujących w polskich placówkach poza granicami kraju:

http://pamiec.pl/pa/edukacja/projekty-edukacyjne/ogolnopolskie/program-polonijny/14730,Rozpoczynamy-nabor-na-konferencje-IX-Polonijne-Spotkania-z-Historia-Najnowsza.html

Polecamy: „Koszmarny Karolek”, Franceski Simon

„Koszmarny Karolek” czyli przepis, jak uprzykrzyć innym życie, a samemu wyjść cało.
„Koszmarny Karolek” jest to seria książeczek amerykańskiej pisarki Franceski Simon przedstawiających perypetie nieznośnego chłopczyka. Na wydanie z 2004 roku składają się trzy utwory („Koszmarny Karolek i wszy”, „Koszmarny Karolek i wielka forsa”, „Koszmarny Karolek i nawiedzony dom”), a każda część zawiera jeszcze kilka opowiadań. Wszystkie części połączone są postacią głównego bohatera oraz innymi postaciami drugoplanowymi, co nadaje spójności całej serii i sprawia, że bohaterowie stają się bliżsi czytelnikowi. 
Utwory to nagromadzenie zabawnych sytuacji i figli głównego bohatera. Karolek, jako niegrzeczne dziecko ma mnóstwo pomysłów, jak uprzykrzyć komuś życie i co zrobić, żeby później uniknąć kary. Jego największymi wrogami są grzebień i szampon, a jego marzeniem jest posiadanie zestawu do przygotowywania cuchnącego jedzenia. Koszmarny Karolek ma pomysłów co nie miara, sam zaś główny bohater, jak i jego charakter, wyeksponowane są jeszcze bardziej poprzez wprowadzenie do tekstu postaci młodszego brata - Doskonałego Damianka. Rodzeństwo jest zestawione na zasadzie kontrastu - tak, jak jeden jest posłuszny rodzicom, tak drugi robi im na złość; tak, jak jeden ma same dobre oceny w szkole, tak drugi - same najgorsze. Wszystkie postaci, które wymyśla autorka mają zabawne pseudonimy, które charakteryzują bohaterów. I tak na przykład klasa Koszmarnego Karolka składa się z Wrednej Wandy, Płaczliwego Piotrusia, Ordynarnego Ola, Mądrej Misi... 
Perypetie Koszmarnego Karolka zdecydowanie nie są tekstami edukacyjnymi, które miałyby uczyć poprawnego zachowania. Nawet postać Doskonałego Damianka jest nieco ośmieszona - choć jest on taki idealny, to i tak często wszystko obraca się przeciwko niemu, z kolei niegrzecznemu Karolkowi udają się jego niecne plany i nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Same utwory są jednak nad wyraz zabawne, pomysłowe i pełne prostych gier słownych czy wyrazów dźwiękonaśladowczych, a to wszystko sprawia, że nie da się nudzić podczas lektury. Ponadto nagromadzenie czasowników i liczne dialogi nadają opowiadaniom życia, dzięki czemu na pewno spodobają się młodym czytelnikom.

