wtorek, 15 kwietnia 2014

Polecamy „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”, Marii Konopnickiej


Czasami mam wrażenie, że bardzo osobiście podchodzę do recenzowania niektórych książek, ale sama znając dokładnie treść i mając swoje własne wspomnienia i odczucia o wiele łatwiej mogę cokolwiek napisać. Tak samo jest w przypadku książki Marii Konopnickiej „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”. Bardzo dobrze pamiętam, gdy będąc w szkole podstawowej, czytałam tę jedną z moich lektur. Pamiętam, iż wychowana na bajce Disney’a: „Królewna Śnieżka” nie umiałam przestawić się na książkę o dziewczynce, która ma na imię Marysia, a krasnoludków nie jest siedmiu tylko cała gromada, a rządzi nimi król Błystek. Ale od czego przecież jest wyobraźnia i dziecięca ciekawość odkrywania czegoś nowego. I tak od początku do końca przebrnęłam przez szereg historii Marysi i krasnoludków.
Książka „O krasnoludkach i o sierotce Marysi” jest utworem baśniowo-mitycznym mającym jednak elementy realności, jak chociażby zmiana pór roku – od wiosny do jesieni. Krasnoludki zimę spędzają pod ziemią, aby potem razem z nastaniem wiosny przedostać się jak przebiśniegi spod ziemi i cieszyć się radością jaką niosą ze sobą promienie wiosennego słońca. Zaraz po wyjściu na ziemię spotyka ich mnóstwo przygód. Koszałek-Opałek – nadworny kronikarz opisuje wszystkie historie jakie spotkały go na zewnątrz w świecie ludzkim. I tak właśnie ten świat ludzki miesza się ze światem istot baśniowych – krasnoludków. Żyją one między ludźmi, rozmawiają i pomagają im. Tak spotykają też sierotkę Marysię, która została wypędzona z domu po śmierci matki i codziennie pasła gęsi kobiety, u której pracowała, na pobliskiej polanie. Krasnoludki pomagają Marysi tak, iż na koniec trafia do domu Skrobka, który zaczął traktować ją jak własną córkę. Oczywiście to tylko bardzo, bardzo ogólny zarys całej historii. W trakcie pojawia się jeszcze kilkadziesiąt innych historii oraz wiele innych postaci, których przygody mieszając się ze sobą, tworzą spójną, czytelną i przede wszystkim ciekawą dla małego odbiorcy lekturę. Polecam książkę ze względu na jej ponadczasowość, gdyż pomimo tego, iż pierwszy raz opublikowana została w 1896 roku czyli ponad sto lat temu, nie straciła na wartości i autentyczności, a historie mogą wydarzyć się w każdej chwili, pod warunkiem, iż do tej magicznej krainy przeniesie nas wyobraźnia, którą warto rozbudzić w dzieciach. I na koniec anegdotka już z moich czasów akademickich. Pewnego razu na zajęciach, dyskutując nad poetyką tekstu, profesor zapytał nas, czy krasnoludki istnieją naprawdę. Dosyć skonsternowana rzesza studentów zastanawiała się co kryje się pod tym pytaniem o krasnoludki adresowanym do studentów. Odpowiedź nie była jednoznaczna, gdyż wiadomo, że krasnoludki istnieją, ale tylko w książkach, ale przecież książki istnieją naprawdę, więc jak to jest z tymi krasnoludkami? Poczytajcie, a zobaczycie. Przenieście dzieci w ten świat baśniowo-realistyczny, w którym krasnoludki umilają czas ludziom, chwalą pracę ludzkich rąk i czczą ziemię i jej dary.

Kamila Ocimek

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Po spotkaniu wielkanocnym i Rodzinnym Malowaniu Jajek

