środa, 27 sierpnia 2014

Niewiasta polska w trzech wiekach a biografia autora, Dominika Magnuszewskiego

Kobieta przez wiele stuleci w życiu społecznym i politycznym znajdowała się na pozycji podporządkowanej w stosunku do mężczyzny. W świecie współczesnym ruchy feministyczne wciąż walczą o równouprawnienie obu płci. Kiedy Niewiasta polska w trzech wiekach autorstwa Dominika Magnuszewskiego ujrzała światło dzienne, w Polsce kobiety miały jeszcze niewiele praw. Dopiero zaczynały się zrzeszać i walczyć o swoje miejsce w różnych dziedzinach życia. Swoim tryptykiem autor wyrażał sprzeciw wobec umniejszania lub zupełnego wręcz pomijania czynów kobiet w dziejach polskiej historii. Można pokusić się o stwierdzenie, że autor Niewiasty polskiej był pierwszym polskim feministą, co nie znaczy bynajmniej, że kobiety idealizował czy też pokazywał je jako bezbronne ofiary męskiej władzy. 
Co ukształtowało tak znamienitego znawcę kobiecych myśli i zachowań? Biografia Magnuszewskiego okazuje się kluczowa w zrozumieniu jego pisarskich fascynacji. Dzieciństwo pisarza nie należało do najszczęśliwszych. Kiedy miał zaledwie 5 lat - stracił ukochaną matkę, a niedługo później także młodszego brata. Ojciec nie chciał opiekować się swoimi dziećmi i w końcu młody Dominik przeszedł pod opiekę dziadka. Właśnie dzięki przebywaniu w jego domu, historyczne opowieści zaczęły interesować przyszłego pisarza. Kiedy jego opiekun wdawał się w długie rozmowy ze swoimi gośćmi, młody Magnuszewski uczył się z nich polskiej historii, a także umiejętności opowiadania o faktach historycznych w barwny, żywy sposób. Z kolei swobodę, z jaką w swoich dziełach kreślił kobiece myśli i zachowania, zawdzięczał w dużej mierze swojej ciotce – Ludwice z Borakowskich, która po śmierci dziadka Borakowskiego traktowała autora Niewiasty polskiej jak własnego syna. Nadmiar szczęścia wynikający z faktu, że pisarz nagle zyskał drugą matkę, spowodował, że wytworzyła się między nimi bardzo bliska – wręcz toksyczna – relacja. Mężczyzna uzależnił się od niej, uczył się zgadywać jej myśli i interpretować zachowania, obsesyjnie poświęcając jej całą swoją uwagę. Stąd być może zaprezentowanie mistrzowskich obrazów kobiecej psychiki w tryptyku poświęconym Ludwice. Badacze życia i twórczości Dominika Magnuszewskiego – Józef Dzierzkowski, Kazimierz Władysław Wójcicki, a potem także Piotr Chmielowski i Roman Kaleta – w swoich konstrukcjach biograficznych mówią o swoistym cieniu śmierci, który towarzyszył autorowi Niewiasty polskiej. W ciągu całego swojego życia zdążył stracić matkę, brata, dziadka, przyjaciela, a później także dziecko, żonę i przybraną matkę, która się od niego odwróciła. Życiorys Magnuszewskiego mógłby posłużyć za kanwę do powieści czy może raczej do romantycznego poematu. Byłby to utwór o życiu naznaczonym nieszczęściem, o toksycznych relacjach, o wielkim talencie, który nie mógł się rozwinąć. Dzieło tak interesujące jak Niewiasta polska w trzech wiekach, jest znane wąskiemu tylko kręgowi czytelników-specjalistów. Być może nagromadzenie cierpienia, jakiego pisarz doznał w swoim życiu działa odstręczająco na tych, którzy mają wpływ na rozpowszechnianie jego dzieł. W moim odczuciu Dominik Magnuszewski jest niesprawiedliwie niedoceniany przez współczesnych, a jego pisarstwo ma w sobie wiele walorów, które zasługują na czytelniczą uwagę każdego z nas. 

