wtorek, 19 grudnia 2006

Ostatnie zajęcia w 2006 roku.

Ostatnie zajęcia w tym roku odbyły się w sobotę 16 grudnia. Liczyłam, że przyjdą wszystkie dzieci bo Św. Mikołaj pod choinką zostawił prezenty. Niestety zabrakło Kamilki, Zbysia i Kacpra. Pozwoliłam sobie w ich imieniu odebrać upominki i przechować do następnego spotkania, już w nowym roku, 2007. Wyglądało na to, że dzieci były mile zaskoczone i zadowolone. Te co jeszcze nie umieją czytać prosiły o pomoc starsze dzieci, natomiast przy rozpakowywaniu i jedzeniu słodyczy już pomocy nie potrzebowały. Tym razem przerwa śniadaniowa była trochę dłuższa aby nie zabrakło czasu na dokładne obejrzenie zawartości torebek z prezentami oraz na sprawdzenie przydatności i wytrzymałości niektórych podarunków.

Na historii Polski opowiadaliśmy o generale broni i premierze Polskiego Rządu na Uchodźstwie, Władysławie Sikorskim. Jego działalność polityczna i wojskowa była jedną z kolejnych opowieści dla dzieci. Mimo to, samo zakończenie tematu wzbudziło ich oburzenie. Padło wiele pytań dotyczących śmierci naszego bohatera. Jedyną informacją, jaką mogłam podać to, że Sikorski zginął w katastrofie lotniczej w Gibraltarze 4 lipca 1943 podczas powrotu z inspekcji sił Armii Polskiej na Wschodzie, że razem z nim zginęła jego córka Zofia, szef sztabu oraz angielski oficer łącznikowy. Dzieci z dużą dozą podejrzliwości potraktowały informację, że przeżył tylko czeski pilot. Przecież nie wszystkie okoliczności śmierci Sikorskiego zostały w pełni wyjaśnione, a zawierające wyniki śledztwa w sprawie katastrofy archiwa brytyjskie pozostaną utajnione do 2050. Skomentowałam jedynie, że ja prawdopodobnie nie doczekam się odsłonięcia tajemnicy ale dzieci zapewne tak i wówczas powinny przypomnieć sobie te zajęcia. Z rozbrajającą szczerością stwierdziły, że dlaczego nie, ja dożyję przecież do 2050 albo i dłużej. Osobiście śmiem w to wątpić ale zrobiło mi się miło.

Na języku polskim wykonaliśmy szereg ćwiczeń z gramatyki i leksyki. Następnie przeczytałam im opowiadanie Elżbiety Burakowskiej Zimą też bywa gorąco. Dzieci słuchały pilnie i następnie po zakończonej lekturze poprawnie zinterpretowały tytuł opowiadania.

Pod koniec zajęć przez kilkanaście minut opowiadaliśmy o tradycjach bożonarodzeniowych. Temat nie został wyczerpany bo oczywiście każdy chciał coś dodać, opowiedzieć, etc. i pewnie do niego wrócimy na następnych zajęciach, na które już teraz serdecznie zapraszam.

Następne zajęcia odbędą się 13 stycznia.

wtorek, 12 grudnia 2006

Po spotkaniu mikołajkowym


Drodzy Rodzice i Dzieci,

Chciałam Wam wszystkim podziękować za przybycie i uczestnictwo w polonijnym spotkaniu mikołajkowym dla dzieci. Mam nadzieję, że miło spędziliście czas na rozmowach, przy śpiewaniu kolęd, przy warsztatach plastycznych oraz przy słodkim poczęstunku. Wiele dzieci bało się Św. Mikołaja ale myślę, że Wy nie mieliście żadnych obaw, prawda?

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy pomagali przy organizacji spotkania oraz czuwali nad jego poprawnym przebiegiem. Sama byłam zdziwiona, że tyle ludzi pomieściło się w naszym skromnym lokalu i gdyby nie Wasza pomoc, zapanowałby chaos. Zgłoszonych było ponad 100 dzieci i tyle też rozdano prezentów. Mam nadzieję, że wszyscy najedli się słodyczy do granic możliwości i nikt się później nie rozchorował. Zapewne wszystkim też podobał się występ Zespołu Folklorystycznego KRAKOWIAK. Ja osobiście byłam bardzo wzruszona ich występem, ich tańcem, pięknymi strojami oraz muzyką, ale przede wszystkim uśmiechami. Mam nadzieję, że tak udany występ tylko sprowokuje inne osoby do zapisania się do zespołu.

Na spotkanie zaprosiliśmy Pana Konsula Generalnego Marka Pernala wraz z małżonką oraz Pana Wicekonsula Piotra Lorocha. Bardzo się cieszę, że przyjęli nasze zaproszenie bo była to sposobność do porozmawiania z nimi na ważne dla nas tematy. W ten sposób mogliśmy zaprezentować też działalność oraz warunki pracy Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego, Zespołu Folklorystycznego KRAKOWIAK oraz Szkoły Polskiej..

W tym miejscu chciałam przekazać dzieciom ze Szkoły Polskiej zaproszenie Pana Konsula do zwiedzenia Konsulatu. Termin nie jest ustalony dokładnie, aczkolwiek ma to nastąpić w miesiącu lutym.

Bardzo mi przykro, że podczas spotkania nie miałam wystarczająco czasu na porozmawianie z każdym z Was oraz, że nie mogłam też osobiście pożegnać moich drogich uczniów.

Jeżeli ktoś z Was robił zdjęcia, bardzo proszę o przesłanie ich ponieważ najciekawsze chciałam opublikować na stronie Szkoły Polskiej oraz przesłać pozostałym rodzicom.

Osobiście jestem zadowolona ze spotkania aczkolwiek ciekawa jestem Waszej opinii. Każda krytyka jest dobra ponieważ może wnieść zmiany czy ulepszenia przy organizacji następnych spotkań.

Podsumowanie zajęć z 2 grudnia

Zajęcia z 2 grudnia miały nieco inny przebieg od pozostałych. Przede wszystkim dzieci, i nie tylko, były przejęte zbliżającym się polonijnym spotkaniem mikołajkowym. Pomagały dzielnie w przygotowywaniach. Szybko i sprawnie ubrały choinkę w kolorowe światełka, bombki, serduszka i inne ozdoby choinkowe.Następnie nadeszła kolej na bałwana i piosenkę, która miała zachęcić Św. Mikołaja i zaprosić go na nasze spotkanie. Wszystko to, w akompaniamencie krzyków, bieganiny i radosnych podskoków zajęło nam sporo czasu. Na samym początku zajęć udało mi się jeszcze przeprowadzić kilka ćwiczeń z języka polskiego oraz porozmawiać na temat Adwentu. Wygląda na to, że tutejszym dzieciom nie jest znany zwyczaj postanowień i wyrzeczeń na czas Adwentu. Same słowa postanowienie i wyrzeczenie nie brzmiały im znajomo i swojsko.

Zapraszam na kolejne zajęcia, już ostatnie w tym roku, 16 grudnia.

czwartek, 30 listopada 2006

Andrzejki

Można powiedzieć, że Andrzejki to stara panieńska zabawa we wróżby, która ma na celu zdradzić pannie wielką tajemnicę dotyczącą jej zamążpójścia bądź staropanieństwa. Wróżąc w tą magiczną noc (29 listopada) chcemy dowiedzieć się imienia przyszłego męża, jego wyglądu, z której strony świata przybędzie. Cały czas trwają spory, gdzie powstał andrzejkowy zwyczaj. Istnieją dwie główne hipotezy: niemiecka i grecka. Ja jednak uważam, że to najmniej interesuje ciekawskie pannice. Jednakże o świętym Andrzeju czegoś można się dowiedzieć. Można się zdziwić bo jest on opiekunem rybaków, rzeźników, górników, żeglarzy i woziwodów, jednakże bardzo często bywał przywoływany też w panieńskich modlitwach o dobre małżeństwo. Może też i z tego powodu przypisywano mu opiekę nad cnotliwymi i pobożnymi pannami na wydaniu. Ale to przecież były dawne czasy!

Katalog wróżb jest bardzo obszerny i bogaty.
Od pamiętnych czasów lanie wosku cieszyło się wielkim powodzeniem. Dziewczęta wlewają przez dziurkę od klucza do naczynia z wodą roztopiony wosk, potem zastygłą formę oświetlają tak, aby rzucała cień, z którego kształtu już można wróżyć. Ważne też było zachowanie się wylewanego wosku. Jeżeli dwie grudki się zbliżały do siebie, to znak, że ślub już blisko, jeżeli krążyły oddzielnie, to na nieszczęście, nadal pisany był stan panieński.

Oto kilka podpowiedzi w interpretacji figur:
-skrzydlata postać lub anioł zwiastują dobrą nowinę,
-brama lub drzwi mówiły o bliskim szczęściu,
-czapka zapowiadała kłopot,
-drzewo wróży dobry los,
-harfa to zgoda lub powodzenie w miłości,
-półksiężyc zwiastuje miłosną przygodę,
-dzban to zdrowie,
-owoce to dobrobyt,
-zamek to wymarzona forma bo oznacza męża, bajkowego księcia.
Można wróżyć nie tylko z lanego wosku ale też z ołowiu czy cyny.

Jednakże pomysłowość dziewcząt sięgała znacznie dalej. Aby w śnie mogły zobaczyć swego męża pościły cały dzień. Inny zwyczaj doradza aby tuż przed pójściem spać dziewczyna nagryzła jabłko,potem kładła je pod poduszkę a ukochany przyjdzie aby je skosztować (jabłko czy dziewczynę?). Wszystkie więc powinny mieć na imię Ewa.

Twarz przyszłego męża można też było tej nocy zobaczyć w lustrze wiszącym naprzeciwko drzwi albo w studni. Biedaczki pewnie były rozczarowane gdy niebo było zachmurzone. Niezawodnymi pośrednikami w zdobywaniu wiedzy o przyszłości były także zwierzęta domowe: pies, kot, kura czy gąsior. Gąsior wróżył z zawiązanymi oczami. Szczęściara to ta, do której pierwszy podszedł. Ta, którą skubnął miała złapać swego chłopaka i nakłonić do szybkiego dania na zapowiedzi. Czy ptak ten nie jest już pod ochroną?