W oczekiwaniu na Święta Wielkanocne Szkoła Polska w Barcelonie zorganizowała, jak co roku, specjalne spotkanie przedświąteczne dla dzieci, rodziców i dziadków.
W tym roku było to już...tak, tak - „IX Rodzinne Malowanie Jajek”.
Przed przystąpieniem do ozdabiania jajek wszyscy zebrani wzięli udział w turnieju o przysłowiach polskich.
Te żartobliwe, krótkie powiedzenia towarzyszące całym pokoleniom korzystającym z ich nieprzemijającej mądrości okazały się nie lada gratką dla rodziców. Na szczęście z kłopotu, jak to w życiu bywa, wybawiły  polskie babcie uczestniczące w naszym spotkaniu. Z ich pomocą zadania konkursowe rozwiązano bezbłędnie.
Następnie całe rodziny zasiadły do wykonania pisanek najróżniejszymi technikami - malowanie, oklejanie, drapanie, itd. Wszyscy uczestnicy spotkania bardzo zaangażowali się w wykonanie prac. Każde jajko zmieniało się w piękną, oryginalną i niepowtarzalną pisankę. Dzieciom w ozdabianiu pomagali rodzice oraz babcie.
Na zakończenie wszystkie rodziny prezentowały swoje pisanki eksponowane w bardzo pomysłowy sposób.  Konkurs na najpiękniejsze pisanki wygrała rodzina rodzina Estapé Pleszek. Drugie równorzędne miejsce zajęły rodziny Dzbuk i Piqueras Damska. Nagrodami były kolorowe koszyczki wielkanocne ręcznie wykonane przez panią Marylę i nauczycielki Szkoły  Polskiej.
Aby poczuć jeszcze lepiej atmosferę zbliżających się świąt pokrzepiliśmy się przepysznymi tradycyjnymi polskimi ciastami  przygotowanymi przez rodziców.
Wystrój stołów oraz sali przygotowali nauczyciele Szkoły Polskiej oraz Pani Maryla. Bazie , które również przyozdobiły nasz stół wielkanocny wykonały dzieci z grupy Tęcza. Koszyczki ze święconką przynieśli rodzice.
W spotkaniu wielkanocnym wzięła udział Pani Konsul Magdalena Czerwińska, która przywiozła dla naszej Szkoły prezent - Pisankę Wielkanocną wykonaną przez uczniów ze szkoły polskiej z Mollerusa. Bardzo serdecznie dziękujemy za tak piękny prezent .
Pani Konsul , wszystkim rodzicom, babciom i uczniom serdecznie dziękujemy za udział i zaangażowanie w naszym świątecznym spotkaniu.

Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu: http://youtu.be/EfB3i5KPrXM

Ewa, Anna, Kasia, Iga, Monika, Kamila, Basia, Maria, Pani Maryla i Sabina- Babcia Polska

niedziela, 13 kwietnia 2014

Odwiedziny, odwiedziny.


Przyjechali, nareszcie przyjechali. Długo oczekiwałam moich znajomych z Polski i w końcu „wpadli” w odwiedziny do Barcelony. Cały czas byłam ich przewodnikiem po mieście, będąc dumna z faktu dosyć dobrego rozeznania w Barcelonie, a także z tego , że mogę gościć bliskie mi osoby właśnie tu! Niestety na początek Barcelona przywitała ich błotem z nieba. Była środa w nocy gdy dojechali z lotniska do centrum, więc zaproponowałam im spacer nocą po Barcelonie. Czuliśmy, że mży, ale dopiero widok naszych ubrań uświadomił nam, że raczej nie był to deszcz. Jak się później okazało był to piasek z Sahary, który czasem przyniesiony przez wiatr, pada tak jak deszcz – kolejna ciekawostka do odnotowania. Te cztery dni, na które przyjechali minęły jak w oka mgnieniu. Czas uciekał jak szalony i oczywiście znajomi choć chcieli zobaczyć jeszcze więcej i więcej, byli usatysfakcjonowani z tego co się udało zwiedzić. Po tych odwiedzinach tym bardziej doceniłam moje przebywanie tutaj – to czego nie zobaczą moi goście z powodu ograniczeń czasowych, ja mam na co dzień i mogę tam się udać w każdej chwili. Oczywiście jako dobry przewodnik musiałam zaprowadzić ich do miejsca gdzie serwują niedrogie, a dobre tapas (wyjaśniając przy okazji co to jest), polecić titno i inne dobre hiszpańskie wina oraz namówić na churros (choć długo namawiać nie musiałam). Niespodzianką dla mnie (choć dla nich może większą) był pokaz grających fontann na Placa España. Oczywiście wiedziałam, iż niebawem rusza sezon ich działania, ale nie spodziewałam się, że to już – wszyscy byliśmy oczarowani. Czas dzieliłam między znajomych, obowiązki wobec Szkoły Polskiej (w tym czasie wypadło kolejne, dziewiąte już, rodzinne malowanie jajek, które osobiście uważam za bardzo udane), a także wysyłanie mojej aplikacji do kolejnego programu Erasmus – co przyznaję było dość kłopotliwie, szczególnie, iż robiłam to o 3 w nocy, mając cztery osoby do towarzystwa w pokoju 12m2.