Małgorzata Walczak

środa, 15 kwietnia 2015

Sprawozdanie z zajęć w Tarragonie, 11 kwietnia

Grupa dzieci młodszych 

W ostatnią sobotę w Szkole Polskiej zajęcia zaczęliśmy od ulubionej przez dzieci układanki Memo. Po jej skończeniu przeszliśmy do szukania w klasie karteczek z literkami, które umieszczone zostały w różnych częściach klasy. Po odnalezieniu wszystkich literek zajęliśmy się pracą manualną, która polegała na wklejeniu papierka w czerwone nakrętki plastikowe i wpisanie A,O,U,E i I. 
W ten sposób dzieci poprzez zabawę chętniej dostrzegą samogłoski, które w późniejszym rozwoju mają duży wpływ na naukę, jako iż dzieci wielojęzyczne powinny od najwcześniejszego roku życia obcować z literkami, a później sylabami, które ułatwią im wyrażanie się w danym języku. Jest to udowodnione przez specjalistów. 
Po sprawdzeniu listy obecności zabraliśmy się do wspólnego robienia kanapek, pamiętając o umyciu rączek przed ich wykonaniem. Było kolorowo i bardzo smacznie, wiosenne warzywa królowały na naszym stole i w brzuszkach! 
Po tak obfitym śniadanku wyszliśmy do pobliskiego placu zabaw. 
Następnie, po powrocie do klasy z dużym zaciekawieniem przeczytaliśmy sobie wiersze J.Brzechwy pt.''Na straganie'', "Kaczka dziwaczka'', ''Lis i jaskółka". 
Na koniec dzieci namalowały swoje ulubione warzywo, jak się okazało marchewka wygrywa z pozostałymi warzywami. Za tak piękne rysunki dzieci otrzymały naklejkę w formie gwiazdki na rękę. 
Każde z dzieci dostało zeszyt, który zatytułowaliśmy ,,Dzienniczek''. Ozdobiliśmy jego pierwszą stronę, wpisaliśmy samogłoski, Ustaliliśmy, że pierwszą będzie A, może być ona napisana, wycięta z gazety, może być wielka jak i mała a. Dzienniczki te przynosimy na każde zajęcia. 
Dla rodziców: Odnośnie dzienniczka, z drugiej strony zatytułowanej ,,Dzienniczek wydarzeń'', to sposób wprowadzania systemu językowego, stosowanego przez panią Wacławę Zuziową, a następnie przez logopedów i terapeutów w Zespole Diagnozy i Terapii profesor J. Cieszyńskiej w Krakowie. Dzienniki dają wiele możliwości wprowadzania i udoskonalania umiejętności językowych dziecka, uczą komunikowania się w sytuacjach życia codziennego oraz wyrażania przeżyć i emocji. Dzienniczek wydarzeń pomaga w rozwoju mowy, umożliwia powtarzanie znanych już słów, daje możliwość wprowadzania konstrukcji zdaniowych, związków frazeologicznych, których dziecko może potem używać spontanicznie, "zatrzymuje" na piśmie to, co przeżywa i umożliwia powtarzanie opisów do momentu, gdy dziecko zdolne będzie opowiedzieć to samodzielnie. Przygotowuje dziecko do wydarzeń, które nastąpią, pomaga rozumieć związki przyczynowo-skutkowe i odczucia rozmówcy. To znaczy dziecko samodzielnie lub z pomocą dorosłego może wklejać w tej części dzienniczka zdjęcia, na przykład z wakacji z Polski, rysować, wklejać bilety autobusowe, lotnicze, może być to nawet rachunek za buty, wpisy, papierek po ulubionym cukierku z Polski np.Krówka, rzeczy które będą dotyczyły Polski!!! 

Pozdrawiam, 
Małgosia 

Grupa dzieci starszych 

Ostatnie zajęcia rozpoczęliśmy od powtarzania nazw owoców. Tym razem utrudniliśmy zadanie dodając do układanki nazwy hiszpańskie i katalońskie. Okazało się, że zadanie to nie było takie łatwe, jak można było przypuszczać. Dzieci zabrały karteczki do domu aby wraz z rodzicami mogły ponownie ułożyć trójjęzyczny owocowy słowniczek. 
Potem udaliśmy się na kanapkowe przyjęcie przygotowane przez Panią Małgosię oraz nasze maluchy. Pachniało intensywnie świeżym ogórkiem i rzodkiewką. Był też pomidorek i sałata oraz jajeczko, szynka i serek. Dzieci same zaczęły przygotowywanie kanapek od smarowania masłem i następnie dobieraniem kolejnych smakołyków. Samodzielne przygotowywanie kanapek oraz jedzenie ich w towarzystwie pozostałych dzieci okazało się ogromną frajdą dla wszystkich uczestników śniadania. 
Po takim wsparciu energetycznym zabraliśmy się poważnie za czaplę siwą i żurawia. Po obejrzeniu zdjęć i dwóch filmów dzieci już trochę wiedzą o tych ptakach. Mam nadzieję, że potrafią je rozróżnić. 
Po części teoretycznej przeszliśmy do praktyki z wykorzystaniem wyobraźni. Jedno dziecko opowiadało jak wygląda jego fantazyjny ptak, a pozostałe dzieci starały się go narysować. Okazało się, że niektóre ptaki miały tułów w kształcie jabłka bądź serduszka. Niektóre miały dziewczęce oczy a jeden z nich miał oczy, jak Pani Ewa, czyli ja. Przy ustnym opisie dzieci wykorzystywały następujące słownictwo: głowa, dziób, piórka, ogon, tułów, czub, oczy, itp. 
Z ciekawostek: Natalka wymyśliła ptaka Niebo. Niebo to krzyżówka nietoperza i bociana. 

