czwartek, 29 sierpnia 2013

Coraz bliżej roku szkolnego!


Jeszcze niedawno Szkoła Polska w Barcelonie obchodziła kolejne zakończenie roku szkolnego, a tu nowy rok już za pasem! Wakacje dobiegają końca i wszyscy coraz intensywniej przygotowują się do rozpoczęcia nauki. A nowy rok szkolny zapowiada się niezwykle ciekawie. Dla każdej z grup przygotowujemy programy zajęć, które, mamy nadzieję, sprostają oczekiwaniom nie tylko uczniów, ale i rodziców, a przy tym każde z dzieci będzie mogło znaleźć coś, co je zainteresuje.
Coraz dłuższy pobyt w mieście Gaudiego sprawia, że z jednej strony większość rzeczy staje się dla mnie oczywista, a z drugiej pojawiają się coraz nowsze, zaskakujące obserwacje. Już mniej dziwi mnie np. otwartość mieszkańców, wszechobecne „hola guapa”, czy właściciele wszelkiego rodzaju sklepików i lokali, którzy potrafią (może czasem zbyt nachalnie) wręcz zatrzymać przechodnia i prawie obrazić się, gdy ten nie kupi proponowanego produktu, bądź nie wejdzie do polecanej restauracji. Normalnym stało się dla mnie, że prawie na każdym kroku napotkać można nie tylko Hiszpanów, czy Katalończyków, ale również przedstawicieli zgoła różnych państw, kultur i religii. Ze swoimi sklepami, małymi firmami, czy lokalami gastronomicznymi są oni wręcz wpisani w krajobraz miasta i pewnych dzielnic nie można sobie bez nich wyobrazić. Wiem już, że z samego rana nie ma co liczyć na otwarty sklep spożywczy znanych, dużych sieci, za to do mini supermarketu za rogiem prowadzonego przez Pakistańczyka mogę udać się praktycznie o każdej porze, nawet w niedzielę. Normalnym stało się również przechadzanie się centrum miasta w co najmniej dziwnej pozie w obawie przed kieszonkowcami, kryjąc przed sobą np. torebkę lub pilnując, czy telefon znajduje się cały czas na swoim miejscu.
Jeśli zaś chodzi o te nieco bardziej zaskakujące elementy to na przykład - niezwykle trywialnie - burza i deszcz. Od zawsze kojarzyłam Hiszpanię (jakże naiwnie – całą) przede wszystkim ze słońcem i piękną pogodą. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że przecież tu też może padać! Problematycznym okazał się ten fakt w momencie, gdy zdałam sobie sprawę, że zabrałam ze sobą wyłącznie ubrania letnie, a o istnieniu parasola wręcz zapomniałam. Fascynujące jest dla mnie również, że ludzie nawet w dobie kryzysu potrafią zarabiać tu w zaskakujące sposoby – mężczyzna siedzący przy jednej z uliczek Barri Gòtic z piłką na głowie i zbierający monety do czapki, bądź grupy młodych ludzi, którzy prezentują najróżniejsze talenty, od tańca przez chodzenie po szkle aż po plucie ogniem. Barcelona swoim gościom nie pozwala nudzić się chyba nigdy. Miłą niespodzianką jest również to, że przy odrobinie pomysłowości i oczywiście dzięki poczcie pantoflowej (która, nota bene, wśród zagranicznych studentów funkcjonuje zaskakująco dobrze) można zachwycać się miastem z tej nieco mniej turystycznej strony nie wydając dzięki temu fortuny . W ten właśnie sposób odkryłam np. Bunkers del Carmel – niesamowite miejsce, z którego zobaczyć można całą Barcelonę, grające fontanny przy Plaça d'Espanya, próby Castellers, czy Festa Major w różnych dzielnicach Barcelony, a także poza nią. To wspaniała okazja, aby odstąpić nieco od roli turysty i obserwatora, ale choć na chwilę wejść w tutejszą społeczność.
„To miasto ma czarodziejską moc. Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę” napisał jeden z moich ulubionych katalońskich autorów. Nie sposób się z nim nie zgodzić.
Marta Smarul