Skoro już wspomniałam o powyższej aplikacji chciałabym troszkę więcej o tym napisać. Pamiętam, iż będąc w Rumuni myślałam o zorganizowaniu wyjazdu do Hiszpanii. Będąc w Hiszpanii szukam możliwości kolejnych wyjazdów. I okazało się, że mogę! Otóż z powodu rozszerzenia programu Erasmus na Erasmus + mam jeszcze kilka dostępnych miesięcy do wykorzystania. Dowiadując się o tym, oczywistym dla mnie było, iż chcę je wykorzystać. Znalazłam miejsca podobne do Szkoły Polskiej w Barcelonie i wysłałam maile z pytaniami. Sytuacja podobna jak do tej wcześniej już opisywanej. Maili około pięćdziesięciu, odpowiedzi trzy, ale o dziwo same pozytywne. Co prawda z jednej organizacji nie dostałam już kolejnej odpowiedzi, ale z dwoma wciąż mam kontakt. Niestety miałam tylko dwa tygodnie na znalezienie praktyk, uzyskanie odpowiedzi, potwierdzenie itp., dlatego właśnie ostatnia noc przed końcowym terminem złożenia aplikacji była dosyć nerwowa. Udało się jednak złożyć wszystko w terminie. Niestety chyba nie wszyscy podzielają mój entuzjazm, chęć działania, robienia czegoś więcej, czegoś rozwijającego, nietuzinkowego – co otrzymuję dzięki takim programom jak Erasmus właśnie. Myślę tu o osobach odpowiedzialnych za udzielanie nam rad i wskazówek dotyczących wyjazdów, ale może o tym innym razem, bo jest to dosyć nieprzyjemne dla mnie doświadczenie, a w Barcelonie jestem dlatego, żeby się cieszyć i dlatego, że mi się udało. A co z aplikacją? Zobaczymy. Na razie wiem, że z „wyrazami szacunku została przyjęta”.
Może faktycznie nie wszyscy rozumieją ideę takich wyjazdów, ale dla mnie są one naprawdę budujące i rozwijające. Dzięki praktykom w Szkole Polskiej w Barcelonie czuję się zaangażowana w wiele spraw i odkrywam nowe rzeczy. Powiedzmy chociażby o programach do tworzenia reportaży, internetowych prezentacji multimedialnych, korekty zdjęć. Wcześniej nie było mi to najzwyczajniej potrzebne, teraz wiem jak one funkcjonują i wiem, że mogą być przydatne w przyszłości. Uczę się organizować czas tak aby równo podzielić go między obowiązki i przyjemności. Z tym niestety jest trochę gorzej, bo czas przecieka mi tu przez palce, ale staram się, staram. I najważniejsze: piszę! A to dla mnie bardzo ważne. Mam wrażenie, że napisałam już więcej niż przez cały rok na studiach dziennikarskich. Piszę o tym co czuję, co obserwuję, czego się uczę i mam nadzieję, że przyjemność jest podwójna, przede wszystkim czytanie dla odbiorców – bo dla mnie pisanie na pewno. I może jeszcze jedna rzecz, której się tu nauczyłam – choć może już niezwiązana ze Szkołą Polską – gotowanie! Nigdy nie byłam fanką tej czynności, nigdy nie sprawiała mi przyjemności, a wręcz przeciwnie niecierpliwiłam się i denerwowałam. Tu zaczęło się od chęci „zabłyśnięcia” przed zagranicznymi znajomymi i zaserwowania polskich specjałów. I tak za pierwszym razem, bez konkretnego przepisu, „na oko” zrobiłam pierogi! Potem placki ziemniaczane, naleśniki, kopytka, gołąbki, ale ponieważ jestem w Hiszpanii nie mogłam nie spróbować „wyczarować” paelli i tortilli – i wyczarowałam, ku uciesze innych i satysfakcji własnej.
A teraz? A teraz czekam na przyjazd siostry, z którą spędzimy razem polskie święta w Hiszpanii (rok temu spędziłam polskie święta w Rumuni, w hinduskiej restauracji). Podejrzewam, że będą to święta w drodze. Jeszcze musimy pomyśleć gdzie, kiedy, za co i na jak długo. Wiem, że na pewno znów będę przewodnikiem po Barcelonie, a gdy poznamy już najważniejsze miejsca, wyruszamy do Andory, a potem… Jak już wrócę to na pewno napiszę gdzie byłam.