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na kolejnych zajęciach,

Ewa

wtorek, 14 kwietnia 2015

Szkoła Polska w Barcelonie - sprawozdanie z zajęć z 11 kwietnia

Poziomki 

Tematyką sobotnich zajęć było zdrowie i higiena, tak więc rozpoczęliśmy od rozmowy na ten temat. „Czym jest zdrowie?, Co trzeba robić żeby być zdrowym i silnym? Jak należy się odżywiać? Czy dzieci zachowują codzienne czynności czystości?“. Za pomocą rekwizytów w postaci szczoteczki i pasty do zębów, szczotki do włosów, mydła, papieru toaletowego, dzieci rozpoznawały przedmioty higieny. 
Następnie, z muzyką w tle, tańczyliśmy wśród baniek mydlanych, wyobrażając sobie pianę podczas brania kąpieli. Dzieciaki miały mnóstwo zabawy łapiąc i przebijając latające bańki. Pokazywaliśmy również jak się myje buzię, ręce, zęby, czesze włosy.Zauważając, że mycie owoców, warzyw oraz, przede wszystkim, rąk przed jedzeniem i przed wyjściem z toalety jest bardzo ważne, udaliśmy się do łazienki, gdzie po nazwaniu obiektów takich jak, toaleta, kran, zlew, czy ręcznik, każde dziecko umyło ręce. 
Po śniadaniu wyszliśmy na patio, ponieważ jak wiadomo, zdrowie to przede wszystkim RUCH. Przy pięknej, słonecznej pogodzie dzieci wykonywały różne ćwiczenia gimnastyczne. 
Po powrocie do klasy, zajęliśmy się pracą plastyczną. Każdy wykonał piękny , ulubiony owoc, który wcześniej sam narysował, potem wykleił papierem kolorowym i bibułą. 
Na koniec odbył się quiz, z takimi pytaniami jak np: 
“Kiedy należy myć ręce? :
a)przed jedzeniem; 
b)przed wyjściem na podwórko.” 

Dzieci bardzo dobrze sobie poradziły ze zgadywankami, za co otrzymały odznaki “Czyścioszka”. 
Dodatkowo, oprócz tematyki zdrowia i czystości, dzięki jednemu z uczniów, mieliśmy krótką lekcję o dinozaurach. Jan przyniósł kolorowo ilustrowaną książkę po polsku. Dzieci słuchały i oglądały z ogromną ciekawością i skupieniem. Tymże przyrodniczym akcentem zakończyliśmy naszą lekcję. 

Pozdrawiam, 
Paulina Jeziorska 

Tęcza 

W czasie pierwszego wiosennego spotkania w grupie Tęcza
dużo podróżowaliśmy po Polsce. Na początku zajęć odbyliśmy wirtualną wędrówkę wakacyjnymi szlakami jednej z rodzin naszej grupy. 
Emma ,wspólnie ze swoją mamą zachęcała koleżanki i kolegów do odwiedzenia znanych jej miejsc. 
A oto relacja Pani Marty, mamy Emmy. 

