wtorek, 31 marca 2015

Wielkanoc w Szkole Polskiej w Tarragonie, 28 marca

Dnia 28 marca Szkoła Polska w Tarragonie po raz pierwszy zorganizowała spotkanie rodzinne z okazji Wielkanocy. Na spotkanie pod tytułem: Rodzinne Malowanie Jajek przybyło około 40 zaproszonych gości: dzieci, rodziców, dziadków oraz nauczycieli. Na spotkanie przybyły też nauczycielki i opiekunki ze szkoły Polskiej w Barcelonie. Była to pierwsza okazja do poznania się i do integracji. 
Spotkanie odbyło się w Casa Municipal w Torredembarra. Ogromna sala umożliwiła wygodne ustawienie stołów oraz ekspozycji materiałów dekoracyjnych związanych z Wielkanocą. Pozostało też miejsce do zabawy w piłkę i do fascynujących gier z chustą animacyjną. 
Spotkanie rozpoczęło się od konkursu na rodzinne malowanie jajek. Wszystkie jajka były piękne ale te najpiękniejsze, wybrane poprzez głosowanie, zostały nagrodzone ogromnymi kurami z materiału, które przygotowała Pani Maryla. 
Po konkursie rozpoczęła się uczta kulinarna. Wszyscy uczestnicy spotkania przynieśli domowy i pyszny poczęstunek. Były więc najróżniejszego rodzaju sałatki, kiełbasy, mięsa, ziemniaki, dania z ryżem, kapusta oraz babki, sernik, jabłecznik, itd. Apetyt nam dopisał i z przyjemnością spędziliśmy czas na spożywaniu tych potraw. Ktoś wspomniał, że nasz świąteczny stół z taką jakością i różnorodnością jedzenia mógłby być śmiało stołem weselnym. 
Wszyscy mieliśmy też możliwość podziwiania prawdziwych Święconek, które zostały przyniesione przez rodziców. Natomiast na wystawie znalazły się własnoręcznie wykonane kurki, zajączki, fartuchy z motywami świątecznymi, stroiki, jajka oraz kartki świąteczne i domowe ciasteczka. 
Dziękuję wszystkim serdecznie za przybycie i aktywne uczestnictwo w tym spotkaniu. Dziękuję wszystkim osobom, które pomogły w jego organizacji oraz rodzinom za tak pyszne jedzenie. Mam nadzieję, że był to dobry i zachęcający początek do organizacji innych spotkań świątecznych w prowincji Tarragona.

Pozdrawiam wiosennie,

Ewa Hojna

poniedziałek, 30 marca 2015

Z górki na pazurki, czyli dziecko w świecie wielojęzyczności cz.1

Na zakończenie zajęć podczas ostatniego spotkania w Tarragonie 6-letnia Nicole zaczęła mówić do mnie po hiszpańsku. Nic w tym przecież dziwnego. Większość dzieci przychodzących do Polskiej Szkoły mówi przecież w trzech językach. Odpowiedziałam, żebyśmy rozmawiały po polsku, bo nie rozumiem. ¿No entiendes? Wyraz twarzy niesamowicie zdziwionej dziewczynki sprawił, że zarumieniłam się kompletnie zmieszana. No właśnie nie rozumiem… 
Jeszcze kilka dni później chodziło mi po głowie wspomnienie zaskoczonej Nicole. Miała rację. Jesteśmy w Katalonii. Wszyscy, nawet dorośli w Szkole Polskiej, znają przynajmniej polski i kastylijski. Dzieci przełączają języki, jak chcą i robią to zupełnie automatycznie. Podczas pierwszej wizyty w Szkole poczułam się jak przeniesiona do jednego z podręczników dla studentów nauczania polskiego. Cała w skowronkach, że w końcu usłyszę, w jaki sposób działa mechanizm wielojęzyczności, którym interesuję się od dawna. Nicole uświadomiła mi jeszcze bardziej, że to nie jednojęzyczność, która zalała Polskę po Drugiej Wojnie Światowej jest normą, ale właśnie dwu- i wielojęzyczność. 
Dla żadnego Katalończyka nie jest niczym strasznym wysłanie dziecka do szkoły, w której połowa zajęć odbywa się po hiszpańsku, a połowa po katalońsku. Belgia, Finlandia, Szwajcaria to kraje, w których ludzie egzystują w wielojęzycznych społeczeństwach. W innych państwach Europy jak Francja i Niemcy dialekty często są tak silne, że, aby zrozumieć swojego rodaka z drugiej części kraju, trzeba nieźle się nagimnastykować. Wniosek z tego prosty – wielojęzyczność jest dla ludzkiego umysłu naturalna. Szkoda tylko, że aby mówić biegle po angielsku musiałam spędzić wiele godzin na lekcjach i robić prace domowe. 
Mój problem, tak jak i problem wielu uczących się dorosłych, polega na tym, że za naukę języka wzięłam się za późno. Nikomu w mojej jednojęzycznej rodzinie nie przyszło do głowy, że jako dziecko przyswoję język zupełnie naturalnie, dużo szybciej i nie będzie po mnie słychać ani odrobiny słowiańskiego akcentu. Naukowo udowodnionym faktem jest, że dziecko do 14 roku życia może przyswoić sobie język naturalnie. Co to znaczy? To znaczy, że nie będzie potrzebowało żmudnych i długich lekcji w szkole językowej, ale przygarnie do swojego umysłu kolejny język w taki sam sposób, w jaki zaczęło mówić w języku ojczystym. W wieku około 14 lat wchodzi w tzw. okres krytyczny, który na ogół pokrywa się z "okres pokwitania". Umysł przyzwyczaja się do funkcjonowania w danym języku, a dziecko zaczyna myśleć w nim abstrakcyjnie. Zastaje się też aparat mowy i słuchu. Przestajemy być wrażliwi na niuanse dźwiękowe innych języków (dlatego między innymi Hiszpanom tak trudno usłyszeć różnicę i wymówić inaczej głoski „b” i „w”). Po tym momencie w życiu zostaje nam tylko uczenie się języka, które będzie już bardziej przypominało wspinaczkę w góry z plecakiem niż zjeżdżanie z niej na sankach. Oczywiście, jak wiemy z doświadczenia, nie jest to nie możliwe, a w górach można przeżyć wspaniałe przygody. 
Dzieci z polskim dziedzictwem (dumnie brzmi, prawda?) w Katalonii mają przed sobą ogromną szansę. Mogą przyswoić trzy języki bez większego trudu, z których z pewnością skorzystają w przyszłości i które będą częścią ich wyjątkowej, niepowtarzalnej tożsamości. Im wcześniej, tym lepiej. Już bobasy mogą osłuchiwać się z kolejnym językiem, otwierać szeroko uszy i mówić tata na zmianę z papa. Wielka w tym wszystkim rola Wasza, drodzy Rodzice oraz nauczycielek z naszej Szkoły. Przyswajanie bowiem bardzo lubi być wspierane przez nauczanie. 