Jędrzejki, ulepione z tłuszczu kulki z doczepionymi karteczkami z imionami chłopców rozkładano na podłodze, następnie wprowadzano psa i obserwowane biedne i wygłodzone zwierzę. Podobnie wróżyła czarna kura, zjadając jedną z gałek chleba rozrzuconych na podłodze przez dziewczęta. Kolejność zjadanych przez nią gałek oznaczała kolejność zamążpójścia. Natomiast kot wpuszczany był do środka ścisłego kręgu utworzonego przez dziewczęta. Ta, koło nóg której usiłował wydostać się na zewnątrz, pierwsza miała wyjść za mąż.

Obok lania wosku, jedną z najpopularniejszych wróżb jest ustawianie obuwia dziewcząt, jeden bucik za drugim. Czyj but najszybciej znajdzie się przy drzwiach, ta panna najszybciej zostanie mężatką. Inna wróżba z butem: należy rzucić but ponad głowę, ku drzwiom oczywiście. Jeżeli but upadnie podeszwą na podłogę, a noskiem ku drzwiom-oznacz to szybkie zamążpójście i opuszczenie domu rodzinnego.

Inna, ponoć skuteczna wróżba to puszczanie na wodzie zapalonych świeczek. Jeżeli dwie świeczki się spotkają, to szczęście, jeżeli nie-to wiadomo co. Na Śląsku puszczano trzy świeczki, ta trzecia symbolizowała księdza. Zetknięcie ich wszystkich symbolizowało nie tylko zamążpójścia ale też długie i niezwykle szczęśliwe małżeństwo.

Często też chowano pod talerzem różne drobiazgi jak kwiaty, różaniec, czepek, pieniądze, chleb, ziemię. Należało oczywiście zawiązać oczy i dokonać wyboru. Wyciągnięcie roślinki oznaczało niestety staropanieństwo, różańca-wstąpienie do klasztoru, czepka-zamążpójście, pieniądze przepowiadały bogadztwo, chleb-głód, a ziemia-śmierć.

Niezwykle łatwo było odgadnięcie, skąd nadejdzie przyszły mąż. Wystarczyło o północy wyjść przed dom i posłuchać, z której strony zaszczeka pies. A co teraz ma zrobić mieszkanka kilkupiętrowego bloku?

Poznanie imienia przyszłego męża też nie było takie skomplikowane. Wystarczyło wyjść samotnie nocą na rozstajne drogi i spytać pierwszego przechodzącego mężczyznę o imię. Jednak najprzyjemniejsze i mniej ryzykowne było wypisanie kartek z męskimi imionami i włożenie ich na noc pod poduszkę. Rano wystarczyło tylko sięgnąć po jedną z nich.

Podobno też wróżyć można ze skórki obranego jabłka. Obierka musi być w jednej części, należy rzucić ją za siebie przez lewe ramię i odczytać utworzoną literę. Na taką literę zaczyna się imię przeznaczonego ukochanego.Inny sposób na poznanie imienia ukochanego to wycięcie serca z papieru. Należy zapełnić je imionami męskimi, następnie przebić igłą z drugiej strony. Na kogo wypadnie?

Tej nocy nie tylko wróżymy ale też tańczymy i dobrze zajadamy. Jest to ostatnia noc przed Adwentem.

Przepowiadanie przyszłości możliwe jest tylko w czasie niezwykłym. Uczyńmy więc tą noc właśnie taką. By uchronić się jednak przed sennymi koszmarami, pamiętajmy o wszelkim umiarze.


środa, 29 listopada 2006

Podsumowanie zajęć z 25 listopada

Zajęcia 25 listopada minęły bardzo szybko, można nawet powiedzieć, że trochę śpiewająco. Przygotowujemy się pilnie do spotkania mikołajkowego, które odbędzie się 10 grudnia. Było więc: śpiewanie piosenki o Świętym Mikołaju, wykonywanie bałwana, prawie, że naturalnych rozmiarów, planowanie dekoracji wnętrza, etc. Niektóre z dzieci wróciły do domu ze specjalnym zadaniem, np. wykonanie nosa czy oczu dla bałwana. Ciąg dalszy przygotowań nastąpi już w następną sobotę, wówczas to będziemy ubierać choinkę!
Ale powróćmy do minionych zajęć. Na geografii sporo czasu poświęciliśmy na poznanie pobrzeża Bałtyku, jego cech charakterystycznych, piaszczystych plaż, ruchomych piasków w Słowińskim Parku Narodowym, portów, Półwyspie Helskim, Przylądku Rozewie. itd. Jak na razie tylko wspomnieliśmy o Szczecinie, Malborku, Fromborku i Trójmieście: Gdyni, Sopocie i Gdańsku. Dzieci wykazały się dość duża znajomością tematu dotyczącego latarni morskich. Temat nadmorskich miejscowości będziemy kontynuować na następnych zajęciach z geografii Polski.

Natomiast na historii moi uczniowie z ciekawością wysłuchali opowieści o Marii Skłodowskiej-Curie, wybitnej uczonej urodzonej w Polsce, która większość życia i kariery naukowej spędziła we Francji. Jak się okazało pojęcie pierwiastka wielu dzieciom jest obce aczkolwiek mają wyobrażenie i już swoje zdanie, jak powinna wyglądać pracownia chemiczno-fizyczna. Dzieci bardzo dużą wagę przypisywały bezpieczeństwu i dlatego śmierć naszej bohaterki z powodu silnego napromieniowania wydała im się trochę dziwna. Nie bardzo też mogły zrozumieć dlaczego tak ważne było, że Maria jako pierwsza kobieta w historii zdała egzaminy wstępne na wydział fizyki i chemii Sorbony. Jak to pierwsza? Takie padło pytanie. Już nikomu nie mieści się w głowie, nawet dzieciom, że kobiety miały utrudniony dostęp do edukacji. Ponownie mieliśmy okazję aby przypomnieć sobie o nagrodzie Nobla, a polska uczona otrzymała ją nawet dwukrotnie.

Sobotnie zajęcia zakończyliśmy pogaduszką na temat Andrzejek. Dzieci postanowiły, że w przyszłym roku już nie chcą spotkania mikołajkowego, które ma być zastąpione Andrzejkami. Myślę, że możemy o tym pomyśleć. Wróżby andrzejkowe są kompletnie nieznane dzieciom! Wspomniałam więc co, kto i dlaczego się wróży w tą szczególną noc. Mam nadzieję, że teraz pamiętają o laniu wosku, ustawianiu butów w stronę progu drzwi i o zwierzęcych pośrednikach w zdobywaniu wiedzy o przyszłości.

Ponownie grupa młodsza miała oddzielne zajęcia. Maluszki malowały szlaczki aby wyćwiczyć rączkę i przygotować się do pisania. Nawet już niektórym dzieciom wyszła literka O, niektórym dość brzuchata innym trochę szczuplejsza. Zapoznały się też z legendą o Warsie i Sawie czyli o początkach stolicy w Warszawie. Rozpoczęły naukę wiersza Juliana Tuwima Abecadło.

Wszystkim rodzicom chciałam przypomnieć, że dziecko powinno zjeść śniadanie w domu. Jeżeli się nawet spóźnicie 10 czy 15 minut to nic nie szkodzi. Dziecko bez śniadania ma problemy z koncentracją, czytaniem, pisaniem, jest senne i nie ma ochoty współuczestniczyć w zajęciach. Drugie śniadanie przygotowujemy około godz.12.00 i to jest stanowczo za późno na pierwszy posiłek

Serdecznie zapraszam na kolejne zajęcia i ubieranie choinki w sobotę, 2 grudnia.
--

poniedziałek, 27 listopada 2006

Zaproszenie na polonijne spotkanie mikołajkowe dla dzieci



Serdecznie zapraszamy na polonijne spotkanie mikołajkowe dla dzieci,
które odbędzie się 10 grudnia (niedziela) o godz. 11.00 w lokalu
Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego w Barcelonie przy ul. Nou de Sant Francesc, 20, stacja metra: Drassanes.

W programie:
-warsztaty plastyczne,
-prezenty mikołajkowe dla dzieci,
-słodki poczęstunek,
-promocja i punkt informacyjny Polskich Linii
Lotniczych LOT.

Bardzo prosimy o zgłoszenie dzieci do lat 12 telefonicznie 93.795.88.21
lub 609.36.43.83. do 1 grudnia .

Organizatorzy spotkania: Szkoła Polska, Stowarzyszenie Kulturalne
Katalońsko-Polskie , Szkółka Polska Pompeia przy współpracy z
Konsulatem Generalnym RP w Barcelonie.

Sponsor spotkania: Polskie Linie Lotnicze LOT.




czwartek, 23 listopada 2006

Podsumowanie zajęć z 11 listopada

Tym razem na zajęcia 11 listopada przyszło mniej dzieci niż się spodziewałam. Szkoda wielka bo był to dzień wyjątkowy, kolejna rocznica odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli i prześladowań. Dobrze się złożyło, bo tego dnia mieliśmy opowiadać na historii o wielkim polityku i wojskowym, Józefie Piłsudskim. Na wyobraźnie dzieci podziałała jego zsyłka na Syberię oraz ślub z tzw. Piękna Panią. Działalność polityczna wielkich Polaków nudzi dzieci i nie tylko. Mimo to mam nadzieję, że uczniowie moi zapamiętają chociaż kilka ważnych wydarzeń historycznych związanych z tą postacią.


Na geografii poświęciliśmy trochę czasu na poznanie Unii Europejskiej, jej roli i funkcji, flagi oraz hymnu. Dzieci same wydedukowały dlaczego Euro, wspólna waluta dla wielu krajów, nosi taką nazwę. Należało też wspomnieć, że wstąpienie kolejnych państw do UE nie oznaczało rezygnacji z własnego języka, tradycji,etc., a wręcz odwrotnie, podkreśla się bogactwo kulturalne każdego kraju.