Kamila Ocimek

piątek, 4 kwietnia 2014

Barcelona - Montpellier


Kilka razy budząc się rano myślałam, że znowu przespałam cały poranek, ponieważ słońce świeciło tak jakby było już południe. Ale nie! To poranne, tak ostre promienie słońca w Barcelonie, wpadające do mojego pokoju, zapowiadały kolejny piękny dzień. Staram się każdy z nich celebrować i wykorzystać w stu procentach. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie pędzący czas, który umyka niepostrzeżenie. 24.marca zdałam sobie sprawę, iż jestem tu już równy miesiąc. Cały miesiąc w Barcelonie. Oczywiście nie powinnam się rozwodzić nad upływającym czasem i zbliżaniem się do końca pobytu, gdyż mimo wszystko zostało mi więcej niż mniej, ale jednak. Żeby mimo wszystko o tym nie myśleć – działam! Czuję, że coś zmienia się we mnie w Barcelonie, od sposobu myślenia po działanie. Chcę więcej więcej i więcej. Bo im więcej mam, tym więcej chcę, ale… im więcej chcę, tym też więcej też mam. Ostatnio wspominałam o swoich planach wyjazdowych. Wtedy były jeszcze planami dziś są albo zrealizowane albo bliskie realizacji. Bilet do Maroka zakupiony (w okazyjnej cenie 40 euro), a wycieczka do Francji odbyta. Chciałabym wspomnieć o tym wyjeździe gdyż dzięki niemu zdobyłam kilka nowych doświadczeń.

Otóż mam znajomego w Montpellier, który twierdzi, iż Barcelona jest po sąsiedzku, kilka godzin jazdy, więc czemu nie przyjechać. Pytanie tylko jak? BlaBlaCar! Słyszałam oczywiście wcześniej o tej stronie, za pośrednictwem której ludzie umawiają się na wspólny przejazd za określoną opłatą, ale nie byłam do końca pewna czy chcę z tego skorzystać. Jednak sposób był najprostszy i najtańszy. Napisałam, skontaktowałam się, umówiłam się na Plaça de Catalunya i o 10 rano w piątek wyruszyłam w drogę z Santiago (chłopak, który urodził się w Kanadzie, mieszkał we Francji, a studiował w Hiszpanii), Mattem (podróżnik z Nowego Jorku) i Mahometem (Marokańczyk, który wyruszył szukać szczęścia do Francji). Zaczęło się od małej stłuczki, ale poza tym droga była bezpieczna i wesoła. Rozmawialiśmy cały czas, a dzięki wspólnym zainteresowaniom dotyczącym podróży, co chwila komentowaliśmy plany lub dokonania poszczególnych osób. Obiecałam nawet wspomnieć o tej podróży, co robię z radością, gdyż naprawdę nie spodziewałam się, iż wszystko będzie tak banalne i tak przyjemne. Potwierdza to po raz kolejny tezę, iż straszne lub trudne wydaje się to co nieznane – poznane staje się banalnie proste, a uprzedni, towarzyszący strach – śmieszny. Dotarłam do Francji! I w trakcie zwiedzania miasta (warto dodać, iż naprawdę pięknego) czekałam tylko do wieczora. Nie wspomniałam jeszcze, iż jednym z powodów wizyty, oprócz odwiedzin i poznania nowego miejsca był występ Cirque du Soleil – grupy cyrkowców czyniących cuda na scenie i przenoszących choć na chwile w świat magii. Pamiętam, że gdy poszukiwałam miejsc, w których występują i zobaczyłam Montpellier po prostu nie mogłam w to uwierzyć, wszystko po mojej myśli. O zobaczeniu na żywo Cirque du Soleil marzyłam gdy tylko dowiedziałam się o ich istnieniu i o tym co robią, czyli cztery lata. I chciałabym tu podkreślić, iż nie są to komiczne występy clownów, ale kilkudziesięciu postaci, którzy opowiadają swego rodzaju historię, przenosząc widza w inny, odrealniony świat. Muzyka, śpiew, światła, magia, wszystko harmonijnie zgrane i doprawione pokazem umiejętności akrobatycznych. I pomimo, iż posiadaliśmy najtańsze bilety, mieliśmy artystów na wyciągnięcie ręki, gdyż jak się okazało część przeznaczona dla nas była remontowana, więc tym osobom dostawiono krzesła praktycznie przy samej scenie – i jak tu nie być szczęśliwą? Potem, po zakończonym występie (oczywiście dla mnie za krótkim, mimo iż trwał dwie godziny) widok Morza Śródziemnego od strony Francji, następnego dnia Carcassonne i piękny zamek, a na koniec mała wioska „na końcu świata”. Miejsce aktualnie zamieszkałe, choć znajdujące się pomiędzy skałami przypominającymi kanion, a domy i otoczenie są jakby wyciągnięte ze średniowieczna. Pięknie i magicznie.