Paulina Lipiec

czwartek, 26 marca 2015

X Rodzinne Malowanie Jajek w Barcelonie, 21 marca

Tegoroczne spotkanie wielkanocne w Barcelonie odbyło się 21 marca. Jak co roku gościliśmy liczną grupę gości, bo ok. 110 osób, w tym nasi uczniowie wraz z rodzicami, dziadkami i rodzeństwem oraz grono pedagogiczne. Swoimi odwiedzinami zaszczycił nas również nowy Pan Konsul, Włodzimierz Nabrdalik, wraz z rodziną. Imprezę rozpoczęliśmy tradycyjnie konkursem ¨Rodzinne Malowanie Jajek¨. 
Rodziny, przy pomocy przeróżnych technik, od kredek po cekiny stworzyły przepiękne, kolorowe pisanki, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem oglądających i oceniających. Głosowanie polegało na przyznawaniu punktów 1, 2, 3 przez każdego uczestnika spotkania. Po zliczeniu głosów o
głosiliśmy wyniki. Wygrani otrzymali przepiękne świąteczne nagrody.
Następnie na stołach pojawiły się przepyszne smakołyki przyniesione przez rodziny oraz panie nauczycielki. Stoły wypełnione były przeróżnymi ciastami, ciastkami, daniami gorącymi takimi jak pierogi, czy kapusta kiszona z pieczarkami. Nie zabrakło oczywiście naszej tradycyjnej, polskiej sałatki warzywnej. Oprócz skosztowania apetycznego jedzenia, nasi goście mieli również możliwość podziwiania oraz kupna produktów z kolorowego, wielkanocnego kiermaszu, na którym wystawione zostały własnoręcznie robione stroiki, kurnik z wyszywanymi kurami. I oprócz tego oczywiście mnóstwo jajek, zajączków oraz Święconek. 
Na zakończenie każde dziecko otrzymało czekoladowe słodkości. Spotkanie przebiegło bardzo miło i mimo deszczowej pogody na twarzach wszystkich widniał wiosenny uśmiech. Wesołego Alleluja!

Zapraszam do obejrzenia fotoreportażu:

https://www.youtube.com/watch?v=f528sK9jchI&feature=em-share_video_user 

Pozdrawiam, 
Paulina Jeziorska

Klub Malucha - spotkanie 21 marca

W ubiegłą sobotę odbyło się ostatnie przed Świętami Wielkanocnymi spotkanie Klubu Malucha w Szkole Polskiej. Nasze rodziny miały okazję uczestniczenia po raz pierwszy w tradycyjnej corocznej imprezie wielkanocnej, która nosi nazwę Rodzinne Malowanie Jajek. 
W tym dniu świętowaliśmy też urodzinki dwójki naszych kochanych Maluchów. Dzieci były zaskoczone, gdy nagle podczas śniadanka pojawił się tort ze świeczkami i wszyscy obecni zaczęli śpiewać "Sto lat". Rodziny z Klubu Malucha mogły tego dnia poznać inne rodzinny ze Szkoły Polskiej. Malowanie Jajek było wesołym i twórczym doświadczeniem dla naszych pociech. Dzieci oglądały wystawę przepięknych i ręcznie robionych ozdób wielkanocnych i pisanek. Mogły przy wsparciu rodziców wykonać własne jajko. Był to czas rodzinnej radości i integracji w świątecznym nastroju oraz okazja do poznania nowych przyjaciół i zabawy z nimi. 