Na zajęciach plastycznych zrobiłam ogromna przyjemność dzieciom przynosząc wielokolorowe koraliczki, które miały nadziewać na żyłkę. Wyszły przepiękne bransoletki i wisiorki o bogatych wzorach i zdumiewającej kolorystyce. Tak się to dzieciom spodobało, że niektóre z nich nie chciały wracać do domu aby tylko móc kontynuować pracę artystyczną.


Na języku polskim wykonując ćwiczenie dotyczące nazewnictwa sklepów dowiedziałam się, że jeden z chłopców chciał kupić chleb w księgarni. Kilkanaście albo i kilkadziesiąt lat temu w Polsce można było kupić różne rzeczy w księgarni tylko nie książki. Mam jednak nadzieję, że to się zmieniło na zawsze!


Tym razem maluszki miały oddzielne zajęcia. Myślę, że to korzystna zmiana i dla dzieci, i dla mnie. Dajmy sobie trochę więcej czasu i zobaczymy czy będziemy mogli kontynuować zajęcia w dwóch grupach.


Zapraszam więc na kolejne zajęcia, które odbędą się 25 listopada już w atmosferze przedświątecznej!

środa, 22 listopada 2006

Szkolna przemoc – To nas też dotyczy


Poniższy tekst został napisany i przesłany przez Pana Wojciecha Kułasa z Polski. Dziękuję bardzo za pozwolenie umieszczenia go w naszym blogerze.

Szkolna przemoc – To nas też dotyczy

Ta wiadomość nami wstrząsnęła. Informacja w mediach- grupa nastolatków pozbawia czci koleżankę poprzez obnażenie i symulację gwałtu. Doprowadziło to do tragedii i - samobójstwa dziecka. Od tego dnia codziennie nowe wiadomości. Samobójstwo szesnastolatki. Grupa gimnazjalistów poi chłopca mieszaniną żrącego płynu do przetykania kanalizacji z alkoholem- jak przeżyje będzie kaleką. Dziewczyna skopała koleżankę- finał szpital. Pobity gimnazjalista walczy o życie - pęknięty pęcherz moczowy. Okaleczony chłopak w szkolnej toalecie. Amputacja jądra....

Gdy się o tym słyszy, czyta to pierwsza reakcja odbiorcy informacji: Do więzień z nimi. Podwyższyć kary. Przecież to bandyci, przestępcy seksualni, prawie że gwałciciele...

Pamiętam, gdy byłem w ostatnich klasach szkoły podstawowej. Wtedy to zaczęliśmy inaczej spoglądać na nasze koleżanki, dwóch kolegów zaczęło przejawiać skłonności homoseksualne względem siebie. Trwa walka o przywództwo w grupie. Doskonale to pamiętam. Musiałem się ostro postawić jednemu z kolegów, bo mi pod jego przewodnictwem zaczęli dokuczać. Wydawałem im się łatwym celem. Zdobyłem walką status nietykalnego. tak To jest trudny okres w rozwoju młodzieży. Grupa potrafi zniszczyć każdego. Wystarczy, że np. dziewczyna nie uznaje zalotów jej lidera.

Wtedy wszyscy byliśmy uczniami podstawówki - dziećmi. Teraz właśnie w tym momencie zaczyna się na następny etap szkoły. Dzieci wcześniej czują się dorosłe.

Zmiana systemu edukacji to wielki błąd.

W „Wiadomościach” ojciec jednego ze sprawców mówi, że chłopcy tylko żartowali, a winę chce się zwalić na jego syna. W domyśle może to wina ofiary? Matka innego zatrzymanego młodego sprawcy mówi, że jeszcze nie zdążyła z nim porozmawiać o zaistniałym zdarzeniu. Właśnie! Rozmawiać. Dzisiejsze czasy to trudne wyzwanie dla rodziców. Są zapracowani, często nieobecni od rana do wieczora lub wyjechali- pracują za granicą. Bądźmy z naszymi dziećmi. Może rodzice uczennicy z Gdańska nie znaleźli dla niej czasu. W tym wieku myśli się radykalnie.
I samobójstwo. Gdy jest im ciężko musimy być pod ręką. Popatrzmy na nich. Przecież ich znamy. Pierwszym przyjacielem chłopca jest w tym okresie rozwoju często matka, dziewczyny ojciec. Rozmawiajmy z nimi o wszystkim. I nie zaczynajmy jak jest za późno. Gdy mają czternaście lat. Już trzy-pięcio-latek rozumie więcej niż nam się wydaje.

Gdy w telewizji jest drastyczny film dajmy im przykład mówiąc: „to fikcja, w życiu jest inaczej, lepiej”. „ja nie chcę tego oglądać”. Jest w telewizorze, lub na pilocie taki guzik do wyłączania. Nie bójmy się go użyć. Nic nie stracimy sami nie oglądając filmu do końca, a wiele możemy zyskać w psychice naszych dzieci.

Pokażmy im, że w życiu jeden krok lub jego zaniechanie może zniszczyć całe życie.

Do samobójstwa w Gdańsku prawdopodobnie przyczynił się ciąg zdarzeń w wykonaniu grupy rówieśniczej To ostatnie tylko przeważyło. Ci chłopcy też są ofiarami. Będą wyklęci w szkole, na osiedlu. Oni pojedynczo mogą być wartościowymi dziećmi, Mieli być może za słaby kręgosłup moralny by w tym nie brać udziału. A system wartości dziecka kształtuje dom. Najłatwiej zwalić całą winę na nauczycieli i szkołę. Czy można przez kilka godzin lekcyjnych wychować dziecko? Podzielmy 45 minut lekcji przez ilość uczniów w klasie. A tu trzeba zrealizować program. A jego realizację twardo zweryfikuje egzamin na końcu gimnazjum.

A najwięcej zależy od nas -rodziców. Sytuacja jest poważna. Popatrzmy dookoła. W ciągu ostatnich kilku lat podobne sytuacje- samobójcze próby, pobicia, obrzucenie kamieniami, narkotyki i nawet zabójstwo w kręgach gimnazjalnych miały miejsce całkiem niedaleko. W naszym powiecie. Zagrożenie jest bliskie i realne.

Wojciech Kułas



niedziela, 19 listopada 2006

ZABAWA ANDRZEJKOWA







3 grudnia 18:00

Zapraszamy na wspólną zabawę Andrzejkową!

Istotą andrzejkowej nocy są wróżby, zanim jednak zaczniemy odkrywać tajniki losu panien i kawalerów, pań i panów, proponujemy Wam pyszną zabawę, konkursy, nagrody, dobrą muzykę oraz specjały kuchni polskiej*.

Impreza jest organizowana przez Stowarzyszenie Kulturalne Katalońsko-Polskie we współpracy z Konsulatem RP w Barcelonie.

Wstęp wolny.

Zabawa Andrzejkowa odbędzie się w lokalu Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego, c/Nou de Sant Francesc, 20, Drassanes.

Wszystkich chętnych prosimy o potwierdzenie przybycia do 30 listopada (hasło: Andrzejki i ile osób) na adres mailowy: catalunya_polonia@yahoo.es lub wysyłając sms na numer tel. 620 74 73 42.

Ilość miejsc ograniczona.

*W trakcie imprezy będzie można nabyć napoje i potrawy polskie. Bardzo prosimy o nie wnoszenie własnego prowiantu i napojów.



Os invitamos a la fiesta polaca Andrzejki - la noche de magia y augurios!

3 de diciembre a las 18:00

En el programa incluimos: concursos, música, bailes, premios para los ganadores y los presagios. También podréis probar la comida y bebida típica de nuestro país.*

Esta fiesta está organizada por la Associació Cultural Catalanopolonesa con la coloboración de Consulado General de Polonia en Barcelona.

Entrada libre.

La fiesta tendrá lugar en la Associació c/ Nou de Sant Francesc, 20 Drassanes.

Se pide la confirmación de la presencia enviando el mail hasta el 30 de noviembre (Andrzejki + cuantas personas) a la dirección: catalunya_polonia@yahoo.es o enviar un SMS al 620 74 73 42

Aforo limitado.

* Durante la fiesta tendremos abierto el bar donde podréis probar la comida y bebida polaca.

środa, 1 listopada 2006

Zajęcia z 28 października

Co to było za spotkanie! Zrobiłam dzieciom małą niespodziankę. Tym razem nie opowiadałam ja o geografii i historii Polski tylko same dzieci musiały wykazać się wiedzą na temat Jana Matejki, Henryka Sienkiewicza, sąsiadów Polski oraz o podziale administracyjnym naszej Ojczyzny. Nie wszystkim jednak ten pomysł się spodobał i np. Zbysiu bardzo się obraził, że zadaje mu pytania, na które nie zna odpowiedzi.

Owa niespodzianka miała na celu sprawdzenie dzieci ale także i mnie. Okazało się, że:
-nie wszystkie dzieci słuchają mnie uważnie,
-nowe wiadomości należy częściej utrwalać bo dzieci zapominają je bardzo szybko,
-z powodu używania trudniejszych słów cała wiadomość nie zostaje przyjęta przez dziecko,
-dzieci łatwiej zapamiętują fakty z życia prywatnego niż zawodowego ważnych postaci historycznych.
-ortografia niektórych dzieci pogorszyła się bardzo.
-niektóre dzieci nazwy wielu krajów piszą z małej litery tłumacząc, że są one mniejsze od Polski. Ciekawy tok myślenia!

Wszystkie dzieci są zgodne, że Henryk Sienkiewicz był pisarzem i wszystkie też pamiętają jego wyprawę do Ameryki. Pisał książki: bo się bardzo ludziom podobało (Minerwa), bo miał pomysł (Zosia), żeby ludzie czytali (Kamila), bo nic innego nie umiał robić (Mateusz), bo chciał (Zbysiu). A jak ten sławny i nagrodzony pisarz pomagał ludziom? Pomagał żołnierzom sprowadzać broń do Polski z innych krajów (Mateusz), pisząc książki, a potem ludzie dzwonili do niego i on pisał to co mu opowiadali (Zosia), pisząc bajki i listy (Minerwa). Dzieci wiedzą, że otrzymał Nagrodę Nobla za Quo vadis? Ale nie bardzo zdawały sobie sprawę co to jest ta nagroda. Nagroda Nobla to: nagroda za jakiś film lub jakąś książkę (Minerwa), za jakieś opowiadanie lub nowelę (Zosia), za pisanie (Kamilka, Zbysiu), za jakąś rzecz (Mateusz).