Aneta Młynarczuk

niedziela, 24 sierpnia 2014

Pomysłowość Gracii

Pomysłowość Gracii 

Festa Major de Gracia to największa i najbardziej popularna impreza uliczna w Barcelonie. Co roku przyciąga ok. półtora miliona ludzi. Tegoroczne atrakcje razem z Małgorzatą Walczak podziwiałyśmy na własne oczy. Zanim wybrałyśmy się zwiedzić 18 ulic i placów Gracii - zupełnie odmienionych na czas od 15 do 21 sierpnia - wiedziałyśmy, że będzie kolorowo i wesoło. Uliczki i budynki miały być przystrojone w pomysłowe dekoracje, które powstały dzięki materiałom z recyclingu. 
To, co zobaczyłyśmy, przeszło wszelkie wyobrażenie. Na podbój dzielnicy wybrałyśmy się wieczorową porą, gdy było najbardziej nastrojowo. Na każdej z ulic można było posłuchać innego rodzaju muzyki - lokalne zespoły grały koncerty, na których królował rock, hip-hop, pop, reggae i rozmaite mieszanki. Dźwięki muzyki w połączeniu z przepięknymi, kolorowymi światełkami złożyły się na wspaniałą i niezapomnianą zabawę. Bawili się wszyscy - młodzi i starzy. Ci, którzy musieli zostać w domu - wystawali na balkonach gibając się w takt muzyki i uśmiechając się do ludzi zgromadzonych pod scenami. Święcące się od barwnych lampek oczy rozszerzały się w zachwycie nad kreatywnością dekoracji. Motywy przewodnie były różne, a każda przystrojona uliczka niepowtarzalna. Byłyśmy pod ogromnym wrażeniem wszystkiego, co zostało wykonane z niezwykłą dbałością o detale. Dekoracja muzyczna była bogata w rozmaite instrumenty, które wykonano z papieru. Odnalazłyśmy tu nawet orkiestrę i dyrygenta. Pomysł związany ze światem wodnym też przypadł nam do gustu - koniki morskie, ryby, raki, kalmary, koła ratunkowe i okazała żaglówka pięknie prezentowały się na podświetlonym błękicie. W naszej ocenie najbardziej zaskakująca, a jednocześnie najzabawniejsza okazała się dekoracja psychodeliczna. Ten zakątek roił się od wiszących gałek ocznych i niepokojących muchomorów z marsowymi minami. 
Ze wszystkich pomysłów najbardziej zachwyciła nas inspiracja filmowym światem Charliego i fabryki czekolady. Twórcy wykazali się niezwykłą precyzją tworząc obrazki, które sprawiały wrażenie żywcem wyjętych z filmu. Odtworzono nawet fragment chatki, w której żył filmowy bohater. Spacerujący mogli podziwiać wiszące słodycze, wśród których znalazły się czerwone tabliczki czekolady Willy'ego Wonki. Ściany błyszczały się od złotych biletów ws
tępu do fabryki i wszędzie roiło się od Umpa-Lumpów - wiernych pracowników jej właściciela.
Fiesta de Gracia jest to doskonała okazja, aby poznać tradycje Katalończyków, takie jak wieże z ludzi - Castellers. Poza tym przez ten intensywny tydzień można było obejrzeć różne parady - bębniarzy, tancerzy, a także podziwiać fajerwerki. Fiesta de Gracia - to było niezapomniane przeżycie!