Pozdrawiamy, 
Asia i Monia

piątek, 20 marca 2015

Polecamy: „W poszukiwaniu najważniejszego”, Janusza L. Wiśniewskiego

Książka Janusza L. Wiśniewskiego (autora znanego bliżej z „S@motności w sieci”) pod tytułem „W poszukiwaniu najważniejszego” jest, jak informuje podtytuł „Bajką trochę naukową”. To opowieść zarówno dla dużych jak i małych, książka, po którą mogą sięgnąć czytelnicy w każdym wieku. Przeplatają się w niej wątki bajkowe – piękna i mądra historia i naukowe – szczególnie z zakresu fizyki i astronomii. Aleksander Wolański – polski astronom, profesor astrofizyki i astronomii, komentuje, iż niewielu jest takich autorów jak Wiśniewski, którzy potrafią w taki sposób mówić o magii wszechświata. W sposób tak przystępny i zrozumiały, tworząc z tego bajeczną opowieść. 
To była długo oczekiwana książka, która dzięki ilustracjom Marcina Piwowarskiego, słowniczkowi dla dociekliwych, a także oryginalnym zdjęciom obiektów kosmicznych pozwala dotrzeć do każdego ciekawego Świata, a przede wszystkim Wszechświata – czytelnika.
To opowieść o Marcelinie, która wyrusza w pasjonującą podróż po Wszechświecie, aby odnaleźć to co Najważniejsze. Nie podróżuje jednak sama, jej przewodnikiem jest tajemniczy Duszek. To on pomaga jej odnaleźć odpowiedzi na wiele znaczących pytań, m.in. dlaczego gwiazdy umierają, jak szybkie jest światło, czy może ono przyspieszyć i wiele wiele innych. Najważniejsze jednak jest znalezienie odpowiedzi na pytania: czy istnieje koniec wszechświata, czy można go znaleźć, a przy okazji czy można dowiedzieć się tego co jest najważniejsze. 
Jeśli wiec Wy lub Wasze dzieci szukacie tego co najważniejsze i chcecie to znaleźć, polecam książkę Wiśniewskiego. Kto wie, może przy wspólnym czytaniu znajdziecie to, czego szuka każdy z nas… 

Kamila Ocimek

środa, 18 marca 2015

Sprawozdanie z zajęć w Tarragonie, 14 marca

Grupa dzieci młodszych 

Sobotnie zajęcia w szkole polskiej zaczęliśmy od porannej gimnastyki. Następnie przeczytaliśmy List od Pani Wiosny, w którym opowiedziała nam, iż bardzo chciałaby się z nami spotkać, ale przyjdzie tylko wtedy kiedy odgadniemy jej zwiastuny. Po przeczytaniu wiersza D.Gellnerowej " Zwiastuny wiosny" wszyscy wspólnie wymieniliśmy znaki wskazujące przyjście tej wyczekiwanej pory roku. Następnie przyszła pora na śniadanko, gdzie każde z dzieci przyniosło owoc i tak pokrojonymi owocami poczęstowaliśmy dzieci, gdzie przy okazji przypomnieliśmy sobie ich nazwy. Po śniadanku przyszedł czas na zajęcia plastyczne, gdzie z rolek po papierze toaletowym, z bibuły i plasteliny wykonaliśmy króliczki. Muszę przyznać, iż dzieci bardzo starannie podeszły do zadania. Dzieci, które skończyły wcześniej zadanie, bawiły się w dowolne gry. Kolejnym etapem naszych zajęć była nauka piosenki pt.,, Maszeruje wiosna,,. 
Na zakończenie zajęć wyszliśmy do pobliskiego parku i bawiliśmy się piękną, kolorową chustą animacyjną. Dzieci szybko się zapoznały z nowym przedmiotem zabawy, przy czym śmiech nas nie opuszczał nawet na chwilę. 
Jako pracę domową dzieci otrzymały namalowane jajko do ozdobienia. W tak dobrych humorach rozeszliśmy się do domów. Jeżeli to możliwe to bardzo proszę o wysłuchanie i utrwalenie piosenki z internetu ,,Maszeruje wiosna,,. 

Pozdrawiam, 
Małgosia 

Grupa dzieci starszych 


Motywem przewodnim ostatnich zajęć w grupie starszej była Legenda o Smoku Wawelskim. Na początku dzieci pracowały z mapą przypominając sobie historyczną i współczesną stolicę Polski, rzeki, a także zwierzęta, które poznały na wcześniejszych zajęciach. Następnie przenieśliśmy się na chwilę do Krakowa. Dzieci dowiedziały się, że w Krakowie znajduje się Rynek Wielki z sukiennicami i Kościołem Mariackim, wysłuchały hejnału oraz zajrzały na chwilę na Wawel, pod którym stoi pomnik legendarnego smoka. Po chwili uważnie wysłuchały Legendy o Smoku Wawelskim i odpowiedziały na pytania związane z jej treścią. Wysłuchaliśmy też piosenki o smoku. Dzieciom chyba najbardziej przypadła do gustu sama postać smoka, bo z ochotą wcielały się w nią w następnych zabawach i zadaniach. W czasie przerwy zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na chwilę do parku, by pobawić się z chustą animacyjną. Przy okazji poćwiczyliśmy rozróżnianie problematycznych głosek „b” i „w”, a dzieci nauczyły się wzajemnie kilku nowych zabaw z chustą. Po powrocie do szkoły była jeszcze chwila czasu na odgrywanie bohaterów legendy i znanych zwierząt, a później poćwiczyliśmy pisanie małej literki „l”. Dzieci szukały jej w wyrazach, które znają. Po błyskawicznym wykonaniu zadania powtórzyliśmy poznane na ostatnich zajęciach nazwy owoców i na koniec zagraliśmy w owocowego „wisielca”. 