Dziś byłam gościem w klasie Tęczy. Razem z Emmą przygotowałyśmy prezentację o jej wakacjach w Polsce. Opowiedziałyśmy dzieciom o Szczecinie , nowej Filharmonii Szczecińskiej i zlotach żaglowców na Wałach Chrobrego. Potem przenieśliśmy się do Wrocławia, pospacerowaliśmy po rynku i szukaliśmy krasnoludków. Po tych poszukiwaniach dla odmiany przenieśliśmy się do zamku Czocha, obejrzeliśmy komnaty książęce i jezioro Złotnickie. Pokazałyśmy dzieciom też Mirsk, małą miejscowość, gdzie najbardziej lubimy jeździć na rowerach, leżakować na hamakach i kąpać się w rzece przy tamie. Po takim odpoczynku zabraliśmy dzieci na spacer z plecakami po Górach Izerskich, które bardzo lubimy. Spacer zawsze nagrodzony jagodami i naleśnikami izerskimi. Mamy nadzieję, że dzieciom podobał się nasz spacer po zachodniej Polsce. 

Po przerwie śniadaniowej kontynuowaliśmy
poznawanie polskich legend. Historia pięknej warszawskiej Syrenki bardzo podobała się dzieciom. Tak bardzo, że niektóre pytały, czy Syrenka jeszcze dziś żyje. Aby odpocząć po podróżniczych wrażeniach przeszliśmy na salę gimnastyczną, która zawsze cieszy się dużym powodzeniem. Chłopcy kopali piłkę, a dziewczynki ćwiczyły gimnastykę artystyczną ze skakankami i obręczami hula-hop.
Po powrocie do sali lekcyjnej dokończyliśmy sprawdzian wiadomości rozpoczęty na poprzednich zajęciach. 
Do domu dzieci wzięły książeczki do opracowania. Proszę o przyniesienie ich na kolejne spotkanie. 

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia, 
Maria 

Jarzębina 

Na sobotnich zajęciach poznaliśmy wielkiego malarza historii Polski: Jana Matejko. Obejrzeliśmy kilka jego prac, w tym największą tj. Bitwę pod Grunwaldem oraz portrety królów Polski. 
Następnie przenieśliśmy się do “tajemniczego lasu” . Powiedzieliśmy sobie, z jakich elementów składa się las: drzewa, krzewy, runo leśne (grzyby, mchy, jagody). 
Wymieniliśmy rodzaje lasów występujących w Polsce oraz podaliśmy przykłady drzew, jakie w nich rosną: lasy liściaste (brzozy, dęby, leszczyny, lipy), lasy iglaste (sosny, świerki, jodły – lub też jak stwierdziły dzieci: choinki) i mieszane. 
Dzieci pięknie zauważyły, że las wygląda inaczej o każdej porze roku i opowiedziały na czym te różnice polegają. 
Wymienialiśmy też znane nam zwierzęta, jakie mieszkają w lasach. Następnie dzieci oglądały zdjęcia niektórych zwierząt, nazywały je i opowiadały, co o nich wiedzą a także dowiadywały się nowych rzeczy. Zagadki, które prawie wszystkie zostały rozwiązane bez problemu, poświadczyły znajomość zwierząt: 

On po lesie kuka, ona gniazdka szuka 
Jak znajdzie podrzuca jajo – niech je inni wygrzewają.

Ważnym tematem, który omówiliśmy było zachowanie w lesie. Przypomnieliśmy, że w lesie nie wolno rozpalać ognisk, krzyczeć, wyrzucać śmieci, straszyć zwierząt, itp. Rozmawialiśmy też o gatunkach zwierząt zagrożonych wyginięciem i objętych ochroną. 
Po dwóch godzinach rozmów przeszliśmy do części praktycznej zajęć. 
Dzieci zmieniły się w nasionka, które po wiosennym deszczu powoli przemieniały się w wielkie drzewa. Następnie podskakując, biegając i fruwając wczuły się w role leśnych zwierząt. 
Finalnym efektem naszych zajęć stały się prace wykonane techniką kolażu zatytułowane „W tajemniczym lesie”. 