Według wszystkich dzieci Jan Matejko był malarzem, jednak tylko Minerwa dodała, że był malarzem historycznym. Doskonale wszyscy pamiętali, że nie był bardzo zdolnym uczniem bo nudziło mu się i wymykał się z klasy aby malować obrazy (Zosia), przechodził z klasy do klasy bo pięknie malował (Mateusz). Dlaczego jest sławny? Odpowiedź jest krótka i treściwa: bo ładnie malował. Bitwę pod Grunwaldem znają wszystkie dzieci, Minerwa pamiętała też o Kazaniu Skargi, a Kamilka o portrecie żony w sukni ślubnej.

Język polski. Bardzo praktyczny wiersz o pisowni rz i ż.

Trzmiel raz przysiadł przy porzeczce.
Księżyc przysnął, a on szepce:
Rzadko tu przed brzaskiem krążę,
Przyjrzeć się tym krzaczkom zdążę.

Zbrzydło żabie życie żmudne.
W brzydkiej rzece nie jest cudnie.
Leżąc na korzeniu zrzędzi,
że tu żywot cały spędzi.

W minioną sobotę odbyły się ostatnie zajęcia plastyczne podczas których dzieci wykonywały kartki świąteczne.
Teraz muszę pomyśleć o czymś nowym i ciekawym na następne spotkanie, które odbędzie się 11 listopada, w dzień Niepodległości Polski.

Zapraszam serdecznie!




wtorek, 24 października 2006

Podsumowanie zajęć z 21 października

Kolejne zajęcia (21 października) minęły w miłej atmosferze i ponownie w powiększonym gronie. Ania i Marysia w wieku 4 latach dołączyły do naszej, coraz liczniejszej grupy. Przyznaję, że były bardzo dzielne i po odejściu mam nie uroniły ani jednej łzy, a wręcz przeciwnie, bawiły się doskonale. Wydaje się, że towarzystwo innych dzieci, które mówią po polsku bardzo im odpowiadało i na zakończenie zajęć rozdały nawet kilka całusów. Ania zauważyła, że tata Ferran nie mówi po polsku a babcia z Polski mówi TYLKO po polsku. Ewa, mam Ani, przyznała, że córka rozpoczęła już ciężką pracę, tzn. tłumaczenie rozmów polsko-hiszpańskich w gronie rodzinnym. Natomiast Marysia stwierdziła, że dzięki ćwiczeniom fizycznym w domu jest bardzo silna, że lubi biegać ale nikt nie chce jej towarzyszyć. Marysia chce być weterynarzem, w domu ma już słonia i ogłosiła nam wszystkim, że smoki mieszkały w jamach a dinozaury w wulkanach, pewnie po to, aby ciepło im było.


Czego nowego dowiedzieliśmy się na zajęciach z historii Polski? Otóż rozmawialiśmy o Henryku Sienkiewiczu, jego książkach, podróżach i edukacji. Dzieci już wiedzą, że aby ukończyć szkołę, czasami należy pracować i zarabiać pieniążki, tak jak sławny pisarz. Tylko dzięki podjętej pracy jako guwerner mógł on ukończyć gimnazjum. Następnie wybrane przez rodziców studia, najpierw prawnicze, potem medyczne nie interesowały młodego człowieka, który po nie udanych próbach spełnienia życzeń rodziców przeniósł się na kierunek filozoficzno-filologiczny. Jego podróże do USA i Afryki nie zrobiły na dzieciach wielkiego wrażenia, a przecież należy pamiętać, że podróże tak odległe i egzotyczne na początku XX wieku nie były chlebem powszednim i trwały bardzo długo. Ostatecznie laureat nagrody Nobla został nazwany dziadkiem.


Geografia. Większość dzieci potrafiła coś powiedzieć na temat sąsiadów Polski, aczkolwiek niektórym dzieciom nadal mylą się Niemcy z Prusami. Niemalże wszyscy chcieliby, żeby Hiszpania była sąsiadem Polski!


Język polski. Dalej ćwiczymy pisownię RZ i Ż.


Plastyka. Od samego rana dzieci chciały przygotowywać kartki świąteczne. Musiały jednak poczekać do ostatniej godziny. Wówczas poszły w ruch kredki, pisaki, kolorowe długopisy a nawet nożyczki.


Czas minął bardzo szybko w tym sympatycznym i urozmaiconym towarzystwie.

Zapraszam więc na kolejne zajęcia, które odbęda się 28 października.

czwartek, 12 października 2006

Zajęcia 30 września minęły w błyskawicznym tempie i w powiększonym gronie. Dołączyli do nas: Roksana i Mateusz. Mam nadzieję, że te zajęcia tylko zachęciły ich do dalszej nauki i kolejnych sobotnich spotkań.


Czego nowego dowiedzieliśmy się w minioną sobotę?


Na zajęciach z geografii rozmawialiśmy o podziale administracyjnym Polski, województwach i ich stolicach. Wyjaśniliśmy sobie dlaczego kraj jest podzielony na województwa, wspomniałam o zadaniach samorządów, wytłumaczyłam co to jest urząd miasta i kim jest burmistrz.


Natomiast na lekcji historii dzieci dowiedziały się o życiu i twórczości Jana Matejki. Były pod wrażeniem wielkości i ilości obrazów tego malarza historycznego. Z łatwością wyobraziły sobie artystę malującego na drabinie, patrioty przemycającego broń, wcześniej chłopca, który miał 10 rodzeństwa, problemy w szkole i ogromny talent plastyczny. Dzieciom bardzo spodobała się pewna anegdota, jak to malarz szukał modelu do postaci króla do obrazu Batory pod Pskowem. Anegdota głosi, jak wspomniałam powyżej, że artysta bardzo długo szukał modelu i pewnego dnia odnalazł go w osobie zupełnie obcego człowieka, przypadkowo spotkanego w Kościele Mariackim. Chodził za swym modelem tak długo, że ten wziął go za złodziejaszka, który planuje kradzież. Rzecz się jednak wyjaśniła i bawiący w Krakowie przejazdem młody szlachcic zgodził się pozować do obrazu.

Sam zaprojektowała też suknię ślubną swojej żony i następnie namalował jej portret, i to aż dwukrotnie. Pierwsze dzieło zostało zniszczone przez samą małżonkę w przypływie złości i zazdrości.


Odbyliśmy też trochę filozoficzną i metafizyczną pogawędkę na temat czasu, jego przemijalności, powtarzalności, etc. Dzieci dowiedziały się jaką rolę w kulturze polskiej spełniał podział doby na dzień i noc, podział tygodnia na dni, roku na miesiące i potem na pory roku. Myślę, że wszystkie dzieci już wiedzą dlaczego poniedziałek nazywa się poniedziałek, a wtorek jest wtorkiem.


Język polski minął na ćwiczeniach z zasad pisowni rz i ż. Przyznaję, że większość dzieci poradziła sobie z tym doskonale.


Oczywiście i tego dnia nie mogło zabraknąć zabaw podczas przerw oraz wspólnego śniadania.


Zapraszam serdecznie na kolejne zajęcia, które odbędą się dopiero 21 października.

czwartek, 21 września 2006

Już po rozpoczęciu nowego roku szkolnego

I już po rozpoczęciu nowego roku szkolnego w Szkole Polskiej w Barcelonie! Na początku odbyło się małe spotkanie organizacyjne i przywitanie nowej mamy, Pani Barbary i jej córki Ilonki. Nie wszystkie dzieci miały uśmiechnięte buźki ale myślę, że po tylu tygodniach wakacji wszystkim było trudno powrócić do zadań i obowiązków. Do opowiadania było jednak sporo. Każdy chciał przecież opowiedzieć swoją historię, swoją przygodę z latem. A to koń, a to pianino, a to plaża i palmy, nowe kurki u dziadków w Polsce, przeczytane książki, pani w kiosku, smok na Wawelu, złowione karpie na makaron, etc. Wszystkie te skarby dzieci przyniosły do szkoły i z radością się nimi podzieliły ze mną i z pozostałymi dziećmi. Oczywiście, że nie mogło być inaczej i tematem naszych zajęć były wakacje i dzieci pisemnie odpowiedziały na kilka pytań związanych z tym tematem. Oto ich odpowiedzi:

Ilonka, lat 11:
Co to są wakacje? To czas przerwy w nauce (kiedy się nie chodzi do szkoły).
Co Ci się najbardziej podobało podczas ostatnich wakacji? Morze, palmy.
Co Ci się najmniej podobało podczas ostatnich wakacji? Nie było czegoś takiego.
Ile dni mają wakacje? Około 65 dni.
Czy wszystkie dzieci na świecie mają wakacje? Tak.

Zosia, 10 lat:
Co to są wakacje? To czas, kiedy można odpocząć i gdzieś pojechać, np. na kemping.
Co Ci się najbardziej podobało podczas ostatnich wakacji? Jeżdżenie na koniu, robienie zakupów z Babcią.
Co Ci się najmniej podobało podczas ostatnich wakacji? Bawienie się z Roksaną.
Ile dni mają wakacje? Miesiąc i pół.
Czy wszystkie dzieci na świecie mają wakacje? Nie, bo niektóre nie mają pieniędzy na samochód ani na samolot żeby gdzieś jechać. Albo muszą pracować.

Minerwa, lat 9 ½:
Co to są wakacje? Czas na odpoczynek, można robić co się chce.
Co Ci się najbardziej podobało podczas ostatnich wakacji? Ul. Młyńska, Dziadkowie, bawienie się z kolegami.
Co Ci się najmniej podobało podczas ostatnich wakacji? Że się wywaliłam na rowerze (Nie płakałam)
Ile dni mają wakacje? Różnie, niektóre 2 tygodnie, a niektóre 2 miesiące.
Czy wszystkie dzieci na świecie mają wakacje? Nie.