Paulina i Ewa

niedziela, 15 marca 2015

Klub Malucha - spotkanie 7 marca

Grupa Pani Asi 

Ostatnie zajęcia w Klubie Malucha zaczęliśmy od wspólnego muzycznego powitania. Przypomnieliśmy sobie kilka piosenek z naszych muzycznych pudełeczek i muszę przyznać, że bardzo jestem zadowolona z naszych maluszków, bo większość z nich zna nie tylko gesty towarzyszące piosenkom, ale także ich tekst. 
Po przywitaniu, przyszła pora na zajęcia plastyczne, w tej części w dalszym ciągu towarzyszyła nam tematyka wielkanocna. Każde z dzieci otrzymało białą tekturkę w kształcie jajka. Zadanie polegało na ozdobieniu jajka przy wykorzystaniu rozmaitych materiałów takich jak kolorowe naklejki, bibułki, a nawet piórka. Efektem pracy dzieci były śliczne kolorowe wydzieranki. 
Po pracy w skupieniu przyszedł czas na chwilkę odpoczynku i drugie śniadanko. Podczas śniadanka czekała na nas mała niespodzianka, a mianowicie jedna z naszych klubowiczek, Ewa, kończyła dwa latka. Ewa była troszkę zaskoczona, gdy wszyscy zaczęli śpiewać sto lat i pojawił się przed nią biszkopt ze świeczkami, ale przy pomocy swojej mamy zdmuchnęła świeczki. 
Podczas gdy dzieci bawiły się w kącikach zainteresowań, rodzice mogli wykorzystać wolną chwilkę na rozmowy przy kawie. 
Po odpoczynku przeszliśmy na dużą salę, na zajęcia ruchowe, gdzie przy muzyce dzieci pokonywały tory przeszkód w postaci schodków i tunelów. Nasze zajęcia zakończyliśmy opowiedzeniem kolejnych przygód Muuu.. I tak, w miłej atmosferze rozeszliśmy się do domów, życząc wszystkim miłego weekendu. 

Asia 

Grupa Pani Moniki 

Sobotnie spotkanie 7 marca w Klubie Malucha, grupa druga ,rozpoczęło się od wspólnego muzycznego powitania. Przypomnieliśmy sobie kilka piosenek z naszych muzycznych pudełeczek. Wiele maluszków świetnie radziło sobie z animacją ruchową i pamiętało słowa. Potem nasza grupa bawiła się w różne zabawy na kolorowej sali gimnastycznej. Tańczyliśmy na gazecie, robiliśmy masażyki i i pokonywaliśmy tor przeszkód, który zbudowaliśmy z różnych pomocy do gimnastyki. Zrelaksowani i w dobrym humorze zjedliśmy śniadanko. Maluszki zajęły się zabawą indywidualną, a rodzice odpoczywali chwilkę przy kawie i ciastku. 
W drugiej części warsztatów w ramach tematyki wielkanocnej wykonywaliśmy duże papierowe pisanki. Wykorzystaliśmy piórka, naklejki, kredki i kolorowy papier. Nasze fantazyjne jajka będą pięknie dekorowały salę podczas Dziesiątego Rodzinnego Malowania Jajek w Szkole Polskiej w Barcelonie. 
Po pracy plastycznej był czas na odczytanie we wspólnym gronie Bajki o Krówce Muu. Rozstaliśmy się życząc sobie dobrego tygodnia. Dziękuję Rodzicom i Dzieciom za aktywny udział w Naszym Klubie. 
Pozdrawiam! 