Aneta Młynarczuk


piątek, 22 sierpnia 2014

Bilingwizm, czyli dwa języki w jednej głowie

Katalonia prezentuje się jako niezwykle ciekawe miejsce pod względem językowym. Ludzie funkcjonują tu w świecie dwujęzycznym - katalońskim i hiszpańskim, dlatego warto zastanowić się jakie konsekwencje może mieć taka sytuacja.
Pojęcie dwujęzyczności jest obecne w nauce - jako przedmiot badań socjologii i lingwistyki. W czasach współczesnych, jest bardzo powszechne – w wyniku globalizmu, mobilności, dzięki internetowi- jest to zatem zagadnienie istotne. Pojęcie dwujęzyczności pojawia się również pod nazwą bilingwizmu, a oznacza zdolność posługiwania się potocznie dwoma różnymi językami i umiejętność przełączania się między nimi, kiedy zajdzie potrzeba.
Bilingwizm można rozpatrywać dwojako: kiedy użytkownicy używają dwóch różnych języków wymiennie, zależnie od sytuacji lub środowiska. Z drugiej strony bilingwizm rozumiany jest nie tylko jako pewna umiejętność, ale też jako umiejętność, pod pojęciem której kryją się różne problemy językowe, psychologiczne i społeczne, z którymi spotyka się użytkownik w momencie, kiedy w jednej części używa języka nie akceptowanego na zewnątrz, poza obrębem danej grupy, a w drugiej części jest zmuszony do używania innego języka, oficjalnego lub języka ogólnie akceptowanego. Ma to miejsce w krajach, w których żyją na jednym terenie różne społeczności narodowe czy etniczne. Zjawisko można rozpatrywać w kategoriach dwujęzyczności stałej lub niestałej. Katalonia byłaby domeną tej pierwszej, ponieważ używa się tu zarówno katalońskiego, jak i hiszpańskiego.
Z perspektywy zasięgu, bilingwizm może być społeczny albo indywidualny. Przyczyną powstania tego pierwszego są np. różne sytuacje historyczne – okupacje i podboje, przesunięcia granic, kolonializm i neokolonializm, pozostałości osadnicze czy federacje państw. Sytuacja bilingwizmu społecznego jest często zagrożeniem dla języka ojczystego danej jednostki – dzieci wyzbywają się go na rzecz drugiego, aby szybciej zintegrować się ze środowiskiem. Bilingwizm indywidualny, zwany też jednostkowym, podlega czterem kryteriom – pochodzenia, kompetencji, funkcji – użycia języka, nastawienia (w znaczeniu identyfikacji zewnętrznej i wewnętrznej).
Akwizycja, czyli proces uczenia się języka ma konkretny cel – u dzieci jest to potrzeba kontaktu. Dzieci do lat trzech uczą się drugiego języka symultanicznie. Najczęściej akwizycja drugiego języka w okresie niemowlęcym i wczesnoprzedszkolnym jest decyzją rodziców bądź opiekunów. Inna jest sytuacja, w której występuje przymus na terenie wspólnoty języka drugiego. Aby nie zostać odrzuconym przez grupę, dyskryminowanym egzystencjonalnie, tj. na polu pracy czy warunków życia, należy przyswoić sobie drugi język. Ma więc to charakter albo dobrowolny (poprzez decyzję rodziców lub swoją własną), albo przymusowy.
Należy się zastanowić, w jakim stopniu trzeba opanować język drugi, aby móc mówić o dwujęzyczności, a nie po prostu o znajomości języka obcego. Często jest to subiektywna ocena, a więc trudno określić, czy dwujęzyczność to cecha każdej osoby, która rozumie dwa języki i używa ich na co dzień, czy też cecha osoby, która używa drugiego języka tylko w niektórych sytuacjach. Rozwiązaniem problemu mogłaby być kwestia identyfikacji, kiedy następuje pełna identyfikacja zarówno tożsamościowa, jak i kulturowa, można mówić o całkowitej dwujęzyczności. Kiedy opanowuje się tylko język – jest to dwujęzyczność częściowa.
Ludzie, którzy urodzili się w Katalonii zazwyczaj są dwujęzyczni stale, powodem tego jest historia regionu i polityka Hiszpanii. Często jednak samo zjawisko bilingwizmu wiąże się z pewną zmianą tożsamości, a także zmianą myślenia językowego, szczególnie kiedy drugi język przyswaja się później, nie jednocześnie z pierwszym, macierzystym. Istnieją też pojęcia na określenie umiejętności posługiwania się kilkoma językami, są to: multilingwizm i polilingwizm. 

Małgorzata Walczak


Źródła: 

1. S. Dubisz, Język polski poza granicami kraju, Opole 1977. 
2. E. Lipińska, Język ojczysty, język obcy, język drugi: wstęp do badań dwujęzyczności, Kraków 2003. 
3. U. Żydek-Bednarczuk, Bilingwizm w badaniach glottodydaktycznych, społecznych i kulturowych, w: Sztuka czy rzemiosło? Nauczyć Polski i polskiego, red. A. Achtelik, J. Tambor, Katowice 2007.

środa, 13 sierpnia 2014

Gosia, dzięki praktykom Erasmus Plus, wraca do Barcelony

Hola a todos! Mam na imię Gosia i niedawno skończyłam filologię polską na Uniwersytecie w Białymstoku. Jako absolwentka chciałam skorzystać z nowego programu unijnego Erasmus Plus i wyjechać do Barcelony, miasta, które zachwyciło mnie rok temu, kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy - i udało mi się!
 Barcelona jest miejscem wielokulturowym i bardzo różnorodnym, takim, w którym nie można się nudzić. Sama Katalonia wydaje się krainą, w której jest wszystko, co potrzebne człowiekowi (a przynajmniej mi) do szczęścia - z jednej strony góry, z drugiej strony morze - miejsce idealne. Klimat naturalny, a także klimat miasta, jego architektura z bajkowymi budynkami Gaudiego, liczne muzea i galerie sztuki, sama sztuka uliczna na La Rambli czy w graffiti na witrynach sklepów, wydarzenia kulturalne - fascynują mnie. Ale przede wszystkim ludzie są tu wspaniali! Rok temu w Barcelonie poznałam naprawdę dużo interesujących i niebanalnych osób, które - mam wrażenie - wpłynęły też na mnie, na moje postrzeganie świata. Ich obecność tutaj sprawiła, że przyjeżdżając do Barcelony ponownie, mam wrażenie, jakbym wracała do miejsca mi bliskiego, w którym czuję się naprawdę dobrze. Obecnie też nie jest to przestrzeń mi obca, co ułatwia chociażby poruszanie się po mieście, a jednocześnie jest ona na tyle złożona i obszerna, że mam jeszcze bardzo dużo do odkrycia, zobaczenia. Ponadto moim celem jest nauczenie się języka hiszpańskiego, co jest o wiele łatwiejsze, kiedy przebywa się w środowisku hiszpańskojęzycznym. 
Ciekawym wyzwaniem będzie dla mnie praca w Stowarzyszeniu Kulturalnym Szkoła Polska - praca z dziećmi i młodymi ludźmi, pomaganie im w przyswajaniu języka polskiego, który to jest językiem zarówno trudnym, jak i pasjonującym. Mam nadzieję, że wiele się nauczę. Taka praktyka jest dla mnie niezwykle ważna, ponieważ żegnam się już ze studenckim życiem i powoli wchodzę w świat ludzi pracujących, a tym samym niezależnych i samodzielnych, co bardzo mi odpowiada. Chciałabym więc zdobyć cenne doświadczenie, myślę, że będzie ono bardzo wartościowe, a same praktyki będą niezwykle przyjemne - już z tego powodu, że będą odbywane w tym pięknym i interesującym mieście. 