Kamilka, 8 lat:
Co to są wakacje? Wakacje to kilka dni wolnych.
Co Ci się najbardziej podobało podczas ostatnich wakacji? Podobało mi się wesele.
Co Ci się najmniej podobało podczas ostatnich wakacji? Nie podobało mi się jak dzieci ukradły pieniądze na weselu.
Ile dni mają wakacje? Około 22 dni.
Czy wszystkie dzieci na świecie mają wakacje? Nie.

Kacper, 7 lat:
Co to są wakacje? Jest to okres, kiedy szkoły są zamknięte. Czas podróży! Wolny czas, czas wypoczynku.
Co Ci się najbardziej podobało podczas ostatnich wakacji? Podróżowanie.
Co Ci się najmniej podobało podczas ostatnich wakacji? Nie wiem.
Ile dni mają wakacje? Około 6o dni.
Czy wszystkie dzieci na świecie mają wakacje? Tak, wszystkie dzieci mają wakacje.

Filip, 5 lat:
Co to są wakacje? Podróż z Hiszpanii do Polski.
Co Ci się najbardziej podobało podczas ostatnich wakacji? Budowanie samolotów z papieru wraz z Babcią. Oglądanie w telewizji ULICY SEZAMKOWEJ.
Co Ci się najmniej podobało podczas ostatnich wakacji? Chodzenie do kiosku po gazety.
Ile dni mają wakacje? W Krakowie 2 noce i u Babci i Dziadka 22 noce.
Czy wszystkie dzieci na świecie mają wakacje? Tak.


Poza tym usłyszałam dwie piękne historie wyjaśniające dlaczego morze jest posolone. Może uda mi się następnym razem namówić dziewczynki na napisanie i opublikowanie tych pięknych opowieści.

Nowy przedmiot o zwyczajach i tradycjach polskich rozpoczęliśmy wyjaśnieniami czym jest zwyczaj, obyczaj, tradycja i kultura. Niestety zabrakło czasu na przeprowadzenie zajęć z historii i geografii Polski ale zapewne nadrobimy to na następnych zajęciach.

Dziękuję rodzicom za przybycie i dzieciom za uczestnictwo w zajęciach, które dla mnie są urozmaiceniem trudnego tygodnia.

Do zobaczenia 30 września.

niedziela, 10 września 2006

Rozpoczęcie nowego roku szkolnego 2006/2007

Witam serdecznie wszystkich rodziców i dzieci,

Milowymi krokami zbliża się koniec wakacji i początek nowego roku szkolnego. Fakt ten nie powinien Was smucić bo przygotowaliśmy dla Was wiele ciekawych zajęć i spotkań. Wszystkiego można się dowiedzieć na oficjalnym rozpoczęciu roku szkolnego 2006/2007 Szkoły Polskiej w lokalu Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego przy ul. Nou de Sant Francesc, 20 w Barcelonie. Zapraszam Was serdecznie 16 września i liczę na Waszą obecność o godz. 10.00

Po krótkim spotkaniu informacyjnym odbędą się zajęcia dla dzieci do godziny 13.25.

Nowość! W tym roku urozmaicimy zajęcia nowym przedmiotem, który dotyczyć będzie obyczajów polskich.

Bardzo proszę o potwierdzenie (telefonicznie bądź e-mailowo) przybycia i uczestnictwa w zajęciach.

Ewa Hojna

wtorek, 25 lipca 2006

Poszukujemy pracy

Drodzy moi czytelnicy,

Może ktoś z Was będzie mógł pomóc Pani Kasi? Pani Kasia, nasza rodaczka, obecnie mieszka w Barcelonie i pilnie poszukuje pracy. Dzwońcie pod numer: 680 962 961.

Pani Kasi życzę szczęścia i powodzenia.

poniedziałek, 26 czerwca 2006

Zakończenie roku szkolnego 2005/2006

Drodzy Rodzice i dzieci,

Przypuszczam, że niektórzy z Was rozpoczęli już wakacje i cieszą się z tego wolnego czasu. Mam nadzieję, że nie rozjechaliście się jeszcze i będziecie mogli przyjść na oficjalne zakończenie roku szkolnego w Szkole Polskiej. Zapraszam wszystkich na 1 lipca, w sobotę o godz.11.00. W towarzystwie ciastek i być może lodów wręczę dyplomy dzieciom i poinformuję o kondycji finanoswej szkoły.

Bardzo proszę o konfirmację przybycia i uczestniczenia w spotkaniu.

Ewa Hojna

środa, 14 czerwca 2006

Noc polsko-litewska

Poniżej znajduje się zaproszenie na noc polsko-litewską, które przysłała nam Pani Iwona ze Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego w Barcelonie.


Romek i Julia

spektakl teatralny w wykonaniu grupy Image działającej w I Gimnazjum w Chrośnicy pod kierunkiem p.Bożeny Mizerki. Sztuka ta jest parodią słynnego utworu Shakespeara pt: “Romeo y Julia”.Akcja przedstawienia rozgrywa się współcześnie na wsi polskiej.
Czwartek 15 czerwca o godzinie 19.30
Po spektaklu odbędzie się wieczór pieśni litewskiej w wykonaniu młodzieży ze Szkoły Polskiej w Butrymańcach na Litwie, pod kierunkiem p. Teresa Sawil.
Wstęp wolny
Zapraszamy
Romek i Julka
Actuación teatral del grupo Image del Gimnasio nr. 1 de Chrośnica en Polonia, dirigido por señora Bożena Mizerka. El espectáculo es una parodia de la famosa obra de Shakespeare titulada “Romeo i Julia”. La acción del espectáculo transcurre contemporáneamente en la provincia polaca.
A continuación los alumnos de la Escuela Polaca en Butrymańce en Lituaña, dirigidos por la señora Teresa Sawil, presentarán una noche de la canción de lituana.
Entrada libre
Bienvenidos


Associació Cultural Catalanopolonesa - ACCP
C/ Nou de Sant Francesc, 20
08002 Barcelona
Tel/Fax: 93 318 48 31

wtorek, 13 czerwca 2006

Włoskie impresje

Cała i zdrowa wróciłam z tego dziwnego szkolenia. Było nawet sympatyczniej niż przypuszczałam ale z ogromną przyjemnością powróciłam do domu. Była to moja pierwsza podróż do Włoch. W związku z tym miałam wiele oczekiwań, wyobrażeń i pytań. Wprawdzie nie powinnam wyrabiać sobie opinii na podstawie tych kilku dni i dwóch czy trzech miejsc, które widziałam, ale...


Po pierwsze, ludzie okazali się bardzo sympatyczni, spokojni. Szef w swojej błogiej nieświadomości oddał mi na ten czas jeden z samochodów wyłącznie na mój użytek, abym mogła poczuć się bardziej wolna, samodzielna i nieskrępowana. No cóż, ponownie udało mi się kogoś zaskoczyć krótką i zwięzłą informacją, że JA CAŁY CZAS NIE MAM PRAWA JAZDY. W takim razie dano mi telefon komórkowy, samochód z kierowcą do mojej dyspozycji i bonus finansowy na moje wydatki. Przypominam, że pojechałam tam na szkolenie a nie na wycieczkę krajoznawczą.

Po drugie, jedzenie było okropne. Oprócz makaronów i pizzy nic nie zasługiwało na pozytywną opinię. Zamawiając cielęcinę, wołowinę czy jakiekolwiek inne mięso, otrzymywało się talerz ze sporym kawałem mięsa i nic więcej. Ubóstwo i brak wyobraźni towarzyszyło każdemu posiłkowi. Następnym zaskoczeniem było częsty brak soków! Albo pijesz wino albo wodę! Potem oczywiście w nagrodę za wytrzymałość możesz zamówić sobie kawę. Typowe menu: na początek coś ciepłego, np. makaron z sosem, na drugie zimne danie, sałatki bez smaku czy talerz tłustej szynki bez żadnego przybrania, urozmaicenia kolorystycznego. I na deser? Jaki deser? Menu nie zawiera deseru. Jadłam więc źle, niezdrowo i na dodatek trochę przytyłam.

Po trzecie, nie poczułam tej antycznej atmosfery, tak bogatej, burzliwej i długiej historii tego kraju. Przyznaję, że widziałam tylko kilka budowli historycznych, raczej nie znanych i skromnych. Nie były to miejsca turystyczne, ale ja myślałam, że właśnie takie miejsca pobudzają wyobraźnię, przynajmniej moją.

Po czwarte, kurs był przeprowadzony w sposób bardzo sympatyczny, można powiedzieć, że rodzinna atmosfera była na porządku dziennym. Skierowany był tylko dla mnie, tak więc mogłam zadawać mnóstwo pytań, mieć wątpliwości, etc. Językiem wykładowym był głównie włoski, trochę hiszpański i ostatecznie angielski. Biorąc pod uwagę brak znajomości włoskiego z moje strony, uważam, że kurs zakończył się sukcesem. Tutaj chciałam zauważyć jedną rzecz: ich włoski był w pewnym stopniu zrozumiany przeze mnie, natomiast sporo ludzi nie rozumiało mnie, gdy mówiłam po hiszpańsku.

To tyle z mojego pierwszego pobytu we Włoszech. Czy będą następne? Sama nie wiem. Chyba jednak powinnam dać sobie i Włochom drugą szansę.
Ciao!

czwartek, 1 czerwca 2006

Piknik odwołany

Dzisiaj mam smutną wiadomość. Z powodu braku chętnych, zapowiedziany piknik na 3 czerwca zostaje odwołany. Mniemam, że z różnych powodów, do wczoraj nie było żadnego zgłoszenia. W takim razie organizatorzy pikniku pomyślą nad innym terminem spotkania.

środa, 31 maja 2006

Polska, gola!

Już za kilka dni świat oszaleje, a z pewnością jego większa część. Może w końcu będzie można spokojnie pospacerować po ulicach bo w tym szaleństwie ludzie zamkną się w domach albo będą trącać się kuflami piwa w barach. Tylko potem, nocną porą, Ci bardziej odporni na to szaleństwo będą wysłuchiwać, jak się krzyczy i śpiewa z triumfu albo rozczarowania. Generalnie brzmią one podobnie i trudno się zorientować kto wygrał, a kto przegrał, kto był lepszy, szybszy, a kto nie był w formie.