Monika

czwartek, 12 marca 2015

Sprawozdanie z zajęc w Barcelonie, z 7 marca

Poziomki 

„Na wiosennej łące”. Zajęcia rozpoczęły się rozmową na temat pór roku (jakie mamy pory roku, co jest charakterystycznego dla każdej z nich, jaka jest ulubiona pora roku dzieci), następnie rozwinięty został temat wiosny. Dzieci odpowiadały na pytania dotyczące wiosennych przeobrażeń, zjawisk i oznak tej pory roku (wracające z ciepłych krajów bociany, bazie, topniejący śnieg, przebiśniegi, pierwsze kwiaty). Opowiadały o swoich doświadczeniach związanych z końcem zimy. Rozmawialiśmy również o zwierzętach, jakie można spotkać na wiosennej łące. Kolejnym punktem zajęć była zabawa ruchowa - „Słońce - deszcz”, dzieci chodziły po kole i wydawały określone dźwięki oraz szumy na podobieństwo padającego deszczu czy wiejącego wiatru, próbowały również „dosięgnąć słońca”. Te zajęcia były wyjątkowe, ponieważ jeden uczeń świętował tego dnia urodziny, co stanowiło doskonałą okazję, aby nauczyć dzieci śpiewania urodzinowej piosenki „Sto lat”. Po śniadaniu zaśpiewaliśmy ją chłopcu, który następnie poczęstował kolegów i koleżanki drobnymi łakociami - żelkami i cukierkami. Po śniadaniu i małej celebracji urodzin dzieci wyszły na patio, gdzie spędzały czas bawiąc się i ucząc się zasad wspólnej zabawy, współdzielenia zabawek, cierpliwego czekania na swoją kolej w przejażdżkach samochodzikami. Po zabawie na patio dzieci wróciły do sali lekcyjnej, gdzie zajęły się wykonaniem pracy plastycznej - kolorowych kwiatków z papieru. Na koniec wysłuchały bajki o pasikoniku i bożej krówce, które przeobraziły się w konia i krowę, następnie odpowiadały na pytania związane z tekstem. Najaktywniejsze dzieci dostały nagrody - słoneczka. 
Tym wiosennym akcentem zakończyliśmy pierwsze marcowe zajęcia w grupie Poziomek. 

Małgosia i Paulina 

Tęcza 

Na ostatnich zajęciach w wiosennej już atmosferze kontynuowaliśmy naszą wędrówkę "Szlakiem polskich legend". Tym razem odwiedziliśmy stolicę Polski - Warszawę. Dzieci wiedziały bardzo dużo o tym pięknym i starym mieście. Pamiętały legendę o powstaniu Warszawy. Postacie: rybaka Warsa i pięknej Syrenki Sawy nie były dzieciom obce. 
Dlatego po wskazaniu na mapie Polski Warszawy przeszliśmy do czytania bardzo pouczającej legendy warszawskiej pt. "Złota Kaczka". Następnie wyjaśniliśmy niezrozumiałe wyrażenia, słowa i zwroty. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że pieniądze szczęścia nie dają, jeśli nie możemy podzielić się nimi z innymi. Odnieśliśmy to mądre stwierdzenie do wielu rzeczy i sytuacji w życiu. Dzieci bardzo trafnie przytaczały przykłady takiego postępowania. Jestem z Nich naprawdę dumna. Po przerwie śniadaniowej udaliśmy się na dużą salę gimnastyczną, po czym już w sali lekcyjnej omówiliśmy " wyposażenie " koszyczka wielkanocnego, tak zwanej święconki. Według tradycji polskiej powinny się w nim znaleźć: kiełbasa (mięso i pokarmy mięsne nawiązują do ofiary Baranka Paschalnego), chleb ( to symbol " chleba żywego, który zstąpił z nieba" ), ciasto ( jest symbolem uczty niebieskiej w Królestwie Odkupiciela), jajka (to praźródło odradzającego się życia. Jest znakiem płodności, radości, siły i zdrowia), sól i pieprz (to odpowiednik biblijnych gorzkich ziół chroniących pokarmy przed zepsuciem), chrzan (wkłada się go na pamiątkę starego żydowskiego obrzędu jedzenia gorzkich ziół z mięsem baranim) , baranek (symbol Chrystusa Zmartwychwstałego. Figurka nawiązuje też do baranka ofiarnego). W koszyczku nie może zabraknąć serwetki (powinna być biała. Biały kolor jest symbolem odnowy, czystości, niewinności.Oznacza zwycięstwo dobra nad złem i śmiercią). Koszyczek przyozdabiamy wstążeczkami i listkami bukszpanu lub inną zielenią. Poświęcone w Wielką Sobotę pokarmy spożywa się w Niedzielę Wielkanocną. Po tak dużej dawce wiedzy o tradycji polskiej związanej ze świętami Wielkanocnymi śpiewaliśmy piosenkę "Kolorowe kredki" grając przy tym na instrumentach perkusyjnych. Jesteśmy bardzo dobrym chórem i zdolnymi muzykami. 

Pozdrawiam i do zobaczenia na naszym szkolnym Rodzinnym Malowaniu Jajek, Maria 

Jarzębina 

Zajęcia 7 marca rozpoczęliśmy od pracy nad dekoracjami na nasze coroczne spotkanie wielkanocne. 
Przy tej okazji poruszyliśmy temat wiosny. Wspólnie przeczytaliśmy wiersz Jana Brzechwy "Wiosenne Porządki", następnie wyjaśniliśmy niezrozumiale wyrazy i zwroty oraz omówiliśmy wiersz. Rozmawialiśmy o oznakach wiosny w przyrodzie i w naszych domach. 
Przypomnieliśmy sobie zimowe miesiące a następnie wymieniliśmy miesiące wiosenne. 
Następnie zajęliśmy się poprawą klasówki: dyktanda i krzyżówki. Jeszcze raz przepisaliśmy dyktando do zeszytów i krótko omówiliśmy zasady ortograficzne. Na zakończenie zajęć, w celu utrwalenia informacji o Polakach, o których rozmawialiśmy na zajęciach oraz poznanego słownictwa klasa podzieliła się na dwie drużyny i graliśmy w kalambury. Dzieci rysowały na tablicy hasła: skafander, rakieta, Mikołaj Kopernik itd. Rozgrywka zakończyła się remisem. 

