piątek, 26 lipca 2013

Barcelona na drugi rzut oka - dalsze wrażenia Marty, naszej praktykantki w szkole


Barcelona na drugi rzut oka
W ciągu tego miesiąca zdążyłam się już bardzo wiele nauczyć. Zdążyłam dokładniej zapoznać się z dotychczasową działalnością Szkoły Poslkiej m.in. dzięki tworzeniu Kroniki. Zdałam sobie sprawę, że Szkoła Polska w Barcelonie może pochwalić się już ponad 10-letnią historią. Dzięki dokładnej lekturze bloga miałam okazję zapoznać się nie tylko z programem zajęć, ale też odrobinę bliżej poznać uczniów i nauczycieli szkoły. Naturalnie pomogła w tym praca nad prezentacjami z tak ważnych wydarzeń, jak projekt „Cała Polonia czyta dzieciom”, czy zakończenie roku szkolnego 2012/2013. Jednym z kolejnych zadań wyznaczonych przez Panią Dyrektor Szkoły była pomoc w przygotowaniu programu nauczania na przyszły rok szkolny, co sprawiło mi ogromną radość! Wszystkim zainteresowanym mogę zdradzić, że uczniowie na pewno nie będą się nudzić.
Mija już prawie miesiąc od mojego przyjazdu do Barcelony, ale miasto nie przestaje mnie zaskakiwać. Chciałabym tutaj podzielić się z czytelnikami kilkoma obserwacjami na temat (poszukiwania) mieszkań.
Jak już wspominałam w poprzednim poście szukanie mieszkania w Barcelonie nie jest sprawą najprostszą. Zważywszy na nieco ograniczony budżet starałam się znaleźć lokum ekonomiczne, niekoniecznie w centrum (choć przyznam, że kuszącą była perspektywa mieszkania w najstarszej części miasta – ta atmosfera lat minionych!), ale czyste i wygodne. W trakcie poszukiwań musiałam jednak zmodyfikować te kryteria. W pierwszym mieszkaniach rzeczą, która wprawiła mnie w osłupienie był brak okien w pokojach do wynajęcia lub w całych mieszkaniach. W Polsce, gdzie pogoda nie zawsze dopisuje, każdy kontakt ze światłem/słońcem jest bardzo istotny, tutaj jednak nie jest to warunek konieczny. Chcąc zatem budzić się przy świetle dziennym musiałam liczyć się ze wzrostem czynszu. W kolejnych mieszkaniach było już lepiej: pokoje do wynajęcia miały wprawdzie okna (a przynajmniej przypominającą je dziurę w ścianie), jednak wychodziły one na inne pomieszczenia, bądź na windę. Muszę jednak przyznać, że wchodząc do wielu budynków (abstrahując od ilości okien, czy też tego co można zastać w samym mieszkaniu) miałam doskonałą okazję podziwiać przepiękne zdobienia na klatkach schodowych. Zaskoczyły mnie marmurowe posadzki, wykładane ceramiką ściany i sufity, można poczuć się jak w pałacu! Samo wejście do budynku rekompensowało wszelkie niedogodności. Kiedy znalazłam wreszcie pokój, któremu w kwestii dostępu do światła dziennego nie mogłam nic zarzucić, okazało się, że to nie koniec niespodzianek. Zdążyłam już się przekonać, że Barcelona jest miastem, które chyba nigdy nie zasypia, a jeśli już to niezwykle późno. Wieczorne wyjścia na tapas bądź cavę to część tutejszej kultury, tak jak tzw. jadanie na mieście. Nie pomyślałam jednak, że będzie to miało związek z architektonicznymi rozwiązaniami w mieszkaniach. Otóż w wielu z tych oglądanych przeze mnie pomieszczenia takiego jak kuchnia w ogóle nie było. W bardziej korzystnych przypadkach kuchnia była wielkości schowka, bądź mieściła się w… szafie. Właściciele bardzo często zachwalali za to posiadanie dużej lodówki i podobnej wielkości zamrażarki – rzecz zrozumiała biorąc pod uwagę panujące temperatury w lecie. Wiele mieszkań miało jednak co najmniej jeden balkon, a niektóre nawet wyjście na taras, co w Polsce nie jest tak często spotykane. Widok z takich tarasów zapiera dech w piersiach, a perspektywa odpoczynku na nim w gorący dzień jest bardzo obiecująca. Ostatnim elementem, który wzbudził moje zainteresowanie i na który chciałabym zwrócić uwagę to łazienka. Wprawdzie większość mieszkań jakie widziałam mieściła się w budynkach starych, wręcz zabytkowych (naturalnie ma to czasem swój urok), łazienki były w nich jednak w dużej mierze świeżo po remoncie. Zważywszy na to, nie przyszło mi do głowy sprawdzać, czy aby na pewno wszystko działa. Niestety, takie myślenie okazało się co najmniej błędne. Warto było zwrócić uwagę chociażby na ciśnienie wody, czy jest ona ciepła lub gdzie odprowadzana jest woda ze zlewu.
Uważam, że poszukiwanie mieszkania w nowym miejscu, zwłaszcza w takim mieście, jakim jest Barcelona jest doświadczeniem co najmniej fascynującym. Muszę przyznać, że gdyby nie to, nigdy nie miałabym okazji zobaczyć, jak od środka wygląda większość tych przepięknych kamienic, których nie pomija żaden miejski przewodnik oraz jak mieszkają prawdziwi barcelończycy.
Cóż, podróże kształcą.