Wszystko się przecież kończy więc i ten kolejny piękny weekend – tym razem poza Barceloną dobiegł końca. Przez to, iż całą niedzielę spędziłam poza domem nie miałam możliwości skonstatowania się z nikim przez stronę BlaBlaCar i dopiero ok. północy odpowiedziałam na zamieszczoną ofertę. Dla mnie jako osoby zapobiegliwej, lubiącej wiedzieć wszystko wcześniej i mieć wszystko przygotowane, było to dosyć stresujące. Chciała wrócić w poniedziałek rano, a o północy jeszcze nie wiedziałam z kim i jak. Prawdą okazała się rada znajomego, iż w tym przypadku, normalne jest umawianie się na przejazd kilka godzin przed. Więc jak już wspomniałam – odpowiedziałam na ogłoszenie i w ciągu 20 minut wiedziałam, iż rano wracam do Barcelony. Proste? Banalne! Ponownie start o 10 rano i ok. godziny 13.30 byłam… w domu. Tak właśnie się poczułam, wróciłam do domu – do Barcelony. Po południu wspominałam jak to rano byłam jeszcze we Francji…

I co dalej? Dalej wracam do obowiązków. Przed nami przedświąteczne spotkanie w Szkole Polskiej i wspólne malowanie jajek. Na pewno wszyscy chcieliby, aby ten dzień był wyjątkowy. I na pewno taki będzie!
Kamila Ocimek

czwartek, 3 kwietnia 2014

Polecamy „Serafin wyrusza w Świat”, Jerzego Macieja Siatkiewicz



Książka „Serafin wyrusza w Świat” z serii Wiklinowa Zatoka jest opowieścią o bohaterach z popularnego serialu telewizyjnego. Postaci te przeżywają fantastyczne przygody, które bawią, uczą i zabierają dzieci do niezwykłego, ożywionego świata zwierząt, które dysponują cechami podobnymi do ludzkich. Jednak ich historie dzieją się w ich pięknym zwierzęcym świecie.
I tak mamy tu historię o „własnej norze” ale również o „przyjacielu”, „wrogu”, „zwycięzcy”, „nieznajomym” i ostatnie pod tytułem: „do domu”. Serafin i jego przyjaciele co chwila przeżywają nowe przygody, które na pewno zainteresują pociechy. Ponieważ teksty (napisane przez Jerzego Macieja Siatkiewicza) nie są długie, napisane prostym językiem, na pewno przyciągną uwagę najmłodszych, a dodatkowo kolorowe ilustracje wypełniające strony niewątpliwie zaciekawią i zobrazują te po części ludzkie lecz w większości zwierzęce przygody Serafina. Autorzy ilustracji: Wiesław Zięba i Waldemar Kasta postarali się stworzyć grafikę ciekawą dla dzieci, która doskonale uzupełnia treść tekstów.
Zabierzmy dzieci w ten wyimaginowany świat zwierząt mówiących ludzkim głosem. Nie tylko od święta. 