Aby nie żyć w błogiej nieświadomości i móc przeżyć te wrażenia wspólnie, Zespół Folklorystyczny Krakowiak (krakowiakbcn@gmail.com) organizuje spotkanie wszystkich fanów i sprzymierzeńców polskiego piłkarstwa i zaprasza ich na bezpośrednią transmisję meczu na dużym ekranie:

Polska - Ekwador

9 czerwca (piątek) o godz. 21.00

oraz

Niemcy - Polska


14 czerwca (środa) o godz. 21.00

Spotkanie odbędzie się w lokalu Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego przy ul.Nou de Sant Francesco, 20 w Barcelonie, metro Drassanes. Cena jednego biletu wynosi 5 Euro, w tym chrupki i polskie piwo. Ostrzegamy, że ilość miejsc jest ograniczona i najlepiej kupić bilet wcześniej. Gdzie? W sklepie polskim KRAKOVIAK przy ul.Sicilia, 326 w Barcelonie, metro Sagrada Familia oraz w niedzielę po Mszy polskiej w kościele przy ul.Ferran w Barcelonie, metro Liceu.

Uzyskane fundusze zostaną przeznaczone na stroje dla Zespołu.

Jeżeli chcesz się o coś zapytać albo zapisać do Zespołu, zadzwoń: 647 687 424.

Nie zwlekaj, byś może będzie okazja do wspólnego Polska, gola.

poniedziałek, 29 maja 2006

PIKNIK

Czy ktoś może pracować z przyjemnością przy tak pięknej pogodzie? Dusza i ciało wyrywają się na zewnątrz, na plażę, do lasu, aby pooddychać morskim czy leśnym powietrzem, aby poobserwować wszystko co fruwa, biega czy skacze na polach. Dopiero mamy poniedziałek?! Czy wytrzymam? Oczywiście, że tak, Wy również i to, tylko po to, aby móc uczestniczyć w pikniku, który organizuje Stowarzyszenie Katalońsko-Polskie z Barcelony.
Piknik odbędzie się w Vallgorguina 3 czerwca w sobotę o godz. 12.00. Za rezerwację stołu, gril i opał należy uiścić niewielką opłatę. Zachęcamy do przyniesienia własnego koszyczka z dobrociami. Jednakże na miejsu będzie można kupić wybrane produkty zaproponowane przez polski sklep.
Rezerwację miejsca i dokładniejszą informację można uzysakać dzwoniąc do Pani Maryli Stasiak
(tel.636 155 974).

Zachęcam wszystkich do uczestnictwa w pikniku, do pogaduszek i grilowania.

środa, 24 maja 2006

Praca-niespodzianka

Właśnie mijają kolejne dni w mojej nowej pracy. Sporo wrażeń i niespodzianek, jak na tak krótki czas. Jestem jedyną kobietą w tej firmie. Otaczają mnie sami mężczyźni i jak do tej pory nie narzekam. Widzę, że starają się być uprzejmi i czarujący do jedynego pierwiasta kobiecego w ich otoczeniu. Atmosfera więc jest dość miła i sprzyja pozytywnemu myśleniu. Bycie jedyną kobietą w firmie ma swoje plusy, np. łazienka jest wyłącznie do mojej dyspozycji. Dużym zaskoczeniem i niespodzianką pierwszego dnia w pracy było dla mnie zarezerwowane miejsce na parkingu dla mojego samochody. Jeszcze większą niespodzianką było dla pozostałych, że ja nie mam przecież samochodu! Mimo to miejsce pozostało zarezerwowane dla mnie. I co ja teraz mam zrobić? Chyba pójdę na kurs prawa jazdy! Po tych kilku pierwszych dniach trudno jest jeszcze coś powiedzieć o mojej przyszłości w tej firmie ale na samą myśl, że już nie pracuje w tej poprzedniej, serce mi się raduje.


A teraz informacja dla wszystkich zainteresowanych kobiet-kierowców:

Mutti-Spa w Tarragonie poszukuje kierowców płci żeńskiej do samochodów ciężarowych w komunikacji międzynarodowej. Ja osobiście nie znam żadnej kobiety, która prowadzi ogromne samochody ale to nie znaczy, że takowe nie istnieją. Zainteresowane proszę o kontakt.

czwartek, 18 maja 2006

Nadzieja

Kolejny raz przekonałam się, że nigdy nie powinniśmy tracić nadziei. To co mi się przydażyło, pewnie się przytrafia wielu osobom każdego dnia. Już od prawie dwóch lat pracowałam w miejscu, które mi się nie podobało. Każdego dnia budząc się wracałam do rzeczywistości: praca, która nie daje satysfakcji, obskurne, zagracone i ciemne miejsce pracy, szefowie-Katalaniści-wyzyskiwacze, wiele godzin poza domem, pieniądze-jałmużna, etc. Sama się dziwię, że wytrzymałam tyle czasu, ale w ten sposób nabrałam doświadczenia, uzyskałam pozwolenie na pracę i przekonałam się, że gorzej być nie może. Mała gwiazdka nadziei zaświeciła w moim życiu kilka tygodni temu. Włoska firma Mutti-Spa (www.mutti.it) w Tarragonie poszukiwała kogoś ze znajomością języka polskiego, angielskiego, etc. Pierwsze nasze spotkanie zakończyło się bez jakichkolwiek oznak, że mogę mieć nadzieję, że uzyskam tę pracę. Sama właściwie nie byłam pewna czy chciałabym tam pracować. Mówi się, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, ale widocznie czasami należy dać drugą szansę. Umówiliśmy się na drugie spotkanie. I to była ta druga szansa. W najbliższy poniedziałek zaczynam pracę w nowym miejscu, z nowymi szefami, z nowym wynagrodzeniem i pełna nadziei, że moja sytuacja zawodowa ulegnie poprawieniu.

Firma ta ma też swój oddział w Krakowie. Oczekuję na komentarze ludzi, którzy mieli dobre lub złe doświadczenie z tą firmą w Hiszpanii, Polsce czy w innym kraju.

środa, 19 kwietnia 2006

Polski psycholog dziecięcy

Z przyjemnością informuję zainteresowanych, że kilka dni temu otrzymałam ciekawy list od Pani Agnieszki Jankowskiej, polskiego psychologa dziecięcego, która już od kilku lat mieszka w Hiszpanii, a dokładnie w Vilafranca
del Penedes.
Pani Agnieszka proponuje swoje usługi w zakresie doraźnej pomocy w
rozwiązywaniu problemów jakie mogą spotkać rodziców i dorastające dzieci
oraz młodzież, poradnictwa, rozmowy, terapii zabawowej, przez rysunek,
terapii młodzieży itd. Dotychczas pracowała w Poradni Psychologiczno -
Pedagogicznej, Domu Dziecka, Przedszkolu Integracyjnym, tak więc problemy
dzieci zdrowych jak i z zaburzeniami emocjonalnymi, dysleksją,
niepełnosprawnością fizyczną i intelektualną są jej dobrze znane. Służy także radą i
rozmową rodzicom.

W roku 2002 skończyła studia na Uniwersytecie Gdańskim, w 2004 roku
Podyplomowe Studium Pedagogiczne. Praca z dziećmi sprawia jej olbrzymią
przyjemność. Od prawie dwóch lat jest mężatką i coraz częściej myśli o
własnym potomstwie. Serdecznie poleca swoje usługi.

Jak można skontaktować się z Panią Agnieszką?

Telefonicznie: 935387633 lub telef.komórkowy: 658264725.
E-mailowo: jankowska.a@op.pl

poniedziałek, 20 marca 2006

Topienie Marzanny-początek wiosny


Obrzędy wiosenne celebrowane w okresie wiosennego przesilenia słonecznego odgrywały w kulturze chłopskiej szczególną rolę. Należało rytualnie rozbudzić życie po martwym okresie zimy. Wstępną fazę wiosennych rytuałów stanowiły zwyczaje i obrzędy zapustne, sprawowane u schyłku zimy. Być może osoby z krakowskiego pamiętają biegające po wsi podczas zapustów chłopięce grupy przebierańców, tzw. Pokuśniki. Może pamiętają też zamaskowanego mężczyznę zwanego zapust, ubranego w kożuch i wysoką papierową czapę. Pokuśniki różnymi figlami rozbawiali widzów, poczem niespodziewanie wpadali na nich bijąc batami. Natomiast zapust wygłaszał zabawne oracje, kończące się życzeniami dobrych urodzajów. Poza tym przybycie wiosny miało ułatwić topienie lub palenie Marzanny, kukły ludzkiej personifikującej zimę i śmierć. Zwyczaj ten ma bardzo głębokie tradycje.


Marzanna – Morena, Marzanik, Marzaniok (od słów mor, mara, zmora), Śmierć, Śmierztecka, Śmiertka, Śmiercicha – to różne określenia, jakie nadawano kukle Marzanny. Wykonywaną ją z wiechcia słomy, okręcano białym płótnem, ozdabiano wstążkami i koralami. Może nią być też lalka wykonana z gałganów. Jak już wspomniałam stanowiła uosobienie zimy i śmierci. Wyprowadzanie jej po za granice wsi i utopienie lub spalenie było konieczne, aby przywołać wiosnę. Obrzędu dopełniano w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną często Białą, Czarną albo Śmiertną.