Pozdrawiamy,
Ania i Basia

środa, 11 marca 2015

Polecamy: Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie, Doroty Terakowskiej

Jak pachnie smok wawelski?

Wielu dorosłych zapytanych o książkę, która zrobiła na nich największe wrażenie po chwili zastanowienia wymieni za pewne jakąś lekturę z dzieciństwa. Być może z rozrzewnieniem wróci na chwilę myślą do nocy spędzonych na Przygód Tomka Sawyera pod kołdrą. Być może przypomni sobie trochę zatarty, zamazany obraz mamy lub taty siedzących na brzegu łóżka, czytających z przejęciem Baśnie z tysiąca i jednej nocy. Już nigdy potem, jako dorośli czytelnicy nie jesteśmy w stanie tak bardzo otworzyć wyobraźni, by uwierzyć w istnienie wróżek, krasnoludków i dżinów. Możemy jednak sprawić, aby nasze dzieci przeżywały codziennie wspaniałą przygodę. Wystarczy sięgnąć na półkę lub do naszej biblioteczki w Szkole Polskiej w Barcelonie. 
Jedną z książek z dzieciństwa wywołującej u mnie jako małej dziewczynki dreszcz ekscytacji, była Córka czarownic Doroty Terakowskiej. To znakomita pisarka dla dzieci, o której debiutanckiej książce troszkę Wam dzisiaj opowiem. Przyznam szczerze: nie będę obiektywna. Przez ostatnie sześć lat mieszkałam w Krakowie i poznałam to miasto od podszewki. Pokochałam je też całym swoim studenckim sercem. Otwierając więc Babci Brygidy szaloną podróż po Krakowie (1986) cała drżałam z ciekawości. Myślałam „W jaki sposób pani Terakowska opowie dzieciom o tym wspaniałym mieście? Czy Wawel, Kościół Mariacki, Sukiennice mogą być w ogóle interesujące dla kilkulatków? Czy historia będzie bardzo oparta na polskiej rzeczywistości z lat 80’ czy raczej uniwersalna? ” Wygrzewając się w słońcu w kawiarence na Placa de la Vila de Gracía, z mieszanymi uczuciami otworzyłam książkę, i…. pochłonęłam ją w ciągu jednej filiżanki kawy. Nie żeby to był wielki wyczyn. Książeczka ma zaledwie 60 stron i przecież mogłam się domyślić, że historia opowiedziana przez Terakowską nie będzie nudna! 
Opowieść zaczyna się od wizyty babci u dziewięcioletniego Bartka, który w maju złapał przeziębienie. Co za pech! Myślicie, że babcia przyniosła sok malinowy i siatkę lekarstw? Nic z tych rzeczy. Ubrana w pumpy i podkolanówki przypomina trochę podstarzałą Fruzię Pończoszankę. Do tego ma magiczny parasol i jest zupełnie obcą babcią! Bartek zgadza się oprowadzić babcię po Krakowie, a podczas wspólnego zwiedzania dowiaduje się o swoim rodzinnym mieście dużo więcej niż z lekcji w szkole. Dla babci Brygidy, jak się okazuje, nie ma nic niemożliwego. Wszystkie drzwi można otworzyć i wszystko zobaczyć za pomocą „oczu wyobraźni”. Dzięki nim można zlecieć na parasolu z wieży Kościoła Mariackiego, zobaczyć spotkać krasnoludki, które kręcą nosem na widok miętówek lub nawet dowiedzieć się, jak pachnie Smok Wawelski! 
Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie to ładnie ilustrowana książeczka dla nieco starszych dzieci (7+), które zaczęły już interesować się trochę historią, które z zainteresowaniem słuchają legend, a może same je czytają. Dzieci z pewnością nauczą się z niej kilku nowych słów (sprytnie wytłumaczonych w tekście), poznają jedne z najważniejszych zabytków w Polsce, legendy krakowskie, namiastkę historii i, co niezwykle istotne, być może nabiorą jeszcze większej ochoty na odkrywanie kultury naszego kraju. To naprawdę wciągająca opowieść, w którą może uwierzyć nawet dorosły, ale tylko taki, który wie, jak otworzyć oczy wyobraźni. 