Kamila Ocimek

poniedziałek, 31 marca 2014

Polecamy „Bajki i baśnie polskie”, Marty Berowskiej, Elżbiety Safarzyńskiej i Elżbiety Wójcik




Książka: „Bajki i baśnie polskie” zawierająca teksty Marty Berowskiej, Elżbiety Safarzyńskiej i Elżbiety Wójcik jest zbiorem historii o dawnej Polsce. Zamierzchłe czasy Piastów, Lecha i Kraka są bardziej tajemnicze niż nam się wydaje. Zastanówmy się jak lub czy w ogóle znamy legendarne dzieje
Polski. Przecież mamy się czym pochwalić, każdy region posiada swoje bardziej lub mniej prawdziwe opowieści o królach, księżniczkach, o powstawaniu miast, grodów, o dziwnych stworzeniach i… ciii. Nie będę więcej zdradzać. Warto zajrzeć do książki i zauroczyć dzieci baśniami i legendami z Polskich stron. Czytając im, rozbudzimy ich wyobraźnię i pozwolimy stanąć sam na sam ze smokiem, poczuć się jak księżniczka, usłyszeć śpiewającą syrenę lub zobaczyć złotą kaczkę.
Bohaterowie opowiadań są uniwersalni, tak jak i legendy są uniwersalne. Spotykamy się z przedstawicielami kultur, grup społecznych, stanów itd., z rycerzami, mieszczanami, szlachtą, kmieciami, władcami. Natomiast podszyte magią legendy ukazują sposób postępowania wspomnianych postaci, ich pozytywne i negatywne cechy. Dzięki temu odkrywamy przed dziećmi wszystkie nastroje rządzące światem, choć w rzeczywistości w baśniach i legendach zazwyczaj zwycięża dobro, a zło zostaje ukarane.
Dzięki legendom i baśniom dzieci mogą w lekki i przyjemny sposób zapoznać się z historią Polski, jej kulturą, dawnymi obyczajami i tradycjami. Taka wiedza na pewno kształtuje sposób myślenia i postrzegania. A o ile przyjemniej wiedzieć, jak powstała Polska, skąd w Krakowie wziął się smok, dlaczego symbolem Warszawy jest syrenka i właściwie dlaczego ta Warszawa jest tą Warszawą.
Ponad trzydzieści opowiadań opatrzonych ilustracjami Agnieszki Kamińskiej jest bogatym źródłem wiedzy, a czytanie ich może dostarczyć rozrywki tym starszym (którzy przypomną sobie jak to im rodzice opowiadali te legendarne historie) i tym młodszym, którzy z szeroko otwartymi oczami poznają świat. Nie dajmy im ich mrużyć, niech słuchają i poznają, tym bardziej, iż teksty książki są bardzo przyjemnie napisane, łatwe w odbiorze i zrozumiałe. Polecam.

Kamila Ocimek

piątek, 28 marca 2014

Sprawozdanie z zajęć z 22 marca

Poziomki


Zajęcia rozpoczęliśmy od utrwalenia wyliczanki o zoo z poprzednich zajęć, ułatwiającej zapamiętywanie cyferek. Następnie nawiązaliśmy do zbliżających się Świąt Wielkanocnych poprzez kolorowanie i wyklejanie obrazków przedstawiających jajka wielkanocne z różnymi wzorami. Po zjedzeniu drugiego śniadania udaliśmy się na salę gimnastyczną gdzie bawiliśmy się w berka, skoki przez przeszkody, wspinaczki po materacach i uczyliśmy się kręcić kołem hula hop. Po powrocie do sali zrelaksowaliśmy się czytając bajkę. Zaraz później zajęliśmy się robieniem naszych własnych bransoletek z kolorowych koralików i gumki, ćwicząc nasze zdolności manualne. Następnie powtórzyliśmy konkurs z nagrodami (naklejkami) który cieszył się dużą popularnością na ostatnich zajęciach. Polegał on na opisaniu obrazka minimalnie w trzech zdaniach. Na zakończenie zajęć bawiliśmy się z chustą Klanza odwzorowując odgłosy natury.