Święto wielkiego dnia i wielkiej nocy przypadające właśnie na pierwszą niedzielę po równonocnej pełni księżyca, było dla naszych słowiańskich przodków Świętem Matki Ziemi. I wówczas pierwszym z jego rytuałów było przepędzenie zimy, czyli topienie słomianej kukły już zwanej Marzanna. Odziewano ją w białe płócienne szaty, na głowę wkładano cierniową koronę z gałęzi głogu, po czym obnoszono wokół wioski śpiewając, wyśmiewając zimę i przyzywając wiosnę. Śpiewom towarzyszyło trzaskanie z batów, przygrywanie na grzechotkach i innych rytualnych instrumentach oraz ogólne czynienie hałasu i zamieszania. Następnie kukłę palono albo topiono. W 1420 roku Synod Poznański potępił te zabobonne zwyczaje. Jako, że zakazy nie pomogły, podjęto próbę włączenia rytuału do obrzędu kościelnego. Na przełomie XVII i XVIII wieku starano się zastąpić go zwyczajem zrzucania z wieży kościelnej w środę przedwielkanocną kukły, mającej wyobrażenie Judasza. Jak dzisiaj możemy się przekonać, próby te nie zakończyły się sukcesem. Starosłowiański zwyczaj z regionalnymi modyfikacjami zachował się do tej pory. Unicestwieniu Marzanny, czyli zimy, towarzyszyło natychmiastowe wnoszenie do wsi znaku wiosny – małej jodełki, przystrojonej pisankami – symbolami życia, zwanej gaikiem, maikiem lub lateczkiem.


Wielu historyków uważa, że obrzęd ten miał chronić przed morowym powietrzem, czyli zarazą nękającą Europę.
Począwszy od XIX wieku zwyczaj ten stopniowo zmieniał się w zabawę, w której biorą udział przede wszystkim roześmiane dzieci i młodzież. Współcześnie łączymy go z początkiem kalendarzowej wiosny (21 marca), kiedy to uczniowie, topiąc Marzannę wrzucają wraz z nią swoje szkolne niedole i problemy.


Do dziś zachował się zwyczaj topienia Marzany, choć dawno stracił swój magiczny wydźwięk. Już nawet najmłodsi wiedzą, że to tylko zabawa a nie obrzęd ofiarny. Mimo, że wiedzą, że to jest tylko zabawa przestrzegają pewnych reguł, np. nie wolno dotykać pływającej już w wodzie kukły, bo uschnie wtedy ręka; należy jak najszybciej odejść z miejsca egzekucji, nie oglądając się za siebie, bo można się rozchorować, etc. Mi to, bardziej mi to wygląda na troskę rodziców niż na reguły zabawy.

środa, 15 marca 2006

Spotkanie wielkanocne: Pierwsze Rodzinne Malowanie Jajek



Pierwsze Rodzinne Malowanie Jajek

Wielkanoc, 2006



Serdecznie zapraszamy na Pierwsze Rodzinne Malowanie Jajek, które odbędzie się w lokalu Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego w Barcelonie przy ul. Nou de Sant Francesc, 20, dnia 2 kwietnia (niedziela) o godz.12.00.



W programie:

  • malowanie jajek – konkurs z nagrodami (KAżDA RODZINA OTRZYMA 4 JAJKA, NIE UGOTOWANE, KTóRE BęDZIE MUSIAłA OZDOBIć WG WłASNEGO UZNANIA, STOSUJąC JAK NAJBARDZIEJ INDYWIDUALNE METODY BąDź TRADYCYJNE SPOSOBY. UWAGA: ORGANIZATORZY DOSTARCZAJą JAJKA NATOMIAST KAżDA RODZINA PRZYNOSI WłASNE MATERIAłY, NP. KREDKI, FARBKI, NAKLEJKI, DO OZDOBIENIA JAJ).

  • wystawa Święconek (PROSIMY O PRZYNIESIENIE KOSZYCZKóW Z śWIęCONKą. CHCEMY UMIEśCIć JE NA WSPóLNYM STOLE. PO ZAKOńCZENIU SPOTKANIA KOSZYCZKI ZOSTANą ZWRóCONE WłAśCICIELOM).

  • tradycyjny słodki poczęstunek wielkanocny,

  • sprzedaż kartek wielkanocnych wykonanych przez dzieci Szkoły Polskiej(DZIECI BęDą SPRZEDAWAć KARTKI W CENIE 0,50 EURO. ZA UZBIERANE PIENIążKI CHCą KUPIć SPRZęT DO DVD DLA SZKOłY POLSKIEJ. ABY UWIEńCZYć Tę AKCJę SUKCESEM, SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO ZAKUPóW. MAMY NADZIEJę, żE DO KOńCA SPOTKANIA WSZYSTKIE KARTKI ZOSTANą SPRZEDANE).

Bardzo prosimy o zgłoszenie uczestników telefonicznie: 977 644433 (Ewa) bądź e-mailowo: ewa888hojna@patagonmail.com


Organizatorzy: Szkoła Polska i Stowarzyszenie Kulturalne Katalońsko-Polskie.

poniedziałek, 13 marca 2006

Ogłoszenie: pierwszy polski sklep w Barcelonie


W imieniu Pani Joanny Glas zapraszam do pierwszego polskiego sklepu w Barcelonie.




Adres jest następujący:

Krakoviak
c.Sicilia, 326
Barcelona
tel. 678079760
e-mail: krakoviak.tienda@hotmail.com

niedziela, 12 marca 2006

Ogłoszenia

Tutaj postanowiłam umieszczać wszelkiego rodzaju ogłoszenia, które mogą być powiązane ze Szkołą Polską, ale nie jest to konieczne. Powinny natomiast być związane w jakiś sposób z Polską, z Polonią czy z językiem polskim. Mam nadzieję, że w ten sposób mogę chociaż trochę pomóc osobie, która chce umieścić tutaj ogłoszenie, ale także ludziom, którzy szukają takowych informacji. W takim razie czekam na Wasze propozycje!

środa, 8 marca 2006

Środa Popielcowa

Karnawał i wszystkie jego dobrodziejstwa, tańce, figle, żarty, obżarstwo, etc., mamy już za sobą. Za sobą mamy już też Środę Popielcową, zwaną także Popielcem.

Dzień ten rozpoczyna Wielki Post, który kończy się Wielkanocą. O północy w ostatnim dniu karnawału, czas zabaw stopniowo ustępuje miejsca powadze i umartwianiu się. Środa Popielcowa powszechnie kojarzy nam jedynie z posypywaniem głowy popiołem w kościele. Ceremonia ta została wprowadzona do liturgii kościelnej ok. VI w., aby przypomnieć nam, że kiedyś w proch się obrócimy. Do X wieku popiół sypano tylko na głowy tych osób, które odprawiły publiczną pokutę, a po opuszczeniu kościoła mogły do niego wejść dopiero w Wielki Czwartek. Później popiołem obsypywani byli już wszystkich wierni.

W liturgii kościelnej i w popielcowych obyczajach i zabawach używano popiołu powstałego ze spalonych palm wielkanocnych święconych w poprzednim roku.

Myślę, że większość z nas nawet nie przypuszcza, że dawniej dzień ten był bogaty w tak wiele zwyczajów popielcowych. Przede wszystkim był dniem ośmieszających żartów. Młodzi dowcipnisie tylko czekali na sposobność rzucenia garnkiem z popiołem przed lub za upatrzoną ofiarą. Aby dopełnić te żarty, nie oszczędzali i siebie nawzajem wysypując na głowy gary popiołu.

Muszę też tu wspomnieć o jednym bardzo okrutnym zwyczaju, ośmieszającym młode pany, a i czasami kawalerów. Panna, która nie wydała się albo przynajmniej nie zaręczyła się w karnawale, była przywiązywana do kłody popielowej. Dziewczyna, często poganiana batem, w akompaniamencie śmiechów i niewybrednych żartów ciągnęła ten sporych rozmiarów kloc przez wieś do karczmy, gdzie musiała wykupić się wódką. Młode pany na wydaniu wierzyły, że zadośćuczynienie temu obyczajowi zapewni im rychłe i szczęśliwe małżeństwo. Natomiast stare pany czy kawalerowie zwyczaj ten znosili z przykrością, gdyż było to dla nich upokarzające.

Kłoda była symbolem zadośćuczynienia za przywileje wolnego stanu i brak małżeńskich obowiązków.

Ale to nie wszystko! Tak w miastach, jaki na wsi, zawieszano skrycie na ubraniach panienek wątpliwej urody ozdoby: kurze łapki, indycze szyjki, gałgany, drewniane klocki bądź figurki, szkaradne laleczki, skorupy jaj, stare kości i rybie ości. .

Kulminacją zwyczajów popielcowych było staranne szorowanie garnków popiołem. Możemy zapytać: po co? Odpowiedź jest bardzo prosta: aby nie został najmniejszy ślad tłuszczu. Poza tym w widocznych miejscach wieszano na sznurku śledzie, a po wsi obnoszono uroczyście gar z żurem, który był na czas postu daniem głównym.

Szczególne miejsce w symbolice i obrzędowości przestrzennej wsi zajmowała karczma. Również w Środę Popielcową!
Karczma tradycyjnie stała na peryferiach wsi, przy rozstajnych drogach ale i czasami w jej centrum. Tutaj ludzie przychodzili po pracy spędzić wolny czas. O północy, gdy karnawał spotykał się z postem, przebrany za księdza młodzieniec wygłaszał żartobliwe, zupełnie pozbawione sensu, kazanie. Potem wnoszono tzw. Podkurek, pierwszy postny posiłek, złożony z mleka, jaj i śledzi. Umiano też w sposób bardzo praktyczny, niemal mistyczny, wytłumaczyć nadużycie alkoholu podczas karnawału. Wypity podczas świąt alkohol i wywołany nim stan oszołomienia był w wielu kulturach uważany za środek pomocy w nawiązywaniu kontaktu z mieszkańcami zaświata.

Obecnie Środa Popielcowa jest dla wiernych dniem powagi, wielkopostnych postanowień i zadumy nad słowami: Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz. Słowa te trochę przerażają ponieważ przypominają nam o umieraniu, o nieuniknionej śmierci, o przemijalności tego co ludzkie. Ale przecież nasze życie to nie wieczny karnawał. Borykamy się z problemami w pracy, w szkole czy domu. Także walczymy z monotonią, z lękami, strachem i słabościami dnia powszedniego. Ja jednak życzę wszystkim więcej dni karnawałowych niż tych smutnych.



wtorek, 7 marca 2006

Ogłoszenia

Przede wszystkim chciałam wszystkich powiadomić w imieniu Pani Agnieszki Wojtczak, mamy Marty, że wkrótce (prawdopodobnie w kwietniu) odbędzie się otwarcie nowej restauracji Las Moreras w Olivella. Przewidywana jest również kuchnia polska! Mam nadzieję, że nie jeden raz tam się spotkamy!
Życzyę Pani Agnieszce sukcesów i powodzenia!

