środa, 7 czerwca 2017

Praktykantka Sylwia - parę słów o sobie i Barcelonie

Nazywam się Sylwia, mam 23 lata i mieszkam w Brennej, pięknej wsi w paśmie górskim na południu Polski. Obecnie kończę dwa kierunki studiów: zintegrowaną edukację wczesnoszkolną i przedszkolną oraz resocjalizację. Jeśli dobrze pójdzie to w lipcu otrzymam dwa dyplomy. Na co dzień pracuję w świetlicy socjoterapeutycznej „Można Inaczej” prowadzonej przez Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Rodzinie „Można Inaczej”, jako wychowawca grupy średniej (przedział wiekowy dzieci to od 10-12 lat). Praca ta jest nie tylko źródłem mojego utrzymania ale przede wszystkim pasją. Każdego dnia budzę się z uśmiechem mając świadomość, że idę do pracy. Moja praca jest wyjątkowa, nie tylko dlatego, że pracuję z cudownymi dziećmi niosącymi na swych ramionach wiele doświadczeń życiowych, ale również kadra świetlicy socjoterapeutycznej to ludzie pełni pasji, oddania i zaangażowania. W moim życiu ostatni czas był bardzo intensywny. 
Lubię robić wielkie rzeczy zaczynając od tych małych i błahych. Od zawsze ciągnęło mnie do Hiszpanii, która kojarzyła mi się przede wszystkim z szczęśliwymi dużymi rodzinami, życzliwością, tańcem, muzyką i ukorzenioną wiarą. Ponieważ kocham pracę z dziećmi postanowiłam to połączyć i napisałam do Szkoły Polskiej w Barcelonie, gdzie dyrektorką jest Ewa Hojny i udać się na miesięczny wolontariat. Szkoła Polska w Barcelonie to magiczne miejsce, które skupia nie tylko jak by się wydawało mały ludzi, ale również tych dorosłych i jeszcze bardziej dorosłych. W szkole tej jest miejsce dla wszystkich ludzi tęskniących bądź chcących praktykować tradycje, język i kulturę polską w Barcelonie. Ludzie pełni pasji i miłości zarówno do ojczyzny ale także do dzieci, ludzie którzy nie są kadrą pedagogiczna, pracownikami, wolontariuszami ale jedną wielką rodziną polską skupiającą się w jednym miejscu. Z perspektywy czasu moje wyobrażenie o Hiszpanii nie uległo zmianie, jest to kraj gdzie muzyka, śpiew, taniec i religia zachwycają mnie każdego dnia, a życzliwi ludzie w około powodują, że czuję się jak w domu.