Paulina Lipiec

środa, 4 marca 2015

Polecamy: "Jutro niedziela i inne opowiadania", Zofii Żurakowskiej

Książka "Jutro niedziela i inne opowiadania" Zofii Żurakowskiej to zjawisko. Zbiór opowiadań niezawierający zbędnego mentorstwa czy wysilonego sentymentalizmu. Piękno, komunikatywność i prostota to cechy, które i tak nie w pełni określają utwór Żurakowskiej. 
Autorka pisze w sposób powściągliwy i zwięzły, ufa czytelnikowi i dzięki temu pozwala na domysły i niedopowiedzenia. Niepotrzebny jest potok słów, aby przekazać ważne zagadnienia moralne. W jej opowiadaniach znajdziemy ironię, lecz nigdy złośliwą, ponieważ książka jest pełna optymizmu. A mimo tego optymizmu nie ma ckliwych zakończeń oraz banału. Czytając tę książkę odnosi się wrażenie, że nie ma w niej żadnego przypadku. Wszystko jest na swoim miejscu, powiązane ze sobą i potrzebne. 
W pierwszym opowiadaniu "Jutro niedziela" czytelnik wraz z bohaterami próbuje rozwikłać zagadkę zaginionej skarbonki. Jednak jest to tylko powierzchniowa warstwa utworu, pod którą kryje się rozpacz Zoi. Z ogromną delikatnością między wierszami dowiadujemy się o nieszczęściu dziewczynki, która nie potrafi znaleźć sobie miejsca w życiu. Kompleksy, poczucie wyobcowania, zagubienie i bezradność to emocje dotyczące nie tylko Zoi, ale również jej ojca i macochy. Żurakowska nie przedstawia nikogo jako czarnego charakteru, nie zwala winy na dorosłych, pozwala działać dzieciom i dzięki temu wszystkie problemy zostają rozwiązane. 
Autorka sprawy do przemyślenia porusza jakby przypadkiem. Pośród zwyczajnych scen, ciągle toczy się ukryta akcja, bohaterowie nabierają doświadczeń i zmieniają się pod ich wpływem. Hubert, widzący wszystko dobre albo złe, nie potrafiący przyznać się do winy, pod wpływem Gabrieli zrozumiał swój stosunek do ludzi i nauczył się analizować siebie. Autorka nie podaje nam wszystkiego na tacy. Nie przedstawia nam gotowej regułki przyjaźni. Ją musimy ułożyć sobie sami. 
To tylko ułamek opowiadań, które znajdziemy w książce Zofii Żurakowskiej. "Jutro niedziela i inne opowiadania" jest to literatura tak piękna i tak wartościowa, że powinien przeczytać ją każdy, bez wyjątku. 

Marta Niezgoda

wtorek, 3 marca 2015

Ahoj Barcelono!

Większości Polaków Barcelona kojarzy się z ciepłem, Sangrią, niekończącą się fiestą i kąpielami w morzu. Kiedy trzy lata temu spontanicznie spakowałam plecak i po raz pierwszy przyjechałam do Barcelony, też liczyłam na urlop bez niespodzianek. Okazało się jednak, że tym, co w Katalonii najbardziej pociągające są ludzie. Otwarci, gościnni, niemarudzący. Cieszący są wolnością, pogodą, umiejący wykorzystywać wolny czas. W ciągu kilku dni poznałam kilka wspaniałych osób, którym obiecałam, że kiedyś na pewno przyjadę na stałe. Kończyłam wtedy licencjat z edytorstwa na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i zaczynałam zastanawiać się, czy właśnie to chcę robić w życiu. 
Moją największą pasją są ludzie. Kraków to wspaniałe miasto, w którym można z łatwością poznać osoby z całego świata. Przyjeżdża tam dużo studentów dzięki programowi Erasmus. Poznałam wielu z nich, co bardzo otworzyło mnie na inne kultury, sposoby bycia, wierzenia, poglądy. Rozwinęło mnie to też językowo i rozbudziło chęć uczenia się kolejnych języków. Dzięki tym kontaktom i wielu rozmowom na temat języków na świecie odkryłam, że mogę połączyć moją fascynację językiem polskim z miłością do ludzi. Zaczęłam studia magisterskie w Centrum Języka i Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Jagiellońskim na kierunku Nauczanie Języka Polskiego jako Obcego i Drugiego. To był strzał w dziesiątkę. W ciągu ostatnich trzech semestrów poznałam kolejnych obcokrajowców zainteresowanych naszą kulturą i językiem. Miałam także okazję pracować w Szkole Letniej Języka Polskiego, gdzie zetknęłam się z Polonią z całego świata, a przede wszystkim nabrałam ochoty na „wyruszenie w teren” i przekonanie się na własnej skórze, jak wygląda edukacja polonijna poza granicami kraju. Postanowiłam skorzystać, rzutem na taśmę, z szansy jaką daje stypendium Erasmus Praktyki i wyjechać na ostatnim semestrze studiów. Początkowo szukałam szkoły językowej lub szkoły polskiej we Francji. Wpatrując się w mapę Europy z zaznaczonymi szkołami, wzrokiem uciekałam jednak do Barcelony. Na stronie Szkoły od razu znalazłam zakładkę „praktyki” i wysłałam zgłoszenie. Pani Ewa odpowiedziała błyskawicznie i okazała się bardzo ciepłą osobą. Przez wszystkie miesiące załatwiania formalności, czekałam na wyjazd jak na szpilkach. Przygotowania do wyjazdu zaczęłam już kilka miesięcy wcześniej. Zamknęłam swoją małą firmę kateringową, porozmawiałam z prowadzącymi zajęcia, którzy zareagowali na szalony pomysł Erasmusa tuż przed końcem studiów zadziwiającym entuzjazmem, obliczyłam budżet, zrobiłam małe oszczędności, skontaktowałam się ze wszystkimi ludźmi, jakich znam w Barcelonie i, jak się spodziewałam, wszyscy ucieszyli się na mój przyjazd i zaoferowali pomoc w aklimatyzacji. 
Największym problemem okazało się szukanie mieszkania. Przez pierwszą połowę poprzedniego miesiąca byłam pewna, że mam jeszcze dużo czasu. Kiedy jednak zaczęłam odpowiadać na ogłoszenia po angielsku, odpowiadało mi tylko echo. Zmieniłam taktykę i spróbowałam swoich sił po hiszpańsku. Nadal dostawałam sporo zbywających odpowiedzi. Zastanawiam się, czy chodziło o moją narodowość, czy popełniałam jakiś kardynalny błąd językowy. Nie zraziłam się i postanowiłam skorzystać z propozycji przyjaciela, aby zatrzymać się w jego mieszkaniu i szukać własnego kąta już z Barcelony. Mały problem miałam także z hiszpańską kartą SIM, którą można kupić tylko w salonie operatora i aktywować tam, okazując… paszport. Tak, tak, nie ma co się tłumaczyć Schengen. Paszport musi być i kropka. Poza tym salony są często zamknięte na czas siesty, z powodu czego spędziłam prawie cały dzień na gonitwie za hiszpańskim numerem telefonu. 
W ciągu trzech pierwszych dni w Barcelonie zdążyłam się zakochać w architekturze, palmach, wietrze znad morza, tanich owocach i po raz kolejny – w ludziach. Na moje ogłoszenie o poszukiwaniu mieszkania i nauczyciela języka hiszpańskiego odpowiedziało kilka osób, które co prawda nie miały mi do zaoferowania nic z powyższych, ale chciały mnie poznać. Poznałam Mateusza z Krakowa (sic!), Nielsa z „całego świata” i Isę z Barcelony. Wybieram się wkrótce na tandem językowy (spotkania ludzi zainteresowanych konwersacjami w językach obcych) i liczę na to, że mój hiszpański lada dzień dostanie skrzydeł. Moi przyjaciele i rodzina hucznie zapowiedzieli odwiedziny, więc muszę szybko się zaaklimatyzować, żeby wejść w rolę przewodnika dla nich wszystkich. 

