Barcelona na drugi rzut oka - dalsze wrażenia Marty, naszej praktykantki w szkole
W ciągu tego miesiąca
zdążyłam się już bardzo wiele nauczyć. Zdążyłam dokładniej
zapoznać się z dotychczasową działalnością Szkoły Poslkiej m.in. dzięki
tworzeniu Kroniki. Zdałam sobie sprawę, że Szkoła Polska w
Barcelonie może pochwalić się już ponad 10-letnią historią.
Dzięki dokładnej lekturze bloga miałam okazję zapoznać się nie
tylko z programem zajęć, ale też odrobinę bliżej poznać uczniów
i nauczycieli szkoły. Naturalnie pomogła w tym praca nad
prezentacjami z tak ważnych wydarzeń, jak projekt „Cała Polonia
czyta dzieciom”, czy zakończenie roku szkolnego 2012/2013. Jednym
z kolejnych zadań wyznaczonych przez Panią Dyrektor Szkoły była
pomoc w przygotowaniu programu nauczania na przyszły rok szkolny, co
sprawiło mi ogromną radość! Wszystkim zainteresowanym mogę
zdradzić, że uczniowie na pewno nie będą się nudzić.
Mija już prawie
miesiąc od mojego przyjazdu do Barcelony, ale miasto nie przestaje
mnie zaskakiwać. Chciałabym tutaj podzielić się z czytelnikami
kilkoma obserwacjami na temat (poszukiwania) mieszkań.
Jak już wspominałam
w poprzednim poście szukanie mieszkania w Barcelonie nie jest sprawą
najprostszą. Zważywszy na nieco ograniczony budżet starałam się
znaleźć lokum ekonomiczne, niekoniecznie w centrum (choć przyznam,
że kuszącą była perspektywa mieszkania w najstarszej części
miasta – ta atmosfera lat minionych!), ale czyste i wygodne. W
trakcie poszukiwań musiałam jednak zmodyfikować te kryteria. W
pierwszym mieszkaniach rzeczą, która wprawiła mnie w osłupienie
był brak okien w pokojach do wynajęcia lub w całych mieszkaniach.
W Polsce, gdzie pogoda nie zawsze dopisuje, każdy kontakt ze
światłem/słońcem jest bardzo istotny, tutaj jednak nie jest to
warunek konieczny. Chcąc zatem budzić się przy świetle dziennym
musiałam liczyć się ze wzrostem czynszu. W kolejnych mieszkaniach
było już lepiej: pokoje do wynajęcia miały wprawdzie okna (a
przynajmniej przypominającą je dziurę w ścianie), jednak
wychodziły one na inne pomieszczenia, bądź na windę. Muszę
jednak przyznać, że wchodząc do wielu budynków (abstrahując od
ilości okien, czy też tego co można zastać w samym mieszkaniu)
miałam doskonałą okazję podziwiać przepiękne zdobienia na
klatkach schodowych. Zaskoczyły mnie marmurowe posadzki, wykładane
ceramiką ściany i sufity, można poczuć się jak w pałacu! Samo
wejście do budynku rekompensowało wszelkie niedogodności. Kiedy
znalazłam wreszcie pokój, któremu w kwestii dostępu do światła
dziennego nie mogłam nic zarzucić, okazało się, że to nie koniec
niespodzianek. Zdążyłam już się przekonać, że Barcelona jest
miastem, które chyba nigdy nie zasypia, a jeśli już to niezwykle
późno. Wieczorne wyjścia na tapas bądź cavę to część
tutejszej kultury, tak jak tzw. jadanie na mieście. Nie pomyślałam
jednak, że będzie to miało związek z architektonicznymi
rozwiązaniami w mieszkaniach. Otóż w wielu z tych oglądanych
przeze mnie pomieszczenia takiego jak kuchnia w ogóle nie było. W
bardziej korzystnych przypadkach kuchnia była wielkości schowka,
bądź mieściła się w… szafie. Właściciele bardzo często
zachwalali za to posiadanie dużej lodówki i podobnej wielkości
zamrażarki – rzecz zrozumiała biorąc pod uwagę panujące
temperatury w lecie. Wiele mieszkań miało jednak co najmniej jeden
balkon, a niektóre nawet wyjście na taras, co w Polsce nie jest tak
często spotykane. Widok z takich tarasów zapiera dech w piersiach,
a perspektywa odpoczynku na nim w gorący dzień jest bardzo
obiecująca. Ostatnim elementem, który wzbudził moje
zainteresowanie i na który chciałabym zwrócić uwagę to łazienka.
Wprawdzie większość mieszkań jakie widziałam mieściła się w
budynkach starych, wręcz zabytkowych (naturalnie ma to czasem swój
urok), łazienki były w nich jednak w dużej mierze świeżo po
remoncie. Zważywszy na to, nie przyszło mi do głowy sprawdzać,
czy aby na pewno wszystko działa. Niestety, takie myślenie okazało
się co najmniej błędne. Warto było zwrócić uwagę chociażby na
ciśnienie wody, czy jest ona ciepła lub gdzie odprowadzana jest
woda ze zlewu.
Uważam, że
poszukiwanie mieszkania w nowym miejscu, zwłaszcza w takim mieście,
jakim jest Barcelona jest doświadczeniem co najmniej fascynującym.
Muszę przyznać, że gdyby nie to, nigdy nie miałabym okazji
zobaczyć, jak od środka wygląda większość tych przepięknych
kamienic, których nie pomija żaden miejski przewodnik oraz jak
mieszkają prawdziwi barcelończycy.
Cóż, podróże
kształcą.
Marta Smarul
Komentarze
Prześlij komentarz