Małgorzata Walczak

wtorek, 12 sierpnia 2014

Co Aneta, nasza praktykantka, myśli o Barcelonie?

Mam na imię Aneta. W Barcelonie znalazłam się za sprawą programu Erasmus Plus, który został wprowadzony w tym roku. Pomysł na wyjazd do Hiszpanii narodził się na piątym roku moich studiów z filologii polskiej, które miałam przyjemność skończyć na Uniwersytecie w Białymstoku. 
Studia się kończyły, magisterka była na wykończeniu - znalazłam się na dobrej drodze, aby po pięciu latach ciężkiej pracy odebrać zasłużony dyplom. Mimo wszystko czułam jednak pewien niedosyt - pojawiła się myśl, że nie wykorzystałam wszystkich szans, jakie dają studia. Zapragnęłam wyjechać na praktyki ze studenckiego programu. Wcześniej wiele razy słyszałam od znajomych, którzy wracali z takich wyjazdów, że przeżyli wspaniałą przygodę i dużo nauczyli się zarówno o świecie, jak też o sobie. Erasmus Plus dawał mi szansę wyjazdu na praktyki po studiach i pomyślałam, że muszę z niej skorzystać. Miałam 24 lata i żadnych niesamowitych, dalekich podróży na koncie. To było moje teraz albo nigdy. 
Dlaczego Barcelona? Tak się złożyło, że dwie bardzo bliskie mi osoby odwiedziły to miasto - jedna na krócej, druga na dłużej. Oboje przynieśli stamtąd wspaniałe wspomnienia. Czułam, że chce tam pojechać, zobaczyć na żywo to wszystko, o czym opowiadali, cieszyć się morzem, słońcem i nowymi doświadczeniami. Dużym wyzwaniem okazało się dla mnie używanie języka angielskiego. Przez to, że nigdy nie byłam w sytuacji, w której otaczali mnie obcokrajowcy, po przyjeździe nie mogłam się przestawić na obcy język. W Barcelonie jestem już tydzień i teraz wiem, że problem dotyczył również faktu, że zwyczajnie brakowało mi śmiałości i otwartości. 
Odkąd przyjechałam zdążyłam już poznać wielu fantastycznych ludzi z różnych stron świata. Czuję, że im dłużej tu jestem, tym więcej mam optymizmu i energii. Barcelona jawi mi się jako najpiękniejsze i najbardziej przyjazne miejsce na świecie. Dzięki temu, że jest tu moja przyjaciółka, która perfekcyjnie zna miasto, nie boimy się czasem zabłądzić w małe uliczki, mniej uczęszczane przez turystów. Codziennie odkrywam coś nowego - zaskakującą pomysłowość sztuki ulicznej, ciekawe rzeźby, muzea i galerie sztuki, niewielkie urocze kawiarenki, niezwykłe grafitti na ścianach, o przepięknych budowlach nie wspominając. 
Praktyki w Stowarzyszeniu Kulturalnym Szkoła Polska dopiero się zaczynają, ale już czuję, że dokonałam słusznego wyboru decydując się na ten krok. Pani Ewa okazała się przemiłą osobą, która na pewno będzie dbać o to, bym wyniosła z praktyk jak najwięcej. Pomaganie dzieciom w nauce języka polskiego w Barcelonie wydaje mi się niezwykłym przedsięwzięciem i bardzo się cieszę, że mogę być tego udziałem przez najbliższe trzy miesiące. 

Aneta Młynarczuk