Paulina Lipiec

poniedziałek, 2 marca 2015

Sprawozdanie z zajęć w Tarragonie, 28 lutego

Grupa dzieci młodszych 


Nasze ostatnie lutowe zajęcia zaczęliśmy jak zwykle od sprawdzenia listy obecności. Dzieciom spodobała się gra w Memo, więc ponownie bawiliśmy się nią na początku zajęć. Po czym dzieci szybko zgłodniały, i zjedliśmy co nieco. Tematem naszych zajęć były sporty zimowe. Omówiliśmy sobie obrazki przedstawiające lepienie bałwana, jazda na sankach, jazda na nartach, gra w hokej, czy też robienie aniołka na śniegu...
Następnie każde z dzieci użyło swojej wyobraźni i pokolorowało swoje prace. Po skończeniu rysowania nastąpił czas na gimnastykę kinezjologiczną. Są to ćwiczenia ruchowe, które działają pobudzająco na mózg i system nerwowy, wspierają proces uczenia się. Polegają one na naśladowaniu nauczyciela, np. kierujemy prawą rękę do lewego kolana, lewą rękę do prawego ucha, itd. 
Jako iż rozmawialiśmy o zimie, z kolorowych gazet utworzyliśmy kulę i wyobrażaliśmy sobie że to śnieżynki i rzucaliśmy się nimi. Dzieciom bardzo się spodobała taka zabawa. Po tak ruchliwych zajęciach zjedliśmy śniadanko, a później poszliśmy do pobliskiego placu zabaw. 
Po powrocie został czas na dowolne zabawy, większość dzieci robiła stempelki, a reszta rysowała. 
Bardzo proszę na kolejne zajęcia, ażeby dzieci przyniosły jeden dowolny owoc. 

Pozdrawiam,
Małgosia

Grupa dzieci starszych 


Ostatnie zajęcia rozpoczęliśmy bardzo zdrowo, tzn. od owoców. Dzieci znają większość nazw owoców po polsku. Aczkolwiek czasami gruszka myliła się z pietruszką. Chociaż są pewne owoce mniej znane dzieciom, np: porzeczka, agrest, poziomka. Po obejrzeniu zdjęć z owocami przystąpiliśmy do konsumpcji. Dzieci z zawiązanymi oczami miały odgadnąć jakie owoce jedzą: gruszkę, jabłko, banan, mango, kiwi. Zabawa ta bardzo się spodobała dzieciom. Okazało się, że ulubionym owocem jest kiwi. 
Następnie pracowaliśmy nad bardzo trudnym, jeżeli chodzi o pisownię, wierszem Jana Brzechwy: 

Dzik jest dziki, dzik jest zły, 
dzik ma bardzo ostre kły. 
Kto spotyka w lesie dzika 
ten na drzewo szybko zmyka. 

Pozostając w temacie zwierząt rozmawialiśmy na temat bociana białego. Generalnie dzieci znają dobrze bocianie życie. Wiedzą też, że w Polsce się mówi, że bocian przynosi dzieci. 
Na koniec zajęć bawiliśmy się w zgadywankę owocowo - literową. 

Zadanie domowe: Bardzo proszę aby dzieci przepisały na kartę wiersz Dzik i nauczyły się go na pamięć. 

Ewa