Pozdrawiamy,

Iga i Kasia 

Tęcza

21 marca rozpoczęła się astronomiczna tzn. kalendarzowa WIOSNA. Z tej racji postanowiliśmy sprawdzić czy rzeczywiście ta cudowna pora roku już do nas zawitała. Po wysłuchaniu pięknego opowiadania Agnieszki Galicy pt. „ O wiośnie, która się spóźniała” analizowaliśmy wszystkie oznaki wiosny o których była mowa w tekście. Poszukiwanie Wiosny przez Skrzata Ozimka i Ślimaka pomogło nam bezbłędnie wymienić wszystkie zwiastuny wiosny, których bohaterowie niestety nie zauważyli. Oto one: dni są coraz dłuższe, słońce mocniej grzeje, jest cieplej, przylatują ptaki, budzą się niedźwiedzie, borsuki i jeże, ptaki budują gniazda, kwitną kwiaty, drzewa i krzewy mają pąki. Następnie wykonaliśmy prace plastyczne przedstawiające wiosenny świat za oknem. Kolorowe okienka ozdobiły tablicę szkolną tworząc wyjątkową wystawę. Po przerwie śniadaniowej i zabawach na sali gimnastycznej przeszliśmy do kolejnego wiosennego tematu , a mianowicie do zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Poznaliśmy niektóre polskie obyczaje wielkanocne takie jak: robienie palm ( największe palmy wielkanocne są na Kurpiach/północno-wschodnia Polska, miejscowość Łyse ), malowanie pisanek ( tzn. gotowanych jajek ), przygotowywanie koszyczka wielkanocnego tzw. święconki. Dzieci z zaangażowaniem i dużym zainteresowaniem przygotowały wielkanocny koszyczek do którego włożyły poszczególne pokarmy wycięte z papieru. Pod koniec spotkania wykonywaliśmy jeszcze elementy dekoracyjne na nasze szkolne spotkanie wielkanocne tzn. Rodzinne Malowanie Jajek. Już DZIEWIĄTE.
Kolorowe paski papieru z których wykonane zostaną dekoracyjne pisanki oraz bazie z waty i gałązek przyozdobią salę na wielkanocne spotkanie. Dzięki przygotowywanym dekoracjom dzieci dowiedziały się, co to są wierzbowe kotki czyli po prostu bazie i dokładnie przyjrzały się jak wyglądają. Te żywe, rosnące na wierzbach może uda się zobaczyć w przyszłości w Polsce.

Kotki marcowe „ Joanna Kulmowa
Na wierzbie
Nad samym rowem
Srebrne kotki marcowe.
Na deszczu i na słocie
Srebrnieją im futra kocie.
Plucha
I zawierucha.
Nie ma mamy
Co wyliże brzuch do sucha.
Ale kotki marcowe nie piszczą.
Huśtają się na gałązkach.
Mruczą:
  • Nareszcie wiosna!
I sierść mają coraz srebrzystszą.

A teraz specjalna świąteczna dedykacja dla wszystkich dzieci z grupy Tęcza.

KOLOROWE BAZIE Jerzy Ficowski

W Wielkanocny dzień do domu
przyszły białe bazie w gości,
by pisankom po kryjomu
kolorów zazdrościć.
Bo ich nie pomalowano
nikt o baziach nie pamiętał,
choć też pragną na Wielkanoc
przywdziać strój od święta.
Nie chcą się już dłużej bielić,
chcą w zieleni żyć, w purpurze!
Czyż są gorsze aniżeli
zwykłe jajko kurze?
Aż z lusterka przyfrunęła
malusieńka, śmieszna tęcza.
Zaraz wzięła się do dzieła,
by je poupiększać.
Ubarwiła każdą baźkę
mała tęcza uśmiechnięta!
I dopiero wtedy właśnie
zaczęły się Święta.

Pozdrawiamy i do zobaczenia,
Monika i Maria

Praca domowa
Drodzy Rodzice!
Dzieci otrzymały arkusze z zadaniem domowym , którego treścią jest „wypisanie rzeczy , przedmiotów jakie posiadają dzieci”. Aby utrwalić polski alfabet i wzbogacić polskie słownictwo, zadanie skonstruowane jest w ten sposób, że nazwy rzeczy muszą zaczynać się na każdą kolejną literę alfabetu. Można oczywiście wypisać po kilka rzeczy na tę samą literę. Zadanie nie jest łatwe , prosimy zatem Rodziców o pomoc w wykonaniu pracy domowej.