Marta Smarul

niedziela, 14 lipca 2013

Pierwsze wrażenia Marty, praktykantki w Szkole Polskiej w Barcelonie


Szkoła w wakacje? Czemu nie!
Nazywam się Marta Smarul i jestem studentką I roku SUM lingwistyki stosowanej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od ponad tygodnia mam ogromną przyjemność uczestniczyć w życiu Szkoły Polskiej w Barcelonie jako praktykantka. Dlaczego wybrałam praktykę w szkole w czasie wakacji? To moja pierwsza styczność z nauczaniem języka polskiego poza granicami kraju, dlatego też nie mogę się doczekać zajęć z dziećmi. Od zawsze fascynowała mnie nauka języków, a nauka języka ojczystego w obcym kraju jest doskonałym tego uzupełnieniem.
Można się zastanawiać, czy szkoła funkcjonuje także w okresie wakacyjnym? Otóż okazuje się, że tak! I to bardzo prężnie. Wprawdzie nie miałam jeszcze okazji uczestniczyć w lekcjach, czego nie mogę się doczekać, ale już na pierwszym spotkaniu z Panią Dyrektor zostały mi przyznane konkretne zadania do wykonania. Wiele projektów powstaje właśnie w okresie wakacyjnym, aby można je było wdrożyć w następnym roku szkolnym. Dzięki praktyce w Szkole Polskiej w Barcelonie mam okazję osobiście uczestniczyć w ich tworzeniu.
Jako że mój pobyt w Barcelonie nie ogranicza się tylko do pracy, mam doskonałą okazję, aby poznać bliżej miasto. Po pierwszym tygodniu pobytu mogę śmiało powiedzieć, że życie toczy się tu zupełnie innym rytmem niż w Polsce. Ogromna liczba międzynarodowych turystów przechadzających się np. po las Ramblas sprawia, że można poczuć się tu, jakby się było w kilku miejscach na raz.
To co rzuciło mi się w oczy podczas pierwszych dni mojego pobytu w Barcelonie to tutejszy tryb życia. Zaraz po przyjeździe postanowiłam poszukać mieszkania (co nie było łatwym zadaniem), dzięki czemu miałam okazję zwiedzić część miasta od trochę mniej turystycznej strony. Zaskoczeniem była dla mnie pora, którą właściciele mieszkań proponowali, mianowicie od 21, nawet do północy. Przechadzając się wieczorem po ulicach miasta zdałam sobie sprawę, że Barcelona bynajmniej nie szykuje się do snu, ale wręcz budzi! Wiele dzieci, młodzieży bawiło się w najlepsze na boiskach i placach, a starsi siedzieli w pobliskich kawiarniach, pubach i barach tapas. Oprócz tego zaskoczył mnie również fakt, że Barcelona jest wielkim otwartym muzeum, wystarczy przejść się ulicami Ciutat Vella, by zobaczyć dzieła sławnych architektów. Wystarczy np. spojrzeć na ułożenie płyt chodnikowych przy najbardziej uczęszczanych ulicach.
Liczę, że praktyka w Szkole Polskiej pozwoli mi zdobyć nowe doświadczenia, a pobyt w nowym miejscu będzie fascynujący. Dotychczas codziennie odkrywam nowe miejsca, nowych ludzi, to dopiero początek mojego pobytu tutaj. Mam nadzieję, że za parę tygodni będę mogła podzielić się kolejnymi wrażeniami.