Pozdrawiamy, 
Ania Lintner i Marta Pawlikowska

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Klub Malucha - spotkanie 11 kwietnia

Nasze sobotnie spotkanie w Klubie Malucha rozpoczęliśmy od dowolnej zabawy na kolorowej sali gimnastycznej, a następnie od zaśpiewania kilku piosenek z Muzycznych Pudełek. Nasze dzieci coraz lepiej znają słowa i gesty. Przeszliśmy do drugiej sali, by wziąć udział w warsztacie plastycznym. Z gliny modelarskiej lepiliśmy różne figurki o tematyce wiosennej. Potem zjedliśmy śniadanko i do końca spotkania maluszki bawiły się w kącikach zainteresowań. 
Po tak długiej przerwie świątecznej wszyscy mieli dużo chęci do wspólnej wolnej zabawy. Rodzice przy kawie mogli spokojnie porozmawiać. Wszyscy coraz lepiej się znamy. Dzieci nawiązują między sobą pierwsze przyjaźnie. Radośnie spędzają sobotnie południa w Klubie Malucha. Rozmawiają i bawią się po polsku oraz zdobywają nowe umiejętności. 

Dziękujemy Rodzinom za aktywny udział w naszych warsztatach. 



Asia i Monika

środa, 8 kwietnia 2015

Polecamy: Bajki i baśnie polskie, Marty Berowskiej

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze wierzono w magię… 
Jeśli myślicie, że po magiczne stwory, rośliny i zaklęcia trzeba jechać aż to Hogwartu, to trochę się mylicie. W polskich lasach, na starych zamkach, w korytarzach pod wiekowymi budynkami drzemie tyle magii, że mało które dziecko jest w stanie to wszystko udźwignąć w jeden wieczór. Dlatego właśnie Marta Berowska w książce Bajki i baśnie polskie podzieliła baśnie i legendy na 35 niedługich opowiadań. Każde z nich zabiera dzieci do pełnej nieprzemierzonych puszcz i zapierających dech w piersiach pałaców, czarodziejskich stworów i mądrych zwierząt krainy. Do krainy magii, która nie zawsze jest wyłącznie biała. 
Przygodę z polskimi legendami zaczynami od najbardziej chyba znanej polskim dzieciom na całym świecie Legendy o Smoku Wawelskim pokonanym przez pomysłowego Szewczyka. Znamy ją w wielu wersjach i być może z tego powodu nie jest to zachęcający początek tomu. Kolejną opowieścią jest jednak Kwiat paproci. Pamiętacie kiedy kwitnie i gdzie? Jakie magiczne właściwości ma kwiat tej pospolitej łazienkowej rośliny, która być może ozdabia wiele polskich mieszkań? Jeśli nie, koniecznie zajrzyjcie do książki.
W całym dość grubym tomie – księdze magii, na której otwarcie dzieci będą czekać niecierpliwie, znane baśnie przeplatają się z lokalnymi i mniej popularnymi historiami. Dowiadujemy się z nich na przykład o tym, kim była Biała Dama strasząca po dziś dzień na Zamku w Niedzicy albo co oznaczał zwyczaj „postrzyżyn” w pogańskiej Polsce. Dzieci usłyszą lub przeczytają, dlaczego króla Popiela zjadły myszy i że do dziś można odwiedzić Mysią Wieżę oraz dowiedzą się, jak kiedyś tłumaczono sobie słoność morskiej wody. Cała Bajki i baśnie polskie to taka czarodziejska skrzynia pełna drogocennych informacji o polskich wierzeniach i historiach, które dawno temu, gdy jeszcze książki były dobrem luksusowych, opowiadano sobie z pokolenia na pokolenie, spędzając zimowe wieczory przy piecu lub kominku. 
Być może uda Wam się razem z dziećmi dojrzeć, jak bliska kiedyś była człowiekowi natura i jak otwartą miał głowę na to, co nienamacalne. Jeśli zależy Wam na tym, aby Wasze dziecko czuło się po części Polakiem/Polką, warto je zapoznać z historiami, które z pewnością po części ukształtowały naszą tożsamość. Do tej pory przecież bez problemu przywołamy sobie obraz Lajkonika, toruńskich pierników czy warszawskiej Syrenki. Ale jeśli wydaje się Wam, że znacie polskie legendy na wylot, zanim zaczniecie czytać je dzieciom, wypełnijcie Quiz, który znajduje się na końcu książki. Dam sobie małego palca uciąć, że przynajmniej na kilka pytań nie będziecie znali odpowiedzi. Może więc czas uzupełnić wiedzę?  Zapraszamy do Biblioteki!

Paulina Lipiec