Tym czasem Pani Agnieszka szuka personelu do swojej restauracji: kucharza lub kucharkę, kelnera i kelnerkę.

Dokładne namiary na restaurację:

Las Moreras
Avda. Del Ganxo, 1
Urb.Can Suria
08818 Olivella
tel. 93.8968715

Druga wiadomość: Msze święte w języku polskim odbywają się obecnie w niedziele o godz.11.00 w kościele przy C.Ferran, metro: Liceo. Msze prowadzi ks. Artur.

środa, 15 lutego 2006

"Dobry uczynek" Jana Lemańskiego

Par tanecznych cudny szereg:
Polka, mazur, walc, oberek.
Kręci się w czarnym kole -
Ta na ludu głód niedolę.
Perfum zaduch, dech kobiecy,
Na rzecz więzień i fortecy,
Na tych biednych duszą całą
Dobroczynne tańczy ciało.
Oczy - gwiazdy, lica - róże,
W polkach - ogień, szał - w mazurze.
Stop! Kolacya. Szereg wódek
Pijesz na ten biedny ludek.
Łzy nad społeczeństwem chorem
Lejąc, bułkę jesz z kawiorem.
Zupa. Polski barszcz podali,
Jesz go: jesz na rzecz szpitali.
Pasztet jesz na rzecz podrzutków,
Mózg - dla szkół, drób - dla ogródków,
I kapustę jesz brukselkę
Na niedole nasze wielkie.
Na przytułki i na żłóbki
Ze Strassburga jesz wątróbki,
Dobrze czyniąc biednej dziatwie,
Pierś ogryzasz kuropatwie.
Z kremu wjedżdża legumina:
Niech korzysta biedna gmina.
Potem lody; jesz te lody
By uśmierzyć biednych głody.
Serów bukiet jesz na finisz,
Ćwiczysz smak i dobrze czynisz.
Smakowite pić likwory
Dobrze jest na ludek chory.

wtorek, 14 lutego 2006

List do Rodziców ze Szkoły Polskiej

13.02.2006, Vilanova i la Geltrú

Kochani Rodzice ze Szkoły Polskiej,

W imieniu całej mej rodziny, a zwłaszcza Davida, chciałam bardzo serdecznie podziękować za stypendium przydzielone mojemu synowi. Takiej propozycji nie można było odmówić. Była ona jak słońce wychodzące nieoczekiwanie po długim czasie ciemnych chmur.

Dziękujemy jeszcze raz z całego serca. Niech Pan Bóg błogosławi wszystkim, obdarzając Was Swymi najpiękniejszymi darami.

Maria Olbrycht Beauté

David Beauté

Jean Marc Beauté

sobota, 11 lutego 2006

Karnawał

Kilka dni temu zaprosiłam Was na Wielką Zabawę Karnawałową. Pewnie nie będzie to ani pierwsza, ani ostatnia Wasza zabawa i dlatego pomyślałam, że warto coś napisać o tej tradycji, szaleństwie, zwyczaju. Zapewne znajdziecie tutaj kilka informacji powszechnie znanych ale może też, uda mi się czymś Was zaskoczyć.

Co to jest i skąd się wziął Karnawał?

Karnawał, inaczej zapusty czy mięsopusty to okres zimowych balów,tańców, uczt, maskarad, pochodów, zabaw i ogólnej wesołości. Rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli a kończy w Środę Popielcową.

Wywodzi się z kultów płodności i z kultów agrarnych. Od głębokiej przeszłości utrzymywało się głębokie przekonanie, że im wyższe będą skoki, ty wyżej będzie rodziło zboże. Pewnie między innymi dlatego Karnawał jest tak ściśle związany z tańcami.

Nazwa pochodzi z łac. carrus navalis czyli wóz w kształcie okrętu, od wozu który uczestniczył w procesji świątecznej ku czci Izydy, później prowadził parady w czasie rzymskich Bachanalii (uroczystości na cześć Bachusa, boga płodów i wina). Odpowiednikiem Bachanalii w starożytnej Gracji były Dionizje. Jak wiemy, w obu przypadkach był to okres wyuzdanych zabaw przy winie, tańców, często orgii, biesiad i bali przebierańców oraz maskarad.

Oprócz tego, w starożytnej Grecji wczesną wiosną obchodzono Antesterie – święto, które trwało trzy dni i było poświęcone budzącej się do życia przyrody ale także i umarłych. Pierwszy dzień nazywano Otwarcie beczki, miało symbolizować otwarcie się świata podziemnego. Wówczas witano dusze zmarłych i jednocześnie zabezpieczano się przed nimi. W praktyce w tym dniu otwierano beczki z ubiegłorocznym winem. Drugiego dnia po złożeniu zmarłym ofiary z wina odbywały się procesje ustrojonych w wianki osób, prześcigających się w piciu wina. Oczywiście procesjom tym musiały towarzyszyć tańce i śpiewy. Natomiast trzeci dzień zwano Garnkami. W tym dniu Hadesowi – bogowi podziemia i świata zmarłych – składano w ofierze gotowane ziarna zbóż i wino w dzbanach. Na koniec wypędzano, pewnie już w amoku alkoholowym, biedne duchy okrzykami: Precz, precz, precz.

Według innej teorii nazwa karnawał pochodzi od łacińskiego słowa carnavale, którego człony caro – mięso i vale – bywaj, żegnaj, oznaczają razem w wolnym przekładzie: pożegnanie mięsa, a wraz z nim wszelkiego rodzaju uczt, zbaw i hulanek, gdyż jest to okres poprzedzający Wielki Post.

Mamy jeszcze wiele innych teorii pochodzenia słowa karnawał. Uważano też, że pochodzi od carne avaler – połykać mięso albo od carne levamen – z mięsa się oczyszczać. Znajdowano też polskie pochodzenie słowa od nawału kar, które przyniesie post.

Kolebką europejskich zabaw karnawałowych są kraje śródziemnomorskie, a przede wszystkim Włochy. W wiekach średnich z obchodów karnawałowych znana była przede wszystkim Wenecja. Zabawami karnawałowymi także wysławił się Rzym, później Hiszpania, Portugalia, Francja. Z czasem dotarły one na Bałkany, do Rosji, Niemiec innych krajów Europy.

Zwyczaje karnawałowe.

Zabawy, bale i parady należą do głównych tradycji karnawałowych. Chyba wszyscy słyszeliśmy o karnawale w Rio czy w Wenecji. Parady odbywają się głównie tuż przed Środą Popielcową i trwają kilka dni. Jest to okres oczekiwany, często przez cały rok bo uczestnicy przygotowują specjalne stroje karnawałowe niezwykle bogato zdobione, czasami można powiedzieć, że dość wyuzdane, prowokujące, mieniące się złotem, przepychem.

niedziela, 29 stycznia 2006

Zaproszenie na Wielką Zabawę Karnawałową dla dzieci


Serdecznie zapraszamy wszystkie dzieci wraz z rodzicami na Wielką Zabawę Karnawałową pod tytułem
Kto z Was nie zna przygód dzielnej rybki Nemo, która przemierzyła wielki ocean, żeby wrócić do domu? Razem pobawmy się w Nemo i razem poszukajmy drogi do domu!

Wielka Zabawa Karnawałowa odbędzie się 12 lutego o godzinie 11.30 w siedzibie
Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko – Polskiego:
C/ Nou de Sant Francesc, 20
Barcelona Drassanes

Rodziców i opiekunów prosimy o zgłoszenia dzieci (imię i nazwisko oraz wiek dziecka) do 6 lutego wysyłając email ub telefonicznie:

ewabcn@hotmail.com
renatakrak@yahoo.es

Ewa 649 35 62 80
Renata 620 74 73 42


Karnawał jest wspόlnym przedsięwzięciem Stowarzyszenia Katalońsko – Polskiego i Konsulatu Rzeczpospolitej Polskiej w Barcelonie.

czwartek, 19 stycznia 2006

Zabawa karnawałowa

Wczoraj otrzymałam informację, że 28 stycznia (niedziela) w lokalu Stowarzyszenia Kulturalnego Katalońsko-Polskiego odbędzie się zabawa karnawałowa dla dorosłych, na którą są zaproszeni wszyscy zainteresowani. Zabawa zaczyna się o godz. 20.00, opłata wynosi 5 Euro od osoby (zapewniony poczęstunek), natomiast napoje należy przynieść własne. Organizatorzy zachęcają do przebrania się w strój karnawałowy, który jednak nie jest obowiązkowy. Myślę, że w ten sposób nie chcą zniechęcić osoby nieśmiałe bądź te, które boją się przywdziania innej twarzy czy osobowości. Muzyka będzie różna, włącznie z karaoke.
Bardzo proszę o przesłanie mi do najbliższego poniedziałku, tj. 23 stycznia, potwierdzenia chęci udziału i ilości chętnych uczestników bo ilość miejsc jest ograniczona.

Ewa

Zmiany w terminarzu zajęć

Chciałam poinformować wszystkich zainteresowanych rodziców i ich dzieci, że jestem zmuszona do naniesienia drobnych zmian w terminarzu zajęć. Może, słowo zmuszana nie jest tu adekwatne bo powód zmiany jest bardzo przyjemny: wyjeżdżam na kilka dni do Polski i właśnie w tym terminie była ciekawa oferta biletów lotniczych. Pamiętam też, że 10 grudniu 2005 nie odbyły się zajęcia i należy też uwzględnić ten stracony dzień. Zmiany możecie skonsultować w Kalendarzu Szkoły Polskiej.
Przy okazji pobytu w Polsce wstąpię do kilku księgarń i rozejrzę się za książkami na nowy rok szkolny 2006/2007. Jak zawsze, przywiozę też dzieciom trochę polskich słodyczy. Mam tylko nadzieję, że tam nie zamarznę i spotkamy się po moim powrocie.

Ewa