Jarzębina

Ostatnie zajęcia rozpoczęliśmy tematem wiosny. Dzieci określiły nawet dokładną godzinę, o której przyszła do nas.
Powiedzieliśmy sobie jakie zmiany pojawiają się w przyrodzie: kwitną przebiśniegi, krokusy, pojawiają się bociany i skowronki, na drzewach kwitną bazie. Ale wiosna budzi się do życia nie tylko w przyrodzie ale również na polach i w ogródkach, gdzie rozpoczynają się pierwsze prace. Dzieciom nieobce jest również pojęcie wiosennych porządków.
Poznaliśmy zwyczaj topienia Marzanny oraz co takiego specjalnego niesie za sobą dzień 1 kwietnia.
Z wiosną nieodłącznie związane jest Święto Wielkiej Nocy. Wspólnie przeczytaliśmy krótki tekst Jana Twardowskiego pt "Krótka ale Wielka" oraz "Jutro będzie Wielkanoc" Marii Konopnickiej. Porozmawialiśmy też o świątecznych zwyczajach, powiedzieliśmy co pojawia się na stole, co wkładamy do koszyka ze święconką oraz co to takiego Śmingus Dyngus.

W kolejnej części zajęć ćwiczyliśmy odmianę czasowników w czasie teraźniejszym, przeszłym i przyszłym.
Spróbowaliśmy też jeszcze raz napisać dyktando, które poprawialiśmy dwa tygodnie temu i które tym razem wypadło lepiej.
Oto tekst dyktanda (gdyby rodzice chcieli poćwiczyć z dziećmi):

Kasia jedzie na wieś do babci.
Cieszy się bo zobaczy zieloną łąkę.
Podziwiać będzie piękne konie.

Zajęcia zakończyliśmy malując prace plastyczne na konkurs. Tematem prac był "Podwodny świat". Dzieci miały wspaniałe pomysły ale niestety nie udało im się dokończyć rysunków.

Proszę aby na kolejne zajęcia (malowanie jajek) dzieci przyniosły dokończone prace a za miesiąc na "normalne zajęcia" napisały cztery zdania z czasownikami w różnych czasach.

Jako najstarsza grupa dużo piszemy na zajęciach. Dlatego bardzo proszę aby dzieci zawsze przynosiły ze sobą zeszyty.

Anna Lintner i Basia Starczewska

czwartek, 27 marca 2014

Polecamy „Rady nie od parady”, Małgorzaty Strzałkowskiej


Kolejnym utworem Małgorzaty Strzałkowskiej, który chciałabym zaproponować jest książka „Rady nie od parady czyli wierszyki z morałem”. To króciutka książeczka zawierająca kilkanaście rymowanych wierszyków dla dzieci opatrzonych ilustracjami Marcina Bruchnalskiego.
Wiersze autorki zwierają cenne rady i wskazówki jak „przetrwać” w dzisiejszym świecie. Owo przetrwanie to po prostu zrozumienie kilku ważnych zasad odnoszących się do wzajemnych relacji między ludźmi. Dzięki jasnym przykładom autorka wyjaśnia na czym polegał błąd bohatera opowiadania i obrazowo wyjaśnia co należałoby zrobić w takiej sytuacji. Wszystkie opowiadania kończą się jasnym i zrozumiałym morałem, a wszystkie utwory dzięki rymowanej formie, są łatwe w przekazie.
Tak poznajemy Alę, Olę, Ewę, Basię, Zochę, Jurka, Krzyśka, Michała, Tadka, Grześka, a to dopiero połowa. Każdy z nich ma swoją historię, czasem tworzą ją razem, czasem w pojedynkę. Historie te mówią o tych niepozytywnych cechach jak samolubstwo, bałaganiarstwo, zarozumialstwo, ale dążą do rozwiązania problemu i ukazania go w sposób zrozumiały dla dzieci. Morał, który pojawia się na końcu opowiadania, zawsze na oddzielnej stronie, jest dzięki temu jeszcze bardziej czytelny i warty zapamiętania.
Myślę, iż dzięki takiej formie, dzieci czytając te opowiadania lub słuchając ich, będą mogły łączyć przyjemne z pożytecznym. Przyjemność czytania ciekawych historyjek i naukę jaką ze sobie niosą. I warto zakończyć tu słowami samej autorki:
Może wiec czasami warto
Zastanowić się nad sobą,
Ciut pomyśleć i pomału
Zmienić w sobie to i owo…”
Życzę miłej lektury.
 Kamila Ocimek